czwartek, 23 sierpnia 2012

# Od Autorki

Chciałam Was wszystkich przeprosić, że tak długo nic nie dodaję, ale nie mam pomysłu na napisanie tego jednego rozdziału. Po prostu poprzednia myśl uciekła mi i teraz muszę wykombinować nową.
Mam napisany imagin. Miałam ich już nie tworzyć, nie wrzucać tutaj, ale jednak coś mnie skłoniło do napisania. Dla mnie jest beznadziejny, nie taki jak poprzednie, choć miejsce jest nietypowe :)
Nowy rozdział tu i na dwóch innych blogach pojawi się chyba przed wakacjami. Postaram się o to :)

piątek, 3 sierpnia 2012

Rozdział 29

To dziś. Dzień, na który tyle czekaliśmy. Upragniony dzień naszego ślubu. Już wczoraj przeniosłam wszystkie potrzebne rzeczy do dziadków Sam. Chłopcy mieli wtedy cały dom dla siebie. Jak ich znam od rana każdy biegał po nim nago i nie wiedział, w co się ubrać, chociaż wszystko mieli już naszykowane przez nas.
Wstałam lewą nogą - zły znak. Ale już tego nie mogę cofnąć. Z tego powodu cały ranek byłam zła, przygnębiona. Nie tknęłam śniadania. Wcisnęłam w siebie tylko małą kanapkę na prośbę 'mamy'. Wypiłyśmy wspólnie kawę - ja, Sam, jej mama i babcia. Cisza panująca przy tym była nie do zniesienia. Ciągle gapiłam się przez kuchenne okno. Wypatrywałam postaci kręcących się po drugiej stronie ulicy przy ogromnym białym domu. Tu spokój, tam chaos. Mało mnie to obchodziło.
Gdy przyszedł czas by już się ubrać, spojrzałam na suknię, buty, inne dodatki.
- Po co ja to robię? - spytałam Sam.
- Z miłości - odpowiedziała, podchodząc i przytulając mnie - Bo kochasz Louisa, prawda? - spojrzała mi w oczy. Wiem, że była w nich niepewność, czułam ją.
- A jeśli on mnie nie kocha?
- Jeśliby Cię nie kochał, to po co by się oświadczał? Po co chciał zostać ojcem Jasona? Po co angażowałby się w przygotowania? Gdyby Cię nie kochał, nie ciągnąłby tego tak długo.
Może Sam miała rację. Przecież powiedziałby mi gdyby coś było nie tak. Podczas jego wieczoru kawalerskiego zadzwonił do mnie by powiedzieć mi, że 'Jest cholernym szczęściarzem, że ma taką mnie, i że nigdy mnie nie opuści ani zdradzi, ani...' No trochę tego było. I mimo to, że by wtedy kompletnie pijany, bo słyszałam to, to wierzę, że to było szczere. Nadal jednak coś nie dawało mi spokoju. To 'coś' siedziało na dnie mojego serca i nazywało się 'Niall Horan'. Ten mały Irlandczyk... Ciągle coś do niego czułam i to coś sprawiało, że nie byłam pewna, czy dobrze robię wychodząc za Louisa.

Sam pomogła mi się wcisnąć w suknię, wpięła welon we włosy, ubrałam buty i wzięłam bukiet do ręki. Spojrzałam w lustro. Jak księżniczka., która zdąża właśnie do szczęśliwego zakończenia... Usłyszałyśmy klakson limuzyny. Wyjrzałam przez okno. Liam wyszedł na chwilę zza kierownicy i pomachał mi. Rodzice i dziadkowie Sam już tam pojechali.
- Chodź. Chyba nie chcesz spóźnić się na swój własny ślub. - zażartowała przyjaciółka. Uśmiech zagościł na moich ustach, lecz tylko na chwilę. Strach. To uczucie teraz wypełniało mnie całą. Bałam się przyszłości, czy sobie poradzimy we dwójkę.
Sam chwyciła moją dłoń i delikatnie mnie pociągnęła w stronę drzwi. Podążyłam za nią, zamykając moją starą sypialnię. Po schodach na dół, koło salonu i kuchni. Patrzyłam na nasze fotografie na ścianach, szafkach, półkach. Byłyśmy takie szczęśliwe. Ja i ona. Potem z Jasonem. Całe dzieciństwo i okres nastoletni przeleciały mi przez głowę. Szłam za Sam jak w transie.Myślami byłam w zupełnie innym świecie, świecie wspomnień. Tych dobrych i tych złych.
- Mary! - 'wybudził' mnie dopiero irlandzki akcent koło mojego ucha.
- Tak Niall?
- Jedziemy. - odparł smutno. Skinęłam głową. Wsiadłam za Sam do pojazdu, były tam już dziewczyny i Jason. Niall usiadł z przodu koło Liama. Zapadła cisza i trwała aż do kościoła. Miałam mętlik w głowie. Czy ja naprawdę dobrze robię? Popatrzyłam na te uśmiechnięte twarze May, Danielle i Sam. Na Jasona... Nigdy nie był tak szczęśliwy jak dziś. Cieszył się, bo teraz naprawdę będzie miał tatę. Będzie go wszystkiego uczył, będą mieli pewnie swoje tajemnice, zachowania, wspólne zajęcia... Jeśli nie robię tego wszystkiego dla siebie, to robię to dla niego.
Zajechaliśmy. Zaproszeni goście wchodzili tłumnie do kościoła, by zająć jak najlepsze miejsce. Moi 'rodzice' czekali przed wejściem razem z Zaynem i Harrym. Liam zaparkował tuż przy schodach. Wszyscy z tyłu wysiedli poza mną. Strach znów mnie ogarnął. Ujrzałam rękę wyciągniętą w moją stronę. Spojrzałam na 'właściciela'. Niall uśmiechnął się zachęcając mnie do wyjścia. Chwyciłam się go, pomógł mi z suknią. Sprzed wejścia usłyszałam 'Ohhh..' co musiało świadczyć o zachwycie najbliższych z powodu mojego wyglądu.
- Pięknie wyglądasz - szepnął mi blondyn do ucha. Nie mogłam się powstrzymać. Musiałam go przytulić i tak też zrobiłam. Delikatnie objął mnie w talii i przyciągnął do siebie. Starałam się nie płakać. Wyszło mi. Puściliśmy się. Razem weszliśmy po schodach. Zostałam obcałowana przez chłopaków, dziewczyny i panią Windsor.
I się zaczęło. Usłyszeliśmy już pierwsze tony marsza weselnego, a raczej jego bardzo długiego wstępu. Pierwszy do środka wszedł Jason, jako że niósł bardzo ważną rzecz, jaką są obrączki. Liam z Danielle, powoli, dystyngowanie szli przed siebie z uśmiechami na twarzach, przy ołtarzu rozdzielili się - Liam w prawo, Dan w lewo. Za nimi Zayn z May. Dlaczego tak? Bo ich połówki są świadkami i będą one szły razem zaraz przede mną. Dalej Niall z moją przyszywaną mamą, którą odprowadził do pierwszej ławki, ucałował jej dłoń w podziękowaniu za towarzystwo i stanął przed Zaynem. Jako ostatni szli Harry i Sam. Mimo iż za sobą nie przepadają, wyglądali jak dwójka najlepszych kumpli. Nawet śmiali się, co rzadko im się zdarza, gdy są razem. Widziałam, jak się rozeszli. Harry przytulił do siebie osobę, za którą później stanął. Louis... Lou Tomlinson. Chłopiec w kolorowej koszulce i spodenkach na szelki stał teraz przed ołtarzem i czekał na mnie. Wzięłam pana Windsora pod rękę. Widział, że jestem niepewna. By dodać mi otuchy i odwagi pocałował mnie we włosy, tak jak to robił mój tata. Chciałabym, żeby był tu teraz ze mną. Może wtedy bym tak się nie bała. Zagrano właściwą melodię. Zrobiliśmy już pierwszy krok. Wszyscy obrócili się do tyłu, te uśmiechnięte twarze, życzące nam szczęścia i miłości. Nie znałam tu chyba 90 procent ludzi, ale odwzajemniałam gest. Spojrzałam na Lou.. Miał iskierki w oczach i niewinny uśmiech. Gdy do niego doszliśmy, przytuliłam mocno mężczyznę prowadzącego mnie do mojego przeznaczenia.
- Cudownie wyglądasz - szepnął mi do ucha narzeczony. Nie odpowiedziałam.

Wszystko szło szybko i prosto. Tak, jak miało być. Wreszcie doszliśmy do słów przysięgi.
- Mary, czy bierzesz sobie tego tu Louisa i ślubujesz mu miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że go nie opuścisz aż do śmierci?
Patrzyłam Louisowi prosto w oczy.
- Tak - odrzekłam cicho. 
- Louisie, czy bierzesz sobie tą tutaj Mary i ślubujesz jej miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że jej nie opuścisz aż do śmierci?
Zacisnął usta, przyglądał mi się z jakimś wyrzutem, spojrzał na swoją matkę i siostry. Nawet obrócił się do tyłu i chyba spojrzał na Harrego lub Nialla, który zamiast stać za tamtym, stanął obok niego. Z powrotem spojrzał mi w oczy, po czym spuścił wzrok. Nabrał powietrza i...
- Nie.

No! Mogą być błędy, jakieś powtórzenia albo głupoty. Nie sprawdzałam, bo już nie mam siły, przepraszam. Z braku inwencji twórczej skleciłam jednak takie coś. W sumie to o to mi chodziło, mniej więcej :) Nie wiem kiedy będzie następny, ale chyba jeszcze w tym tygodniu może uda mi się napisać. Będzie to ostatni, chyba że znajdę jakąś pomoc przy pisaniu :D Można się zgłaszać tutaj albo napiszcie do mnie czy coś ;P

środa, 1 sierpnia 2012

# O nowościach

Na obu adresach jest już po prologu. Nie mogłam się oprzeć napisaniu tego o Niall'u. Po prostu miałam taką wizję na to opowiadanie. Dziś przyszedł pomysł na historię o Harrym. Nie mogę naraz prowadzić więcej niż dwóch blogów. Chociaż... Pisać rozdziały na trzy-cztery blogi? Nie wiem czy bym temu podołała. Do przyszłego wtorku będę czekać z decyzją. Jeśli bardziej podobać się będzie o Harrym, tak jak to jest w ankiecie to będę go ciągnąć. Jeśli nie to będę pisać o Niallu. Ponad to dalej będę pisać opowiadanie i Harrym na onecie, na które zapraszam. No i muszę tutaj zakończyć. A może zrobić furtkę do dalszej części? Lecz chyba po kolejnych tekstach, które już tworzę nie wiem, czy będzie sens dalej pisać. Zobaczymy, a tymczasem zachęcam do czytania na trzech innych adresach i do komentowania tam ;)

sobota, 28 lipca 2012

Rozdział 28

Rok. 52 tygodnie. 365 dni. 8760 godzin. 525600 minut. 31536000 sekund.
Dokładnie tyle właśnie minęło od naszego pierwszego po tylu latach spotkania. Z tej okazji udaliśmy się do tamtej kawiarenki na Oxford Street. Zamówiliśmy to samo co wtedy i usiedliśmy w tym samym miejscu. Było idealnie. Potem poszliśmy na spacer po Hyde Parku, do kina. Typowa, nastoletnia randka. No zakończenie było tylko nietypowe. Jasonem dziś opiekowali się Harry i ta jego Maya, no i mieli oglądać film. Źle dobrali repertuar, bo włączyli jakiś horror, tak więc można się domyślić, jak to się skończyło. Musieliśmy wrócić wcześniej. Mały bał się i spał tej nocy z nami. Płakał. Próbowaliśmy go jakoś uspokoić, ale nic nie pomagało. Wreszcie koło 4 nad ranem zasnął wyczerpany ciągłym płaczem. My zmęczeni zresztą też. Następny dzień był lekko przymulony. Nic nikomu się nie chciało. Jason omijał Harrego szerokim łukiem, ja go opieprzyłam za to, że źle się nim opiekował, bo kto puszcza sześcioletniemu dziecku "Egzorcystę"?! Jedynie Louis był spokojny. Nie wiem dlaczego. Kurde! Jeśli chce być ojcem to musi na takie rzeczy reagować, nawet jeśli głównym powodem kłótni jest jego najlepszy przyjaciel. W ogóle Louis ostatnio dziwnie się zachowuje. Siedzi sam, przed laptopem i słucha ciągle muzyki. Może tak przygotowuje się do ślubu...
Właśnie. Ślub. Termin - marzec przyszłego roku. Szybko i to bardzo. Udało nam się znaleźć już odpowiednio dużą salę, by pomieściła prawie 300 osób. Skąd ich tyle - nie wiem. Po prostu, jak zaczęliśmy liczyć nasze rodziny, przyjaciół, osoby towarzyszące, dzieci... Wyszło niecałe 300. Muzyka też już jest. Kościół również. Zaproszenia rozesłane. Lista prezentów też. Chociaż tego to raczej nie chciałam, ale matka Louisa się uparła, że to tak tradycyjnie i w ogóle. Nie chciałam się z nią wykłócać o takie bzdety.
Ciężko mi było również przy wyborze sukni ślubnej. Powinnam ubrać kremową, perłową albo coś w tym stylu. Na pewno nie białą, a jednak zdecydowałam się na nią. Długa, zwiewna, prosta, bez ramiączek, z długim trenem. Do tego welon, będzie jeszcze bukiecik świeżych kwiatów, białe szpilki.
Louisowi załatwiliśmy smoking. Podczas przymierzania o mało co nie zemdlałam - tak dobrze w nim wyglądał. Jego mama aż się popłakała. Chłopcy, jako drużbowie z Harrym na czele jako świadkiem, również będą mieli smokingi także nie będą się od siebie za bardzo różnić. Danielle, May i Sam, która będzie moim świadkiem, będą zaś ubrane w eleganckie, zwiewne sukienki na ramiączka w kolorze cytrynowym z dodatkami w bardziej stonowanym kolorze. Jason w garniturze będzie niósł obrączki.
Wszystko ma być jak z bajki. Do ślubu ma nas zawieść limuzyna, w kościele wszystko ma być idealne, a wesela to ma być jedna wielka popijawa. Później noc poślubna i podróż do miejsca, którego Louis, ani żaden z chłopaków nie chce mi zdradzić. Mówią, że to niespodzianka. Nie będę się o to kłócić. Bo przecież w ślubie, czy małżeństwie nie chodzi o całą tą uroczystość, zabawę, prezenty czy podróż. Tu chodzi o połączenie dwóch osób, które się kochają. Połączenia ich na zawsze. Ich miłości wzajemnej.
Szczęśliwie obchodziliśmy wspólnie nasze 22 urodziny. Wcześniej święta, potem Nowy Rok. W międzyczasie również urodziny całej naszej paczki. Walentynki. Wszystko szło dobrze dopóki od daty ślubu nie dzieliły nas 2 tygodnie. Wtedy zaczęła się panika. Czy wszystko pójdzie dobrze? Czy o niczym nie zapomnieliśmy? Czy wszyscy przyjadą? Czy wszystko zapięte jest na ostatni guzik? Do tego wszystkiego Louis ciągle mnie jakby omijał, więcej czasu spędzając z Harrym i tylko z nim. To zrozumiałe.Bał się zapewne tak jak ja i chciał się odstresować razem z przyjacielem. Ja ten czas spędzałam z Sam. Jednak u nas wyglądało to trochę inaczej - my chodziłyśmy na zakupy, spacery z Jasonem, albo dopinałyśmy wszystko co było związane z ceremonią. Oni albo siedzieli do późna w studio albo wychodzili wieczorem i ślad po nich znikał na kilka godzin. Co najdziwniejsze wracali trzeźwi. Wywnioskować można, że nie chodzili do barów ani pubów. Stamtąd zawsze wracali pijani. Gdyby chodzili na dziwki to pierwsza bym o tym wiedziała, bo przecież pracowałam w tej branży tyle lat i kontakty z niektórymi dziewczynami jeszcze mam i nawet część zaprosiłam na ślub, bo pomimo tego czym się zajmują wieczorem czy w nocy, to w dzień to tak samo normalne dziewczyny jak ja. Studiują, mają przyjaciół, rodziny tylko mają krucho z kasą albo pobłądziły w młodości jak ja i teraz za to płacą.To jednak nie zmienia faktu, że oni robili coś, o czym nikt nie miał pojęcia. Obaj stali się bardzo tajemniczy, małomówni, woleli przebywać w swoim i tylko w swoim towarzystwie. May skarżyła się nam nawet, że Harry nie chce się z nią kochać. A jak już to robią to on jest jakiś nieobecny, jakby nie sprawiało to już mu przyjemności takiej jak kiedyś. Ja mogłabym to samo powiedzieć o Louisie. Prawie wcale, a jak już to niechętnie. Może to przez stres? Nie wiem. A odpowiedzi muszę szukać u źródła. Tylko jak to zrobić, jeśli źródło zamknęło się w sobie i nie chce z Tobą o niczym rozmawiać? Ehhh.. Trzeba to przeczekać.


Takie z dupy za przeproszeniem nic. Nie wiem jak wam, ale mnie się nie podoba. Krótki, bo więcej nie umiem wymyślić. I w końcu po tak długim czasie napisany. Jak już pisałam to już powoli koniec. I nie wiem czy będzie jeszcze jeden i epilog, czy dwa i epilog.. Chyba to pierwsze. 
Od 1 sierpnia chcę ruszyć  czymś nowym. Z boku są już adresy i będzie blog albo o Harrym, albo o Niallu, albo jeszcze da się to zmienić xD Zobaczymy xx

wtorek, 24 lipca 2012

# Od Autorki

Właśnie wróciłam z dwutygodniowego wyjazdu nad morze i za cholerę nic nie napisałam. No... Może trochę jednego imagina, ale to i tak mało. Nie mam weny na tego bloga i to mnie męczy, bo chciałabym go zakończyć. Liczę na jakąś drobną pomoc co do pociągnięcia fabuły chociaż na te 4 może 7 rozdziałów :)
Prolog na nowym blogu będzie dopiero 1 sierpnia, dopiero po zakończeniu ankiety. Ankieta musi się zakończyć jednoznacznie, czyli tylko jeden chłopak ma wygrać.

piątek, 6 lipca 2012

Rozdział 27

- Chyba się w Tobie zakochałem.
Staliśmy przed drzwiami do jej domu. Spędziliśmy cały dzień w parku, potem zabrałem ją na kolację i odwiozłem do domu. May jest kobiecą wersją mnie. Prawie dokładną, ale jest.
- Ja w Tobie też, Harry. - pocałowała mnie w policzek - Zadzwoń to umówimy się jeszcze.
Zniknęła za drzwiami. Zadowolony wyszedłem z ogrodu, stanąłem przy samochodzie i zwróciłem się jeszcze raz w stronę domu. Na górze zapaliło się światło w dwóch sąsiednich oknach. Chwilę później z jednego z nich wyjrzała ona. Spojrzała na mnie, ja pomachałem jej, na co w odpowiedzi posłała mi całusa i znów zniknęła. W wybornym humorze wróciłem do domu. Tam wchodząc do salonu napotkałem Louisa siedzącego na kanapie i piszącego coś na laptopie.
- Co tam? - próbowałem mówić normalnie siadając koło niego.
- A co Ty masz taki dobry humor?
- Aaaaa poznałem kogoś.
- Mam nadzieję, że jeszcze z nią nie spałeś.
- Nie bój się. Na to jeszcze będzie czas. Ale jest cudowna. Jest taka jak ja.
- O matko! Chodzi nago, nie wie rano w co się ubrać i jest bezczelna?
- Niee.. Z Tobą to już nie można pogadać od kiedy oświadczyłeś się..
- Misiu.. - usłyszeliśmy na górze głos Mary, a zaraz potem stukot szpilek. Po chwili ujrzeliśmy jej długie smukłe nogi, a dalej całą resztę jej ciała. Była dość skąpo ubrana, bo w bardzo wyciętą bieliznę. - O. Cześć Harry.
- Hej.
- Pozwolisz, że porwę Louisa na górę? - chwyciła chłopaka za rękę.
- Jasne, ja sobie tu posiedzę, muszę przemyśleć wszystko.
- O, to bardzo dobrze. Misiu, pamiętasz jak rozmawialiśmy o rodzeństwie dla Jasona?
- No tak.
- No, to nie ma na co czekać. - poszli razem na górę i zamknęli się w swoim pokoju.
Wziąłem laptop Louisa na kolana. 'Oficjalna lista gości weselnych'. Czyli przygotowania do ślubu ruszają pełną parą. Zacząłem szukać informacji na temat May. Kilka minut i już wiedziałem chyba wszystko co chciałem wiedzieć.
May Smith, 18 lat, urodzona w Londynie, posiada siostrę bliźniaczkę Cristine i starszego o 3 lata brata Freda, od dziecka związana z modelingiem, obecnie jedna z najpopularniejszych brytyjskich modelek.
- No Harry. Twoja przyszła dziewczyna to ideał. - westchnąłem.

*Niall*

Bycie nieszczęśliwie zakochanym nie jest fajne. Zwłaszcza, kiedy osoba, którą kochasz mieszka z Tobą pod jednym dachem i do tego jest związana z Twoim przyjacielem. Nie potrafię kochać nikogo innego. Jeśli ona za niego wyjdzie to nie pozostaje mi nic innego tylko pogodzić się z tym i do końca życia być samemu. Cholera! Nawet Harry spotkał jakąś modelkę na swojej drodze, Zayn oświadczył się Sam, Liam jest szczęśliwy z Danielle. A ja kocham tylko ją. Żeby tak nie cierpieć to mógłbym popełnić samobójstwo, ale wtedy nie mógłbym już oglądać jej pięknego uśmiechu, tych słodkich piegów, usłyszeć jej głosu, spojrzeć w jej oczy...
Louis wie, jak bardzo ją kocham, wie, że zrobiłbym dla niej wszystko, wie, jak mi na niej zależy. On wiedząc to wszystko wbił mi nóż w samo serce - poprosił bym został jego drużbą. Oczywiście Zayn i Liam też nimi będą, a Harry świadkiem, ale... Nas dwóch dzielić będzie tylko Harry, tylko te jego wiecznie nie ułożone loki. Będę musiał stać, blisko nich i patrzeć, jak odbiera mi kobietę mojego życia, moje jedyne szczęście, jedyny powód, dla którego żyję.

Krótki, bo krótki, ale jakiś jest. Nie miałam za bardzo pomysłu, co napisać konkretnie. I zbliżamy się do zakończenia. To już postanowione. Myślę, że do 30 dojadę i będzie epilog.
Obok jest ankieta o nastepnym blogu. Według niej będę tworzyć kolejnego bloga przez najbliższe 2 tygodnie, gdyż wyjeżdżam. Mam nadzieję wrócić z porządną dawką rozdziałów tu, na onecie, nowym projekie i imaginami, z których nie rezygnuję :)

sobota, 30 czerwca 2012

Rozdział 26

Dlaczego ja zawsze muszę się wszędzie spóźniać? Na uczelnię, na randkę z Zaynem, na spotkania, teraz do pracy... Na następne święta chcę dostać gigantyczny budzik albo jakieś urządzenie zatrzymujące czas.
Praca, praca... Nie nazwałabym tak raczej opieki nad dzieckiem. Rodzice w firmie, dziadkowie daleko i jakakolwiek inna rodzina też, tak więc zdani są na opiekunkę, a że są wakacje jeszcze no i muszę trochę zarobić na kolejny rok studiów.. Nie mam wyboru. Zresztą lubię tą pracę. 10 godzin jestem w pięknym, dużym domu, w bogatej dzielnicy, zajmuję się tylko Molly. Ona i tak przez większość czasu bawi się sama albo z ich pieskiem. Ja ją muszę tylko nadzorować by nie zrobiła sobie krzywdy. Jest słonecznie, więc wykorzystuję to i opalam się za darmo w ich ogrodzie, nad basenem. Żyć, nie umierać.
A wracając do pieniędzy. Nie mogę pozwalać Zaynowi cały czas za mnie płacić. To, że jest moim chłopakiem nie może oznaczać, że płaci nawet za durną paczkę gumy do żucia. Czasami to jest chore. Wiem, że chce mnie porozpieszczać, miłe to jest, ale do pewnego stopnia. Muszę z nim dziś o tym porozmawiać.

*Zayn*

- Liam, pożycz mi dziś samochód.
- Ale po co?
- Chciałbym dzisiaj zabrać Sam w jedno miejsce i...
- Rozumiem. Chcesz jej zrobić niespodziankę?
- Coś w tym rodzaju. To co, pożyczysz, czy mam iść do Louisa?
- Nie no, trzymaj. - rzucił mi kluczyki. - Tylko żeby wrócił w jednym kawałku.
- Nie martw się i dzięki - szybko wybiegłem z domu i od razu pojechałem po Sam.

*Harry*

Nudy, nudy i jeszcze raz nudy. Nie dość, że cały czas jest gorąco to jeszcze nie mam co robić. Zayn gdzieś pojechał, Niall siedzi ciągle w swoim pokoju i nie chce z niego wyjść, Louis bawi się z Jasonem, Liam z Danielle, Sam w pracy, Mary też... Nie ma tak.
Wsiadłem do samochodu i pojechałem do centrum. Pochodziłem po Oxford Street, kupiłem kawę na wynos i pokierowałem się do Hyde Parku. Usiadłem sobie na trawie niedaleko stawu. Patrzyłem na pływające po nim kaczki. Wtem ktoś koło mnie usiadł. Kątem oka spojrzałem na tą osobę. Ładna brunetka o długich nogach. Tyle udało mi się dostrzec. Siedzieliśmy w milczeniu jakieś 15 minut i...
- Cześć - oboje naraz odwróciliśmy się do siebie i powiedzieliśmy to słowo, po czym wybuchliśmy śmiechem. Miała urzekający śmiech.
- Ty pierwsza.
- Jestem May. - z uśmiechem na twarzy wyciągnęła do mnie dłoń.
- Harry - odwzajemniłem gest. Miała delikatne dłonie i ciepły głos. Jej hipnotyzujące zielone oczy.. Nie mogłem oderwać od nich wzroku.
- Harry, Harry! - po chwili dopiero spostrzegłem, że to ona do mne mówi.
- Tak?
- Wiem, że w ogóle się nie znamy i to może Ci się wydać głupie albo zbyt nachalne... - słodko się tłumaczyła.
- May, mów śmiało, o co... - nie dokończyłem, bo pocałowała mnie. Zacząłem się uśmiechać, bo było to miłe. Ona chyba inaczej to odebrała, gdyż odsunęła się ode mnie.
- Przepraszam - odrzekła cicho spuszczając głowę.
- Hey, nic takiego się nie stało. Chodź - stałem i wyciągnąłem ku niej rękę, by pomóc jej wstać - przejdziemy się, poznamy się lepiej, ale teraz pozwól, że ja zrobię jedną rzecz.
- Jaką? - przysunąłem ją blisko siebie i pocałowałem. To już nie było niewinne tylko tak na poważnie. Głębokie, pełne emocji... Chyba zakochałem się w tej dziewczynie.

*Sam*

- Zayn? A co Ty tutaj robisz?
Chłopak czekał na mnie pod rezydencją. Siedział oparty o maskę samochodu Liama. Pewnie go pożyczył.
- Czekam na Ciebie, kochanie. - podszedł do mnie i pocałował w policzek. - A teraz porywam Cię. - uśmiechnął się i poruszał brwiami.
- No dobra... - odpowiedziałam, chociaż szczerze nie podobał mi się ten pomysł. Usiadłam koło niego i pojechaliśmy. Podróż, jeśli można tak to nazwać, trwała pół godziny. Wyjechaliśmy na obrzeża Londynu. Zatrzymał się przy jednej z restauracji. Była mała i dość przytulna. Dostaliśmy stolik w rogu sali. Usiedliśmy naprzeciw siebie. Zayn już wcześniej wszystko zamówił, czyli zaplanował ten wieczór. Z tą myślą bałam się coraz bardziej, co też on wykombinował.
Czerwone wino, danie główne, deser. Do tego przygrywał obok nas skrzypek przecudną melodię. Wtem kelner przyniósł jeszcze jedno nakrycie, po czym zostawił nas samych, grajek też.
- A co tu jest? - spytałam z ciekawością. On nic nie odpowiedział tylko podniósł pokrywkę. Dosłownie szczęka mi opadła.
Na srebrnej tacy leżały płatki róż, a na środku stało małe czerwone pudełeczko. Spojrzałam na Zayna. Uśmiechał się nieśmiało. Wziął je, uklęknął przede mną i spytał.
- Samantho Windsor, czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją żoną? - otworzył pudełko, w którym znajdował się przepiękny pierścionek.
- Zayn, ja nie... - tyle wydusiłam z siebie. Musiał to źle odebrać, bo posmutniał. Wstał i stanął do mnie plecami. Chwyciłam go za ramię i obróciłam do siebie. Miał łzy w oczach.
- Przepraszam - ujęłam jego twarz w dłonie - chciałam powidzieć, że nie wiem co powiedzieć - zaśmialiśmy się oboje na tą pogmatwaną kombinację słów - Oczywiście, że zostanę Twoją żoną. - na te słowa przytulił mnie mocno.
- Poczekaj - wyjął z powrotem pierścionek i nałożył mi go na palec.
- Wiesz, że Cię kocham?
- Nigdy w to nie wątpiłem, Sam.


Chyba może być. Dla mnie to taki nijakie. Ale sami ocencie. A co sie dalej wydarzy? Czekam na podpowiedzi, bo to wy współtworzycie to opowiadanie :)

poniedziałek, 25 czerwca 2012

Rozdział 25

- Mary, dlaczego Twoje włosy pachną szamponem Harrego? - Louis zaczął mamrotać coś pod nosem. Układałam właśnie rzeczy w szafie, gdy te dwie księżniczki zaczęły się budzić.
- Może dlatego, że to SĄ włosy Harrego.
On od razu podniósł się, spojrzał na śpiącego przyjaciela i krzyknął przerażony, czym go obudził.
- Co Ty tutaj robisz?
- Nie widzisz Louis. Śpię. Wyjdź z mojego łóżka.
- Tak po prawdzie to nasze, Harry. Moje i Louisa.
- To co ja tu robię?
- No, mieliśmy niezły ubaw w nocy. - oparłam się o ścianę koło nich. Patrzyli na mnie ze zdziwieniem.
-Co masz na myśli? - spytał Lou - I dlaczego do cholery tak boli mnie tyłek? I dlaczego jesteśmy nadzy?
- My z Niallem już to oglądaliśmy, więc... Macie. - podałam im kamerę. Oni chyba jednak nie wiedzieli, co mają z nią zrobić. - Ale z was niemoty. Dajcie mi to i zróbcie mi miejsce między wami.
Wzięłam kamerę, położyłam się między nimi i puściłam film.
- O! To ja! - powiedział wesoło Louis.
- Kochanie, dalej nie jest już tak wesoło.
Z drobnymi przewinięciami obejrzeliśmy nagranie.
- Zatrzymaj! - krzyknął Harry - Czy my tutaj, z Louisem?
- Tak i dlatego boli Cię tyłek.
- O matko! - Lou schował się pod kołdrę.
- Misiu! Byliśmy pijani. To nic nie znaczy. - odkryłam go trochę. Miał nieco przerażony wzrok. - Louis, naprawdę nic się nie...
NiaAAll !!! Ohh.. MogłaAbym to robić z ToObą do końca życiaAA!!!
- Co to było? - ton jego głosu radykalnie się zmienił, o 180°.
- Nic.
- Jak nic jak wyraźnie słyszeliśmy! Prawda Harry?
- Ja się nie będę wtrącał w wasze sprawy łóżkowe - mruknął.
- O nie! Jesteś w to uwikłany Harry przez to, że pieprzyłeś Louisa.
- No ale...
- Czyli Louis, ty i Harry mogliście się kochać, a ja z Niallem to już nie?
- Wyjęłaś mi to z ust, kochanie.
- Wynocha! - krzyknęłam - Wynocha obydwaj! Jak tak bardzo chcecie spać razem to proszę!
Wręcz wyrzuciłam ich za drzwi, a Louisa razem z jego walizką. Nie dałam im się nawet ubrać. Stali nadzy na korytarzu.
O 14 wszyscy spotkaliśmy się przy windzie i poszliśmy wspólnie na obiad połączony z małym zwiedzaniem. Pokazywałam Jasonowi gdzie kiedyś chodziłam do szkoły, na różne zajęcia pozalekcyjne. Doszliśmy tak do domu państwa Windsor. Nie mogliśmy ich nie odwiedzić. Sam się oczywiście rozpłakała. Widuje przecież rodziców tylko raz do roku na święta. Przedstawiłyśmy resztę naszego towarzystwa. Zaprosili nas na kolację. Zaoferowałyśmy z Sam, że pomożemy.
- Mary, a co ty tu masz? - pani domu wskazała na moją dłoń.
- Pierścionek... Zaręczynowy.
- I nic nam nie powiedziałyście? Ani ty, ani Sam! Przecież wiesz, że jesteś dla nas jak córka...
- Tak się jakoś złożyło - uśmiechnęłam się nieśmiało.
- To z którym to będziesz do końca życia?
- Z tym ponoć, u którego spędziłam ostatnie święta.
- No to cudownie. Ale dlaczego 'ponoć'?
- Właśnie Mary? Nie odzywacie się do siebie z Louisem cały dzień. - wtrąciła Sam.
- Mieliśmy rano małą sprzeczkę. Drobne nieporozumienie.
- Jeśli się kochacie, to uda wam się przez to przebrnąć. - pocieszyła mnie matka Sam.
Zaniosłyśmy wszystko na taras. Był ciepły wieczór. Usiedliśmy do stołu. Zajęłam miejsce koło Louisa. Patrzyliśmy na siebie jednak wrogim wzrokiem. I tak całą kolację.
Wtem podszedł z tyłu nas Jason.
- Mamo... - pociągnął mnie za materiał sukienki. Obróciłam się. Wzięłam i posadziłam go sobie na kolanach. W dłoniach trzymał kartkę.
- Co tu masz, skarbie?
- Rysunek. Babcia dała mi kredki. - tu posłałam ciepłe spojrzenie ku pani Windsor, co odwzajemniła - To ja - wskazał palcem na małą kolorową postać - a to ty i tata - staliśmy po dwóch jego stronach i trzymaliśmy go za ręce. Ja i Louis. Spojrzałam na niego. Też przyglądał się arcydziełu mojego syna. Podniósł na mnie wzrok. Złagodniał. Nawet uśmiechnął się. Przybliżył się do mnie i szepnął:
- Przepraszam.
- Nie, to ja przepraszam. Nie musisz spać z Harrym.
- I nie zamierzam! On za bardzo chrapie.
Ostatnie słowa wywołały u nas śmiech.
Pobyliśmy jeszcze trochę i zaczęliśmy się zbierać. Zresztą mały był już śpiący, nawet nie miał siły iść. Chciałam wziąć go na ręce, ale on wtedy...
- Nie, ja chcę do taty. - cała nasza ósemka spojrzała na Jasona.
- Ale przecież... - mamrotała coś Sam, lecz jej przerwałam.
- Louis, co tak stoisz i się gapisz? Syn chce byś to ty wziął go na ręce.
Chyba właśnie na to czekał. Że oficjalnie potwierdzę przy wszystkich, że on teraz będzie jego ojcem. Z uśmiechem na twarzy podniósł go, mały założył mu ręce na szyję, przytulając się przy tym do niego. Ja szłam obok nich, reszta za nami, dalej nie rozumiejąc, o co chodzi.
Kolejnych kilkanaście dni spędziłam przy remoncie domu po rodzicach, na załatwianiu spraw w firmie, której byłam teraz prezesem i największym udziałowcem. Już lepiej radziłam sobie z jej zarządzaniem. Bardzo dużo ludzi mi w tym pomogło. 
Moi przyjaciele zaś w tym czasie zajmowali się sobą. Liam i Danielle pojechali na kilka dni nad morze, Sam przekonywała rodziców, że Zayn to ten jedyny i w ogóle; Niall gdzieś sam chodził, Harry tak samo, a Louis zajmował się Jasonem pod moją nieobecność. Czasem mnie odwiedzali na budowie. Każdą chwilę próbowaliśmy spędzić razem, przecież od tego są wakacje, by spędzać je z osobami, które się kocha. We trójkę pojechaliśmy do Madrytu, Barcelony, Malagi, Walencji i Cadiz. Uczyłam trochę moich chłopaków hiszpańskiego, ale niezbyt im to szło. Na pewno Jasonowi lepiej, bo on czasami słyszy, jak uczę innych na korepetycjach u nas w domu. Lou stwierdził, że to nie jest język dla niego i za to uczył mnie cokolwiek po francusku.
Wakacje wakacjami, ale kiedyś trzeba wrócić w końcu do domu. Miesiąc szybko minął. Udało się odremontować cały dom. Teraz wyglądał tak, jak go zapamiętałam. Biały piętrowy dom z ogrodem. Jasny salon, kuchnia, mój pokój, sypialnia rodziców, gabinet ojca, pracownia malarska matki. Wszystko takie jakie było. Tak chciałam i tak będzie. 
Od razu po powrocie do Londynu chłopcy pojechali do studia omawiać wszystko co do trasy koncertowej. Pierwszej od roku.

Taki wyszedł gdyż sama nie wiem co mam w nim zawrzeć, co napisać. Brak mi pomysłów, tak więc po części liczę na tych, którzy wiedzą, co się dzieje i może coś podpowiedzą :) Dziękuję za tyle ciepłych słów. To budujące. Obiecuję, że nie zniknę. Mam jednak wątpliwości co do bloga, ponieważ coś czuję, że koniec opowiadania jest bliski. Ale może nie o tym teraz. Miłego czytania. <3

sobota, 23 czerwca 2012

Przykro mi albo nawet nie

Chcę tylko powiedzieć, że na chwilę obecną 'zrywam' z tym oto blogiem. Nie mam pomysłu na niego, poza tym dowiedziałam się tutaj sporo o sobie. Z grubsza to, że jestem tempa, nie znam się na ortograii ani interpunkcji, w ogóle na niczym się nie znam, po co ja tu piszę te wszystkie rzeczy... To samo słyszę codziennie od swoich rodziców i szczerze - to tak samo boli.
Dziś zauważyłam jedną ważną chyba rzecz. I nią tłumaczę sobie tą całą krytykę. Break all the roles - złam wszystkie zasady; and have fun - i miej z tego przyjemność, zabawę. Tak. Napisz coś gorszącego innego człowieka i będziesz miał frajdę. Nie licz się z jego uczuciami. Takie mam pytanie, skąd wy się wzięliście? Wy, którzy pisaliście złe rzeczy o mnie? Jakoś na innych stronach, na innych blogach nie spotkałam się z czymś takim. Wiem, że zawsze miałam pecha w życiu, ale żeby aż takiego? Żeby oceniali mnie ludzie, którzy wcale mnie nie znają?
Przepraszam tych z Was, którzy wchodzą tu codziennie, którzy z zamiłowaniem czytali teksty tutaj zamieszczane. Przepraszam, ale nie wiem kiedy znów tu wrócę. Może jutro, może za tydzień, miesiąc, a może nigdy. Kurde, pisząc to oczywiście płaczę, bo nie chcę tego robić, ale niektórzy mnie do tego zmuszają swoimi tekstami.
Powtarzam to już któryś raz z kolei - nigdy nie byłam humanistką, nie umiem pisać dobrych i poprawnych tekstów.
Co do tego seksu to w teorii coś wiem, w praktyce nic. I prawdę mówiąc to na razie tej wiedzy praktycznej nie chcę jeszcze posiadać.
Przeczytałam jeszcze raz ostatni komentarz jaki nadszedł i wiem. Może trochę panikuję, ale ja nie jestem przyzwyczajona do tego, że ktoś coś o mnie mówi. Zawsze byłam cichym, spokojnym, niewyróżniającym się dzieckiem wychowanym wśród dorosłych. Nic konkretnego w życiu nie osiągnęłam, oprócz tego, że to cholerne życie mi uratowano. Ta, użalanie się nad samą sobą. To coś, co mi najlepiej wychodzi.
Muszę się zastanowić nad sensem tego co robię. Tak więc żeby już nie przedłużać. Do kiedyś tam.

piątek, 22 czerwca 2012

IMAGINE #8

Przyleciałaś na trasę koncertową po Ameryce do swojego chłopaka Louisa. Masz być z nimi ponad tydzień. Dziś zatrzymaliście się w Las Vegas. Rano miał do załatwienia trochę spraw związanych z trasą, więc poszłaś na małe zakupy. Przechadzałaś się ulicami, weszłaś do kilku sklepów. Kupiłaś sobie intensywnie czerwoną sukienkę i zabójczo wysokie czarne szpilki. Wstąpiłaś jeszcze na kawę do swojej ulubionej kawiarni i wróciłaś do hotelu. Louis już na Ciebie czekał. Spędziliście razem miłe popołudnie na mieście. Wieczorem zabierał Cię do kasyna, więc ubrałaś się właśnie w zakupioną dzisiejszego poranka sukienkę i szpilki. Włosy ładne ułożyłaś, podkreśliłaś mocniej niż zwykle oczy, usta umalowałaś czerwoną szminką. Wyglądałaś kusząco, twój chłopak sam to potwierdził. Był ubrany elegancko, ale zarazem na luzie. Jeszcze czarna torebka i wyszliście. Bawiliście się świetnie cały wieczór. Wygraliście sporo pieniędzy, wypiliście kilka drinków. Koło północy wyszliście stamtąd.
- Louis, wiesz na co mam ochotę? - powiedziałaś przez śmiech, palcami 'chodząc' po jego torsie.
- Na co, kochanie?
- Na Ciebie. Nie widzieliśmy się ponad dwa miesiące. Stęskniłam się za tobą. Wami. - stanęłaś przed nim i zaczęłaś całować. Pragnęłaś go całą sobą.
- Chodź, wrócimy do hotelu i tam się Tobą porządnie zajmę.
- Nie. - zdziwiła go twoja odpowiedź - Tam ściany są cienkie i w ogóle. Pamiętasz, jak byliśmy w liceum i robiliśmy to w przeróżnych miejscach?
- Tak, dopóki moja matka nie nakryła nas w schowku na szczotki. - na to wspomnienie zaśmialiście się.
- Nie dość, że ty mnie posuwałeś, to jeszcze kij od szczotki miałam z drugiej strony.
- Chyba mam pomysł, który cię zadowoli. - chwycił cię za dłoń i szybkim krokiem poszliście na parking za hotelem. Po drodze napisał do kogoś wiadomość. Na parkingu stał ich tourbus.
- Louis, czy ja dobrze myślę, że...
- Tak kochanie.
- A masz...
- Jasne. - wyjął klucze z kieszeni spodni, otworzył drzwi i przepuścił cię przodem. W środku było ciemno. Louis zapalił małe światełka tuż przy podłodze i ze dwie, trzy lampki na stoliku.
- Ty to umiesz zrobić klimat, nie ma co. - rzuciłaś i od razu przeszłaś do rzeczy. Podczas całowania rozpinałaś mu koszulę, on sam zaś ściągnął spodnie i bokserki.  Obróciłaś się do niego tyłem, by rozsuną zamek od sukienki. Zrobił to bardzo powoli całując przy tym twoje plecy. Pod sukienką nie miałaś nic. Nawet go to nie zdziwiło. Sięgną do twoich piersi, idealnie mieszczących się w jego dłoniach. Ściskał je dość mocno, ocierał jedną o drugą, całując przy tym twój kark. Uwolniłaś się z jego objęć i klęknęłaś przed nim. Bez wahania wzięłaś do ust całego jego penisa. Cicho jęknął. Patrzyłaś w jego oczy, widziałaś, jak na jego twarzy maluje się rozkosz. Ssałaś mocno, do tego język pracował wokół trzonu bardzo szybko. Louis jęczał coraz głośniej, chwycił cię za włosy i sam nadawał tempo ruchom twojej głowy, wpychał ci siebie coraz głębiej. W końcu nie wytrzymał i spuścił ci się do gardła. Próbowałaś połknąc wszystko, ale biała strużka pociekła ci z kącika ust na szyję i piersi. Gdy skończył nie wypuściłaś go. Teraz powoli doprowadziłaś go do stanu użyteczności. Wtem usłyszeliście klaśnięcia w dłonie kogoś przy drzwiach od strony kierowcy. Spojrzeliście w tamtą stronę.
- Brawo! Powinniśmy nagrać specjalną płytę z naszymi jękami, jak dziewczyny nam obciągają. Zwłaszcza twoimi jękami, Louis. Sprzedałyby się w mgnieniu oka.
- Co tu robisz Harry? - spytałaś wstając.
- Louis do mnie napisał, że będzie potrzebował drobnej pomocy. - podszedł do was, przejechał palcem po białej ścieszce spermy Louisa i dał ci go do olbizania, co uczyniłaś.
- Chciałem byś poczuła się jak w liceum, w tym schowku... - mruknął ci do ucha twój chłopak.
- Może zamiast tak stać pomożesz mi się odprężyć przed główną atrakcją? - rzucił bezczelnie Harry.
- Mam lepszy pomysł. - pomogłaś mu się rozebrać, co nie trwało długo. Pociągnęłaś ich obu za ręce. Przeszliście do części podobnej do salonu. Była tam duża kanapa. Rozłożyliście ją. Ułożyłaś się na niej wygodnie, rozstawiając szeroko nogi i dając tym samym zachęte Louisowi, by teraz on pomógł dojść tobie. Harry zaś usadowił się blisko twojej głowy. Ręką chwyciłaś jego członka i włożyłaś sobie do ust. Był dużo większy niż twojego chłopaka, tak więc musiałaś pomagać sobie ręką. Drugą dłoń położyłaś na głowe Louisa i chwytałaś kurczowo jego włosy. Jego zwinny język penetrował całą twoją vaginę. Wibracje, jakie wytwarzały się przez twoje jęki, przybliżały Harrego do wytrysku, co też nastąpiło niespodziewanie i w bardzo dużej ilości, która wypłynęła kącikami ust i spływała po twoim ciele oraz kapała na materiał kanapy. Oczyściłaś was oboje, gdy wreszcie zaczęły Cię przechodzić dreszcze podniecenia. Lou przyssał się do łechtaczki jednocześnie wpychając w Ciebie trzy palce. Płytszy oddech, zaciśnięte oczy, przerywane jęki. Odchyliłaś głowę i zastygłaś na kilka sekund. Opadłaś głęboko oddychając.
- Lou, kochanie, chodź tu do mnie. - ładnie poprosiłaś. Teraz był już nad tobą. Miażdżył swoimi wargami twoje, językiem wodząc po twoim podniebieniu. Gładko i powoli wszedł w ciebie, poruszając się w niezmienionym tempie.
- Louis! Pieprz mnie jak sukę, jak jakąś dziwkę z ulicy, a nie małe dziecko!
Na te słowa trochę przyspieszył, ale dalej to nie było to.
- Harry, zamienisz się z nim.
Chłopak uśmiechną się, wziął z podłogi swoje spodnie i wyciągnął z nich portfel.
- Nie ma mowy! Nie po to od kilku lat faszeruję się tabletkami antykoncepcyjnymi, byś teraz ty od tak zabił całą zabawę, wpychając mi do środka jakiś plastik!
- Ale...
- I nie obchodzą mnie jakieś cholerne choroby! Ja robiłam to tylko z Louisem, on ponoć też tylko ze mną. Więc albo robisz to na moich warunkach, albo wypierdalaj! Tam są drzwi!
Harry patrzył z niedowierzaniem na ciebie. Znał cię jako miłą i spokojną dziewczynę, a tu proszę.
- Stary, jak ona ma chcice to nic jej nie powstrzyma przed zaspokojeniem się. Jak nie ty to znajdzie sobie coś odpowiedniego. - dorzucił Louis, który ssał teraz twoją szyję. Po chwili namysłu, chłopak odrzucił porftel gdzieś w kąt, klepnął mocno Louisa w tyłek. Ten wzdrygnął się lekko, ale ustąpił miejsce młodszemu koledze, dalej pozostając blisko i całując cię w usta. Przez moment nic się nie działo, aż nagle z impetem wjechał całą długością w ciebie. Ból przeszył całe twoje ciało. Chwycił cię za biodra i w bardzo szybkim rytmie wpychał się do końca. Louis tłumił twoje krzyki. Wydostawały się one jednak z każdym nabraniem powietrza, co w tej chwili było trudne. Pierwszy orgazm był silny i długi, chłopak jednak nie przejął się tym i dalej robił swoje. Twoje krzyki i jego sapanie niosły się po całym pojeździe. Lou leżał koło ciebie, gładził po włosach i szeptał do ucha same sprośne rzeczy. To przyspieszyło kolejne dwa skurcze. Czułaś, że Harry zaraz nie wytrzyma. Raz, dwa, trzy... Ciepło rozchodziło się w środku ciebie, chłopak jęczał z rozkoszy. W końcu opadł z sił i położył się obok ciebie na kanapie.
- Dziękuję - tyle zdołałaś wyszeptać i musnęłaś delikatnie jego usta. Zdobył się na uśmiech.
- A teraz ty, mój drogi.
Zabrałaś się za Louisa. Usiadł po turecku, a ty na nim, nogi owijając wokół niego. Przytuliłaś się do niego. Powoli poruszałaś miednicą, tak jak on lubił. Potrzebowałaś teraz czegoś spokojniejszego. Zza jego ramienia patrzyłaś jednak żądnym wzrokiem na Harrego, który powracał do formy. Wasze oczy spotkały się. Tylko się uśmiechnęłaś i zamknęłaś oczy, rozkoszując się tym, jak Louis pieścił twoje ciało. Dłonie zacisnął na pośladkach, ustami obejmował sutki. Narzucił wreszcie szybkie tempo i nie minęła chwila, gdy wytrysnął. Obdarowałaś go mokrymi pocałunkami.
- A teraz Panowie, poprzeczka w górę. - zauważyli błysk w twoim oku. Położyłaś Louisa na plecach, nie schodząc z niego. Wzrok skierowałaś na Stylesa, wzrok władczy, któremu nikt nie może się sprzeciwić. Jako że siedziałaś na Louisie, znów widział całe twoje ciało. Wykorzystałaś to. Masowałaś swoje piersi w delikatny, a zarazem uwodzicielski i zmysłowy sposób. Dodatkowo dłonie Louisa wodziły po twoim ciele. Harry w mgnieniu oka znalazł się przy tobie. Palce wplotłaś w jego kręcone włosy, przyciągnęłaś bliżej siebie i zachłannie pocałowałaś.
- Chcę mieć cię w sobie.
- Ale.. - przyłożyłaś palec do jego ust.
- Bez dyskusji.
Powróciłaś do Louisa. Położyłaś się na nim, poruszając powoli biodrami, przeczesując palcami jego brązowe włosy. Poczułaś dłonie Harrego na swoim tyłku. Uśmiechnęłaś się sama do siebie. Bez ceregieli zaczął przymierzać się do twojego drugiego wejścia. Rozluźniłaś się maksymalnie, co jednak niewiele pomogło. Mocno napierał, aż udało mu się wsunąć. Rozrywał cię od środka. Darłaś się w niebogłosy. Kilka minut trwało, zanim wszedł całą długością. Teraz już powoli wycofywał się. W zamian za to Louis wsuwał się głębiej. I tak na zmianę. Jeden do przodu to drugi do tyłu. Wszystkie wasze krzyki słyszała chyba cała okolica i kilka pięter w górę w hotelu. Pierwszy nie wytrzymał Styles, a to wytworzyło reakcję łańcuchową. Czując ciepło rozchodzące się po odbycie dostałaś skurczy, które pobudziły Louisa. Wasza dwójka wystrzeliła jednocześnie. Chwilę byliście jeszcze w owej pozycji, potem wykończeni położyliście się w trójkę koło siebie, ty pomiędzy nimi. Ciszę panującą w tourbusie, przecinaną waszymi oddechami, zakłócił twój śmiech. Spojrzeli na ciebie jak na wariatkę.
- Przepraszam, ale właśnie doszłam do wniosku, że Harry jest lepszy niż kij od szczotki. - teraz Louis śmiał się razem z tobą.
- Czy jest coś, o czym ja nie wiem? - pytał zdezorientowany Harry.
- O stary! Nawet nie wiesz, ile tego jest...




Przepraszam za błędy.
Dla mnie jest to dziwne. Jeden jedyny raz napisałam coś takiego. Nie nadaję się do takich tekstów.  Teraz będę pisać tylko przesłodzone imaginy, takie jak piszą na facebook'u. Jeśli jednak się spodoba to nie wiem, prześlijcie komuś linka czy coś. Róbcie jak chcecie. 

środa, 20 czerwca 2012

# Od Autorki

Przepraszam, że tak długo nic nie dodaję, ale po prostu mam jakiś zastój twórczy. Nic nie przychodzi mi do głowy, żaden pomysł. Mam zaczęty i rozdział i imagin, ale jakoś nie umiem ich skończyć. Postaram się to szybko nadrobić, choć nie wiem kiedy najdzie mnie jakakolwiek inwencja twórcza.
Jeśli ktoś ma ochotę, to TUTAJ jest kolejny rozdział mojego tasiemca :) Takie w końcu tam wesołe.

czwartek, 14 czerwca 2012

Rozdział 24

- To gdzie idziemy najpierw?
Pytanie rzucone bezwiednie przez kogoś z nas. Siedzieliśmy w naszym apartamencie (A co! Stać nas przecież na wynajęcie pięciu takich samych, z takim samym wyposażeniem i takim samym widokiem, gdyż znajdowały się razem, na jednym piętrze. Łączyła je wspólna klatka schodowa, winda i taras znajdujący się na dachu, czyli tuż nad sufitem). Jason wykończony podróżą smacznie spał w pokoju obok. Louis zrobił drinki dla prawie wszystkich.
- Dziewczyny! Wy tu mieszkałyście. Powinnyście wiedzieć, co można w tym mieście robić o godzinie 21.
Spojrzałyśmy z Sam po sobie. I chyba wpadłyśmy na ten sam pomysł.
- Pokażemy wam Seville nocą. - obie naraz powiedziałyśmy z chytrymi uśmieszkami na twarzach.
- No to zrozumiałe. Jest już noc - wytknął Harry, za co dostał od Louisa w krocze. Dlaczego on zawsze go tam bije jak ten powie cos głupiego?... No tak :)
- Pokażemy Wam najbardziej rozrywkową ulicę tego miasta..
- Kluby!
- Dyskoteki!
- Bary!
Wchodziłyśmy sobie w słowo. Co chwila przychodziły nam nowe pomysły, nowe miejsca.
- O! Oo! I plażę! - znów nasz synchron.
- A nie! Mary! Tu nie ma żadnej. Plaże taką wyczepistą to do Cadiz musimy pojechać.
- Tak!
Reszta patrzyła na nas jak na jakieś wariatki, które właśne uciekły z psychiatryka.
- Ej! Chcieliście pomysłów to wam dałyśmy - powiedziałam z lekkim oburzeniem.
- Nie no. Jak dla mnie to spoko. - odparł Zayn. Reszta mu zawtórowała.
- To wiecie co. My chyba zostaniemy. Popilnujemy Jasona i w ogóle... - Liam wraz z Danielle patrzyli na siebie z czułością.
- Dobra, dobra. Wiemy co tu się będzie... - Harry jak zwykle palną trochę za dużo i znów oberwał od Louisa.
- Spoko. Jak chcecie. To my idziemy. ¡Hola! - chwycił mnie za rękę i już szliśmy do windy.
Piątka anglików i irlandczyk. Gorące hiszpańskie miasto. Mieszanka wybuchowa. Idąc całą szerokością ulicy gadaliśmy, krzyczeliśmy i śmialiśmy się, przykuwając tym samym uwagę wszystkich przechodniów na siebie. Spacerkiem doszliśmy do ścisłego centrum miasta. Wchodziliśmy do każdego baru, pubu, klubu jaki spotkaliśmy na swojej drodze. Jednak po kilku minutach nudziły nam się i szukaliśmy nowych. Tak krążyliśmy z godzinkę, gdy weszliśmy do jednego z lepszych klubów. Dobra muzyka, niezłe drinki, fajna atmosfera... Usiedliśmy w jednej loży (Harry, Louis, ja, Niall, Sam i Zayn) i zamawialiśmy drinki. Zabawa się rozkręciła, byliśmy już mocno wstawieni. Sam przyssała się do Zayna, tak więc z nich pożytku już żadnego nie było. Tylko zaciągnąć ich do hotelowego łóżka. A ja, jak na wariatkę od urodzenia przystało, chciałam się bawić. Byłam przecież jeszcze młoda a wcześniej to za bardzo na legalu się nie wyszalałam.  Akurat leciała moja ulubiona piosenka. Nie za szybka, nie za wolna, ale do, że tak powiem, zmysłowych ruchów stworzona. Wstałam i pociągnęłam za sobą na parkiet Louisa i Nialla. Harry został i dalej pił.
Przede mną był Lou, za mną Niall. Byliśmy tak blisko siebie, że wykonywaliśmy niewielkie ruchy. Czułam ich dłonie na moim ciele. Przyciągnęłam bliżej Louisa i zatopiliśmy się w pocałunku. Jednocześnie jedną rękę dałam do tyłu i położyłam na karku Nialla. Wsuwałam też dłoń w jego włosy. Po chwili nastąpiła zmiana i to z blondynem się całowałam. Usłyszałam jeszcze cichy śmiech Lou i...

- Louis, nie wiesz gdzie... O kurwa! - Liam rano wszedł do naszego apartamentu i stanął w drzwiach jak wryty. Obudził mnie jego ostatni krzyk. Widziałam, że spałam na chłopaku. Podniosłam wzrok, by spojrzeć na jego twarz i zamarłam. Dlaczego ja, do cholery jasnej, leże wtulona w Nialla?! Nie żeby to nie było miłe, ale gdzie jest Louis. Podniosłam się nieco, ale tak, by nie obudzić chłopaka, bo obejmował mnie podczas snu. Leżeliśmy na jednej połowie łóżka. Obróciłam się za siebie, by zobaczyć kto śpi na drugiej i to co zobaczyłam z jednej strony było słodkie i zabawne, ale z drugiej przerażające. Louis spał przytulony do Harrego. I do tego wszystkiego cała nasza czwórka była nago!
- Mary! Co wyście wczoraj robili? - przerażony głos Liama powodował u mnie wyrzuty sumienia.
- Nie wiem. Nie pamiętam. Jedynie to to, że byliśmy w jakimś klubie, upiliśmy się, Sam i Zayn... Matko! Gdzie oni...?
- Spokojnie. Śpią dalej u siebie w podobnej pozycji jak ty i Niall. Ale mów dalej.
- M.. Mary? - blondyn zaczął mamrotać coś pod nosem, po czym otworzył swoje oczka. Zamrugał kilka razy i spojrzał na mnie - Co ty robisz w moim łóżku?
- To raczej ty śpisz w moim - uśmiechnęłam się do niego, był taki uroczy rano zawsze - A wracając do nas, Liam, to tamta dwójka była zajęta sobą. Harry dalej pił, a ja wyciągnęłam chłopaków na parkiet. No i całowaliśmy się i... I dalej nie pamiętam.
- A co robi ta kamera? Ta, tam na stoliku. - Niall wskazał na małe urządzenie skierowane wprost na łóżko.
- Już się boję. Liam, mógłbyś mi ją podać. - podszedł do stolika, wziął ją do ręki.
- Jest rozładowana.
- Ymm.. Tam jest ładowarka - wskazałam na torbę leżącą na ziemi koło naszych ubrań. Wyjął kabel, podłączył do kamery, drugi koniec do kontaktu.
- Masz- dał mi do ręki. Włączyłam ją, weszłam w zapisane pliki i otworzyłam ostatnie dwugodzinne nagranie; tak poza tym jedyne na tej karcie.
Pierwsze sekundy - twarz roześmianego Louisa w samych bokserkach, w tle widać było mnie i Harrego jak się całujemy a Niall ściągał jeszcze koszulkę.
- Wiecie co. Sami to obejrzyjcie, a potem.. - Liam spojrzał na zegarek - O 14 idziemy na obiad. Spotkamy się przy windzie - i wyszedł. Spojrzałam na Nialla, potem na tych dwóch śpiochów.
- Może najpierw my to obejrzymy a potem oni, co? - spytałam niepewnie.
- Zgoda.
Przewinęłam moment dalszego rozbierania. Wszystko działo się na łóżku. Początek. Oni klęczą a ja.. O matko! Naprawdę to zrobiłam? Na myśl, że miałam trzy penisy w ustach zrobiło mi się niedobrze.
Trwało to trochę, więc znów przewinęłam. Louis, na nim ja, a na mnie jeszcze Harry. Musiałam przyciszyć głos w kamerze, bo moje krzyki były zbyt głośne. Potem Harry zamienia się z Niallem. Kilkanaście minut i znów zmiana pozycji, teraz już tak na stałe, do końca filmu. Ale ta zmiana była najbardziej szokująca. Może nie to, że kochałam się z Niallem i z naszych min wnioskuję, że było nam dobrze a nawet znacznie lepiej, chociaż nie powinnam była tego robić, lecz to co wyprawiali Harry z Louisem..
Najpierw całowali się i to bardzo. Ręce jednego wodziły po ciele drugiego i na odwrót. Potem robili sobie dobrze nawzajem. To tak bardzo nawet nie raziło, ale końcówka... Żałuję, że to zobaczyłam. A mianowicie... Hmm, jakby to najprościej ująć. Louis 'dojeżdżał' Harrego. Tak! Uprawiali normalnie seks, jak geje. Spojrzałam w bok na tych śpiochów. W mojej głowie było teraz mnóstwo myśli i wszystkie krzyczały, migały, fruwały i zderzały się ze sobą. Ale najwyrazistrzą myślą, jaką miałam był fakt, że mój narzeczony kochał się ze swoim przyjacielem. Ciągle miałam przed oczami obraz leżącego Harrego, na nim Louis, który podskakiwał na wysokości jego krocza. Obaj mieli miny jakby to ich bardzo bolało, ale już jęki i krzyki mówiły co innego.
NiaAAll !!! Ohh.. MogłaAbym to robić z ToObą do końca życiaAA !!!
- Niall! Co to było? - zwróciłam się do blondyna, bo właśnie usłyszałam swój głos, a raczej krzyk.
- Przepraszam. Za bardzo podgłośniłem, ale... Mówiłaś to na prawdę?
- Niall. Byłam pijana. Ty z resztą też. I oni. - wstałam z łóżka i skierowałam się do łazienki, ale w drzwiach obróciłam się do niego i wyciągnęłam rękę. Spojrzał na mnie, po czym wstał, podszedł i chwycił moją dłoń. W milczeniu weszliśmy do wykafelkowanej łazienki. Zamknął drzwi na klucz. Pociągnęłam go za sobą pod prysznic. Zanim puściłam wodę powiedziałam jeszcze:
- A z tym, co wtedy krzyczałam to się zgadzam.
Letnia woda, ja, on i.. Znów stało się to, co pół roku temu po naszej wspólnie spędzonej nocy w mojej byłej pracy. Dobrze, że chłopcy mają twardy sen i że woda zagłuszała dodatkowo moje jęki, bo nie wiemy, co by się stało, gdyby nas przyłapali.

Nie miałam już siły i pomysłu na dalej. Takie o w nocy wyszło :) xx

wtorek, 12 czerwca 2012

Rozdział 23

- Louis do cholery! Gdzie jest moja niebieska sukienka?
- Jaka znowu sukienka i dlaczego to ja mam akurat wiedzieć? - mruknął nie podnosząc się z łóżka. Jak zostawiłam go godzinę temu, tak dalej leżał na nim rozwalony.
- Jezu no! Ta moja ulubiona! I powinieneś wiedzieć, bo to ty ostatnio robiłeś 'porządki' w mojej szafie przynosząc część swoich ciuchów i wsadzając je tam. A tak w ogóle to dlaczego Ty jeszcze leżysz? Wstawaj! Wieczorem lecimy do Hiszpanii, a ty jeszcze nie gotowy!
Jednym szybkim ruchem zciągnęłam z niego kołdrę.
- Kobieto! Daj spać! Jest 7 rano. I oddaj kołdrę, bo zimno...
- Zimno? Mam świetny pomysł jak Cię rozgrzać... - weszłam na łóżko i na czworaka, jak kotka, przysunęłam się do niego. Usiadłam na nim okrakiem. Ten już nie marudził tylko podniósł się i zaczął mnie całować.
- Chodź - szepnęłam. Wzięłam go za rękę. On oczywiście tak się do mnie przykleił, że o przerywaniu całowania nie było mowy. Dopiero po chwili, gdy już udało mi się zwlec go z łóżka, oderwał swoje usta od moich i objął mnie od tyłu w talii.
- Kotku, a gdzie ty mnie prowadzisz?
- Do łazienki.
- Mmmm... Tam jeszcze tego nie robiliśmy.
- Misiu, idziesz wziąść ciepłą kąpiel.
- Ale z Tobą?
- Nie. Za karę idziesz sam. - usłyszałam za sobą ciche 'łeee' - I nie marudź. Dziś jedziemy na wakacje i będziesz mógł robić to ze mną gdzie i kiedy będziesz chciał, zgoda?
- No pewnie - dał mi szybkiego całusa i pognał czym prędzej do łazienki.
Tak... W końcu lipiec. Możemy jechać na wakacje. Wszyscy razem. Cała dziewiątka. Miesiąc w cieplutkiej Sevilli. Słońce, morze, plaża i... Praca przy remoncie domu. No może nie fizyczna, ale trzeba będzie wszystkiego przypilnować. Byłam tam jakiś czas temu na weekend, sama; spotkałam się z firmą remontową, kupiłam materiały. Trzy tygodnie i dom ma być jak nowy. Mam przynajmniej taką nadzieję.
Po długich poszukiwaniach znalazłam moją sukienkę. Nie wiem w jaki sposób znalazła się ona w pokoju Louisa pod stertą jego koszulek w paski. Dopakowałam walizkę i byłam już prawie gotowa. W tej chwili Lou wyszedł z łazienki w ręczniku, z jeszcze mokrymi włosami, powykręcanymi we wszystkie strony.
- Szybki jesteś. - podeszłam i cmoknęłam go w policzek.
- Bo tęskniłem za moim skarbem - mruknął mi do ucha.
- Ooo... Jakie to słodkie. Ale teraz idź, pakuj się, a ja pójdę sprawdzić jak idzie reszcie.
Wyszłam na korytarz, a tam chaos. Harry latał w te i z powrotem szukając jakichś spodenek czy koszulek... Sam chyba już nie wiedział czego szuka. Niall wykłócał się z Liamem o to, który z nich weźmie jakąś tam walizkę. Zayn zamknął się nie wiem po co w łazience, do której dobijał się Jason. Tego ostatniego wzięłam na ręce i zaniosłam do swojej by nie musiał czekać aż nasza 'pięknisia' raczy opuścić swoje królestwo. Poszłam do jego pokoju i dopakowałam mu walizkę. Jak na 6-letniego już chłopca to miał bagaż równy wielkościowo mojemu i był wypełniony po brzegi. Gdy jednak przejrzałam, co on tam napakował... Po prostu ręce rozłożyć. Tona jakiś miśków, zabawek, oczywiście farby, pędzle. Część rzeczy wyjęłam, a w ich miejsce dorzuciłam trochę ubrań. Suma sumarum wagowo nic się nie zmieniło. Zniosłam bagaże jego i swój na dół. Za mną zszedł Lou ze swoim.
- Czy te ciamajdy w końcu się uporały z pakowaniem?
- No, w sumie to... Nie. Chociaż Harry znalazł już wszystko, czego potrzebował. Teraz wszystko ładnie składa. Wiesz, tak w kostkę i w ogóle. Czy Sam ma jakąś wolną walizkę?
- Nie wiem. A czemu pytasz?
- Bo chłopcy dalej wykłócają się o tą srebrną... - skrzywił się trochę mówiąc to.
- Yghh... - pobiegłam na górę wściekła. A w takim stanie nikt ani nic mnie nie powstrzyma przed niczym. - Liam! Niall! Przestańcie się do cholery kłócić! Liam bierze walizkę i sprawa załatwiona. I bez żadnego 'ale', Niall!
Patrzyli na mnie jak na wariatkę, ale wzięli do siebie moje słowa. W milczeniu rozeszli się do pokoi w celu dalszego pakowania.
- Mary! Możesz mi pomóc? - usłyszałam błagalny głos Harrego. Weszłam do jego pokoju i to, co zobaczyłam... Moja reakcja - walnęłam się otwartą dłonią w czoło.
- Harry, powiedz. Po co Ci tyle tego? - wycedziłam. Na jego łóżku stały trzy stosy po dziesięć koszulek, koszul i tego rodzaju ubrań; cztery pary dżinsów, pięć albo i więcej par butów i do tego mnóstwo jakichś dupereli.
- No co? Jedziemy na miesiąc, tak? Więc trzeba być przygotowanym na wszystko. - mówił to tak spokojnie.
- Harry. Po pierwsze, tam jest cholernie gorąco. Po drugie, będziesz mógł chodzić nawet po mieście bez koszuli. Jak chcesz to nawet nago. Po trzecie, jak Ci czegoś zabraknie to sobie kupisz. Tak więc zredukuj tą sterte ciuchów sam albo ja to za Ciebie zrobię, bez konsultacji z Tobą. - miałam w sobie tyle złości, że o mało co się na niego nie rzuciłam. Patrzył na mnie ze strachem w oczach. Szybko wziął się za pakowanie już tylko połowy z tego, co chciał pierwotnie zabrać. Wyszłam na korytarz. Przechodząc koło łazienki wyszedł z niej Zayn.
- Mary, dobrze wyglądam?
- Dajcie mi wy wszyscy święty spokój! Nie! - krzyknęłam mu prosto w twarz, zbiegłam po schodach, złapałam za torebkę i wyszłam trzaskając drzwiami. Wsiadłam do swojego samochodu i odjechałam.

*Louis*

- Co jej się stało? - poszedłem na górę. Pierwszą osobą, którą spotkałem był Zayn.
- Nie wiem. Ja się tylko spytałem jak wyglądam a ona na mnie naskoczyła, zeszła na dół i trzasnęła drzwiami.
- Końcówkę to ja znam. Byłem jej świadkiem. Tylko co ją tak rozwścieczyło?
- Chyba sam powinieneś wiedzieć - włączył się do dyskusji Niall, niosąc ze sobą dużą czarną torbę - Przecież to Ty jesteś jej narzeczonym. Znacie się od zawsze...
- Wiesz co, przestań już. Dogryzasz mi teraz tylko dlatego, że to za mnie wyjdzie a nie za Ciebie. I boli Cię to. Mały irlandczyku od siedmiu boleści.
- Tylko mnie nie obrażaj - zagroził mi poważnem gestem dłoni i surowym wzrokiem. Teraz to się go przestraszyłem.
- Ej! Spokój, chłopaki! - pomiędzy nas wszedł Zayn. Blondyn, nie spuszczając ze mnie wzroku doszedł do schodów i zanim po nich zszedł, mrukną ledwo dosłyszalne:
- A to czy wyjdzie za Ciebie to się jeszcze okaże.
- Co on miał na myśli?
- Nie wiem, Lou, ale on nie da tak łatwo za wygraną. - to powiedziawszy Zayn skierował się do swojego pokoju.
Poczułem, że ktoś ciągnie mnie z tyłu za koszulkę. Odwróciłem się. Za mną stał Jason ze smutną miną. Kucnąłem przed nim.
- Hej mały. Co jest?
- Gdzie pojechała mama?
- Sam chciałbym to wiedzieć.
- Ale wróci? Nie tak jak ostatnio po miesiącu tylko dziś, prawda? - smutek w oczach tego dziecka rozrywał mi serce. Widziałem małe słone krople spływające po jego policzkach. Wstałem, wziąłem go na ręce i mocno przytuliłem.
- Wróci dzisiaj. Cała i zdrowa. - oplótł swoje małe rączki wokół mojej szyi. Pokochałem go jakby był moim własnym synem. Zawsze jak miał problem to przychodził do mnie. A nawet jak go nie miał to przychodził pogadać albo pobawić się, choć od tego to raczej jest Liam, ale od kiedy spotyka się z Danielle to jakoś mało jest go w domu.
- Chodź. Zjemy drugie śniadanie.
Zniosłem go na dół. Już się trochę uspokoił. Posadziłem go na krześle. Zrobiłem nam ciepłe kakao i na totalną osłodę życia tosty z nutellą. Usiadłem koło niego i opowiadając jakieś śmieszne historyjki, pałaszowaliśmy słodkości.

*Mary*

Potrzebowałam się odstresować. Po trzydziestominutowej przejażdżce po obrzeżach Londynu, uspokoiłam się i mogłam wrócić do domu. Zaparkowałam. Wstąpiłam jeszcze do Sam by przypomnieć jej o tym, że zbiórka u nas o 16. Jednak troszkę się spóźniłam, bo akurat był u niej już Zayn, wszystko jej powiedział i teraz byli zajęci sobą. Nie przeszkadzając im więcej poszłam do domu. Wchodząc usłyszałam wesołe śmiechy dochodzące z kuchnii. Od razu poznałam do kogo one należą - do moich dwóch skarbów. Po cichu weszłam do niej. Widok jaki zastałam był przekomiczny - obaj cali umazani w nutelli i jeszcze do tego cały czas się śmiali i wygłupiali. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Wreszcie Louis poszedł po rozum do głowy i zaczął wycierać brudną buźkę Jasona. Małemu niezbyt to się spodobało, ale przynajmniej był już w miarę czysty. Siedzieli naprzeciw siebie i wymieniali uśmiechy. Wtem padło zdanie, które zmieniło całkowicie dotychczasowe myślenie Louisa.
- Chciałbym, żebyś był moim tatą - Jason mówił to z takim przekonaniem i radością. Louis zaś zaniemówił. Wtedy ja wkroczyłam do akcji.
- No, moi panowie, obaj musicie się wykąpać. Jeszcze raz. Najpierw pan - wzięłam małego na ręce - a pan, panie Tomlinson, poczeka tutaj na mnie na specjalną sesję połączoną z rozmową, bez której, jak widzę, się nie obędzie. - musnęłam jego górną wargę, wysmarowaną kremem czekoladowym - Słodki jesteś. - puściłam mu oczko i poszłam z Jasonem na górę. Lou zaś nadal siedział przy stole i analizował wypowiedź tego małego, ale dojrzałego, jak na swój wiek, dziecka.

*Louis*

- Louis! Chodź! Teraz Twoja kolej! - usłyszałem z góry wołanie Mary. Powoli wstałem i poszedłem na górę do jej pokoju, bo stamtąd dochodził jej głos. Stanąłem w drzwiach łazienki i znów zaniemówiłem. Okna zaciemnione, kilka świec na podłodze i szafkach, wszędzie roznosił się różany zapach. Duża wanna była wypełniona ciepłą wodą z ogromną ilością piany, a w niej była Ona. Mokre włosy zebrane z tyłu, oczy odbijały światło świec...
- Będziesz tak stał, czy się przyłączysz? - spytała tak kuszącym głosem, że nie mogłem się oprzeć.
- Ile mamy czasu? - spytałem wchodząc i siadając naprzeciw niej.
- Do wyjścia cztery godziny, czyli jakieś dwie i pół na pobycie trochę razem. - te ostatnie słowa wypowiedziała tak niezwykłym tonem głosu, że aż przeszły mnie przyjemne dreszcze. Usiadła okrakiem na moich kolanach, splotła ręce na mojej szyi i patrzyła głęboko w oczy. Kochałem ją. Za to, że była nieprzewidywalna, odważna, kochająca, silna, niewinna, szalona... Mógłbym tak wymieniać i wymieniać w nieskończoność. Objąłem ją delikatnie i przyciągnąłem bliżej siebie. Ona, jak to miała w zwyczaju, zrobiła coś zwariowanego i mnie osobiśce bardzo podniecającego. Wodziła ustami po mojej twarzy, składając drobne pocałunki na niej. Wreszcie spotkała na swojej drodze moje usta. Droczyła się ze mną. Gdy chciałem ją pocałować, ona ciągle mi uciekała; miała prześliczny uśmiech.
- Chwila. Panie Tomlinson, czy zgadza się Pan zostać oficjalnie ojcem mojego dziecka? - jej rozbawiony głos niósł się echem po łazience. Na to pytanie była tylko jedna odpowiedź. Przytuliłem ją do siebie i szepnąłem cicho do ucha:
- Nawet nie wiesz, jak bardzo tego pragnę.

Matko.. Za słodko.. Za bardzo. To nie w moim stylu xD Nie wiem czemu takie sa. Musi sie to zmienic :D Pozdrawiam :*

poniedziałek, 11 czerwca 2012

IMAGINE #7

- Tak więc może... [T.I]. Powiedz mi wszystko co wiesz na temat Williama Shakespeara.
Lekcja angielskiego. Twój ulubiony, a zarazem znienawidzony przedmiot. Zawsze miałaś z niego najlepsze oceny, a tu prosze. W tym roku ledwo co masz dwa. A to wszystko przez nowego nauczyciela. Zabójczo przystojnego profesora Malika. Za każdym razem, gdy wchodzi do klasy wszystkie dziewczyny nie mogą oderwać od niego wzroku. Śledzą każdy jego ruch, gest, wsłuchują się w dźwięk jego głosu. Ty również. Specjalnie dla niego usiadłaś w pierwszej ławce, tuż przy jego biurku. On, jak zwykle usiadł na nim i teraz patrzył w Twoje oczy czekając na odpowiedź. Na jego twarzy gościł chytry uśmiech. Robił to specjalnie. Wiedział, że nic nie wiesz, że nawet jeśli słuchałaś jego czterdziestominutowego wykładu na temat właśnie Shakespeara to i tak nic nie powiesz, bo nie rozumiałaś nic. Wsłuchiwałaś się tylko w ten jego melodyjny głos. Jego pytanie wyrwało Cię z transu.
- [T.I], więc co z tym Williamem?
- Yyyy... Nie wiem. Przepraszam.
Czułaś jak robisz się czerwona na twarzy ze wstydu. On tylko cicho się zaśmiał.
- To wasza ostatnia lekcja?
- Tak - odrzekłaś ledwo dosłyszalnym głosem.
- To zostaniesz dziś po lekcji. Musimy porozmawiać.
Na te słowa Twoje serce zaczęło szybciej bić. Ty i on, sami... Czekałaś na taki moment.
On wstał z biurka i podszedł do tablicy zapisując na niej zadanie domowe na weekend. Domalował jeszcze jakąś buźkę, co rozbawiło całą klasę. Wtem zadzwonił dzwonek. Wszyscy prócz Ciebie wyszli. On podszedł i zamknął drzwi na klucz. Dlaczego akurat na klucz - tego nie wiesz. Znów usiadł nad Tobą i przyglądał Ci się swoimi brązowymi tęczówkami.
- [T.I], powiedz mi co się z Tobą w tym roku stało? Widziałem Twoje zeszłoroczne oceny, jakie miałaś u pani Hudson i muszę przyznać, że bardzo się opuściłaś.
- Ja... Emm... Nie wiem. Tak jakoś wyszło. - odwróciłaś wzrok do okna by nie patrzeć na niego. Peszył Cię bardzo teraz. On jednak położył swoją ciepłą dłoń na twoim policzku i obrócił Twoją twarz ku sobie. Uniósł ją lekko do góry trzymając Cię za podbródek. Widziałaś jego wesołe oczy i zniewalający uśmiech.
- Już chyba wiem, dlaczego taka jesteś. Zaraz temu zaradzimy.
Przybliżył swoją twarz do Twojej i musnął Twoje usta. Nie marzyłaś nawet o tym. Wydawało Ci się to nierealne, by on (Twój nauczyciel!) sam z siebie Cię pocałował. Taka okazja może się już więcej nie powtórzyć, więc... Odwzajemniłaś pocałunek. Wsunął dłonie w Twoje karmelowe włosy. Rozszerzyliście usta i pozwoliliście by wasze języki spotkały się i tańczyły w tylko im znanym dziwnym układzie.
Powoli wstaliście. Ułożyłaś dłonie na jego barkach. Pocałunek stawał się bardziej zachłanny. Trwał dopóki, dopóty nie zabrakło wam tchu. Oderwaliście się od siebie łapiąc oddech. Patrzyliście sobie w oczy z ogromnym pożądaniem.
- Panie Profeso...
- Jaki tam profesor. Wystarczy Zayn - uśmiechnął się ciepło. Znów przywarł swoimi ustami do Twoich. Teraz już nie było niewinności, żadnej. Sięgnął dłońmi pod Twoją szkolną spódniczkę, Ty rozwiązywałaś już jego krawat, po kolei każdy guzik jego białej koszuli. W końcu dotarłaś do jego spodni. Gdy zaczęłaś je rozpinać miałaś na sobie już tylko stanik i rzeczoną spódniczkę. Położył Cię na Twojej ławce, oparłaś swoje nogi na jego barkach, jednym ruchem zsunął on swoje spodnie i...
- Zayn!!! - nie mogłaś powstrzymać krzyku. Pchnął od razu szybko i mocno. Poczułaś ból, lecz z każdą kolejną chwilą było Ci coraz to przyjemniej. Zamknęłaś oczy i tylko cicho jęczałaś. On głośno sapał i dawał z siebie wszystko. Wydawałoby się, że dawno tego nie robił. Jakby wyszedł z wprawy, bo bardzo szybko doszedł. Na Twoje szczęście zdążył dać upust swojemu podnieceniu poza Tobą, więc nie zajdziesz w jakąś ciążę. Gdy skończył jęczeć z rozkoszy jaką mu dałaś sobą, spojrzał na Ciebie. Mina mu trochę zrzedła, gdy spojrzał na Twoją twarz, która mówiła 'A ja?!'. Uśmiechnął się uwodzicielsko do Ciebie, nachylił nad Tobą i pocałował. Jedną ręką wodził po Twoich plecach i gładził po włosach, palcami drugiej doprowadzał Cię do upragnionego szczęścia. To robił cudownie. Wiłaś się pod nim z podniecenia, mruczałaś, jęczałaś. Nie chciałaś by przestawał. Przeszły Cię dreszcze, dostałaś uderzenia gorąca. Chwyciłaś się kurczowo ławki, wygięłaś w tył i pozostałaś w bezruchu na kilkanaście sekund, ciesząc się tą długo wyczekiwaną chwilą. Opadłaś bez siły na plecy i patrzyłaś na niego swoimi piwno-złotymi oczami, które połyskiwały od światła słonecznego. Uśmiechnął się, pokazując rządek białych równiutkich zębów.
- Dziękuję - wyszeptałaś, próbując zapanować nad oddechem i nadal bijącym jak oszalałe sercem.
- Cała przyjemność po mojej stronie. Tak więc [T.I], właśnie podciągnęłaś sobie ocenę na cztery. Jeśli chcesz więcej to musisz zacząć się bardziej przykładać. - tu puścił Ci oczko - A teraz zmykaj. Mam nadzieję, że solidnie wykonasz zadanie domowe. Inaczej znów będziesz musiała zostać po lekcjach.
- Jeszcze raz dziękuję - wstałaś, ubrałaś bluzkę, zarzuciłaś torbę na ramię. Zanim wyszłaś pocałowaliście się jeszcze. Wyszłaś na korytarz. Całą drogę do domu uśmiechałaś się sama do siebie. To była jedna z ciekawszych rozmów jaką odbyłaś w swoim życiu.



Łiiiiiiiiiiii !!! Pisałam pół dnia i nie wiem jak wyszło. Mam nadzieję, że ciekawie. Jeśli się wam podoba to prześlijcie dalej ;) Co do opowiadania to może aż tak szybko nie będę go kończyć... :) Do następnego xx

Rozdział 22

- T.. Tak.. - wydukałam. Nie mogłam uwierzyć, że właśnie w tej chwili mężczyzna, którego znam od dziecka, oświadczył mi się. Nałożył mi na palec przepiękny pierścionek, po czym wstał i przytulił najmocniej jak mógł.
- Lou.. Bo mnie udusisz - zaśmiałam się, na co rozluźnił uścisk.
- Tak się cieszę. Nawet nie wiesz, jak bardzo. - zdanie zakończył pocałunkiem. Ten był jakiś inny niż dotychczasowe. Może dlatego, że od kilku minut byłam narzeczoną pana Tomlinsona? Kto wie... Wziął mnie na ręce i zaniósł na górę. Na schodach jeszcze krzyknął:
- Harry! Możesz już posprzątać. Zgodziła się!
- Tylko nie rozwalcie łóżka, zakochańce! - usłyszeliśmy z dołu.
Dotarliśmy do jego pokoju. Pozbyliśmy się swoich ubrań i położyliśmy na łóżku. Louis wycałował chyba całe moje ciało. Przyciągnęłam jego usta do swoich i zatopiliśmy się w pocałunku. Był cudowny. To była jedna z piękniejszych nocy jakie przeżyłam. Nie wiem, jak On to robił, ale cały czas, całą noc miał siły na tą 'zabawę'. Nawet ja miałam problemy by za nim nadążyć. W chwilach przerwy całował mnie albo szeptał czułe słowa na ucho. To był klucz do tego by rozpocząć wszystko od nowa.

Obudziły mnie promienie marcowego słońca, wpadające przez szpary między roletami zasłaniającymi okna. Leżałam wtulona w mojego mężczyznę, który już nie spał.
- Dzień dobry, kochanie. - nachylił się nade mną i pocałował delikatnie.
- Mmm. Dzień dobry.. Czy teraz codziennie będę miała taką cudowną pobudkę?
- Jeśli tylko chcesz.. - to powiedziawszy przyssał się do mojej szyi.
- Lou.. Lou! - łaskotał mnie swoim oddechem. Wstałam i owinęłam się kołdrą, zostawiając go nagiego na łóżku. - Później Ci ją oddam - to powiedziawszy posłałam mu całusa i wyszłam na korytarz. Było dość wcześnie, więc reszta pewnie dalej smacznie spała. Jednak pomyliłam się. Idąc, spojrzałam za siebie i wtedy wpadłam na jakąś wysoką postać. Kołdra, którą trzymałam wypadła mi z ręki i zsunęła się na ziemię. Szybko ją poniosłam i z powrotem owinęłam się nią. Nadal nie wiedziałam, z kim się zderzyłam. Miałam spuszczoną głowę.
- Hej Mary - ten głos poznałabym wszędzie. Nawet wśród miliona irlandczyków mających podobną barwę głosu. Podniosłam moje brązowe oczy ku jego błękitnym.
- Hej Niall.
- Widzę udała się niespodzianka. - uśmiechnął się smutno. Przeczesałam dłonią włosy. Jego uwadze nie umknął pierścionek widniejący na serdecznym palcu mojej prawej dłoni. Chwycił ją w swoją i zaczął przyglądać się błyskotce, po czym przybliżył ją do swoich ust i pocałował.
- Tak więc będziesz teraz panią Tomlinson?
- Tak.
- No to życzę szczęścia. - puścił moją dłoń i minął mnie.
- Poczekaj! - podbiegłam do niego i wtuliłam się jak małe dziecko. - Wiesz, że zawsze będziesz w moim sercu. I gdyby nie on to.. To za Ciebie bym wyszła.
Jego silne ramiona oplotły mnie.
- Wiem Mary, wiem. - pocałował mnie jeszcze w czoło. Obrócił mnie w odpowiednią stronę i delikatnie pchnął. Droczyłam się z nim. Przeszłam kilka kroczków i stanęłam. Znów pchnął mnie, a ja uparcie przeszłam ze dwa metry i stanęłam. W końcu wziął, chwycił mnie w pół, przerzucił sobie przez ramię i zaniósł do mojego pokoju. Ja oczywiście śmiałam się jak głupia. Postawił mnie na nogach koło mojego łóżka.
- Dziękuję - zachichotałam i dałam mu niewinnego całusa w sam środek ust, po czym puściłam
kołdrę by swobodnie opadła na ziemię i poszłam do łazienki. Gdy weszłam pod prysznic usłyszałam pukanie do drzwi.
- Tak?
- Może Ci pomóc?
- Niall! Już dorosłam. Sama potrafię to zrobić.
- No wiesz co! Ja się tak nie bawię! Jeszcze będziesz czegoś ode mnie chciała.
Rozbawił mnie swoim zachowaniem. Szybko uporałam się z kąpielą. Ubrałam się i zaniosłam moje poranne 'okrycie' z powrotem do pokoju Louisa. Nie było go tam, co oznaczało, że jest w łazience. Zeszłam na dół i zrobiłam wielkie śniadanie dla wszystkich. Były to oczywiście naleśniki, bo to było najszybsze, a za dużo to w lodówce nie było by zrobić na przykład kanapki. Po 15 minutach w kuchni pojawły się cztery głodomory: malutki, kudłaty, blond i pasiasty. Wszyscy pobudzeni zapachami roznoszącymi się po całym domu.
Tak jak szybko śniadanie zostało zrobione, w takim samym tempie zniknęło.
- Mamo, co dziś robimy?
- No nie wiem. A co chciałbyś?
- Ja to do zoo bym chciał. Dawno nie byłem. - rzucił od tak Harry.
- Tak, Mamo! Chodźmy do zoo! Proszę!
- No już. Pójdziemy. A ty - wskazałam na Harrego - ty zapłacisz za wejście.
- Dlaczego ja?
- Bo ty najbardziej chcesz tam iść.
- No dobra. Niech ci będzie.
W niecałą godzinę posprzątaliśmy i wyszykowaliśmy się do wyjścia. Pojechaliśmy metrem. Zdziwiło mne to trochę, bo chłopcy raczej unikają tego środka transportu. Jednak w sobotę, o tej porze jest tam mało ludzi, więc nikt ich nie rozpoznał. Wysiedliśmy na odpowiedniej stacji i pomaszerowaliśmy do wejścia. Harry, jak obiecał, zapłacił za wejściówki po czym razem z Jasonem i Niallem krążyli po alejkach zoo. Tamta dwójka chyba cofnęła się do wieku Jasona, bo biegali od jednego zwierzątka do drugiego i dawało im to wielką frajdę, zwłaszcza Harremu. My zaś z Louisem szliśmy powoli za nimi, trzymając się za dłonie i rozkoszując się słońcem, wiatrem, sobą...

I taki rozdzial wyszedl. Pozdrawiam wszystkich hejterow, ktorzy zrujnowali mi ostatni weekend, juz i tak zepsuty wyznaniem mojego przyjaciela, ze ma dziecko i mi mowi mi to dopiero po dlugim okresie znajomosci. Pewnie nikt tego nie przeczytal. Moze i dobrze. Dziekuje za slowa wsparcia <3 Pozdrawiam ja, moje serce, noga w gipsie i przeziebienie :)

niedziela, 10 czerwca 2012

I've always wanted...

I've always wanted to be one of those people who didn't really care much about what people thought about them.. but I don't think I am. - Harry Styles

Utożsamiam się ze zdaniem powyżej. Zawsze myślałam, że będę krytykę przyjmować dzielnie, że nie będzie mnie ona ruszać. Ale od kilku dni użeram się z jedną osobą tutaj i przepraszam, ale ja jestem tylko człowiekiem. Popełniam błędy. Ortograficzne, interpunkcyjne, w doborze przyjaciół, znajomych, szkoły, może złego chłopaka wybrałam... Może nie powinnam się przejmować tymi kilkoma zdaniami, ale.. Ja już mam dość. Jeśli komuś przeszkadza to jak piszę, co piszę, jakim jestem człowiekiem, to niech tutaj nie wchodzi, usunie mnie ze znajomych, ze swojego życia.. Ja dalej będę robić swoje, popełniać mnóstwo błędów. Nie chcesz - nie czytaj. Ja Cię do tego nie zmuszam.

sobota, 9 czerwca 2012

Rozdział 21

Dni mijały. Ja powoli dochodziłam psychicznie do siebie. Razem z Sam poszłyśmy do zaprzyjaźnionego prawnika, który był kolegą Louisa. Udało nam się skontaktować z byłym współpracownikiem mojego ojca. Okazało się, że mają też oddział w Londynie, także mogę tam iść, wszystkiego się dowiedzieć.
Dom po moich rodzicach, bo matka się stamtąd wyprowadziła jakiś czas temu, stoi pusty i przydałby mu się remont. Pomyślałam, że zajmę się tym w wakacje. Przecież i tak nic mu się nie stanie jak poczeka jeszcze te dwa, trzy miesiące. Poprosiłam tego kolesia z firmy by zrobił jakieś zdjęcia, plany.. Cokolwiek, bym mogła na przykład tutaj coś zaprojektować i potem tylko przyjechać by wprowadzić mój plan w życie. Powiedział, że nie ma problemu i że za kilka dni i tak przyjeżdza do Londynu, więc będziemy mogli się spotkać. Obecał m też, że postara się przetransportować jeden z samochodów tutaj. Od prawnika dostałam również numery kont i wszystko co z nimi związane tak, że gdy z Sam wychodziłyśmy od niego, byłam już w 100 procentach bogatsza o jakieś 50 milionów funtów.
- Mary. Co Ty z tym zrobisz?
- Nie wiem. Nie ogarniam tego do tej pory. Po prostu nie dociera do mnie fakt, że nie muszę się już martwić, czy starczy mi kasy do końca miesiąca.
Postanowiłam załatwić najważniejszą teraz sprawę, czyli dalszą pracę w klubie. Teraz gdy miałam wystarczająco dużo pieniędzy mogłam spokojnie zerwać kontrakt, który nie był mi na rękę. Pogadałam z Tomem, uzgodniliśmy co i jak. Szkoda mu było, że odchodzę, ale obiecałam mu, że jeśli miałby na prawdę poważnego gościa to wystąpić mogę, tak w ramach rekreacji..
Potem poszłyśmy na kawę, jakieś małe zakupy, odebrałyśmy Jasona ze szkoły i wróciliśmy do domów.
Wieczorem chłopcy, a zwłaszcza Louis, mieli dla mnie jakąś niespodziankę i kazali mi się wyszykować. Zabronili też schodzić na dół, póki nie wybije godzina 'zero'. Nie wiedząc, co knują, postąpiłam według zalecenia i ubrałam się raczej elegancko. Czarna sukienka i takież same szpilki. Chciałam zajrzeć do Jasona, ale go nie było. W ogóle nikogo nie było na górze. Dziwne. Zawsze o tej porze jest tu hałas, a teraz nagle pusto. Postanowiłam sprawdzić może na dole siedzą. Zeszłam powoli po schodach i.. Zaniemówiłam.
W salonie było poustawianych wszędzie mnóstwo małych czerwonych świeczek. Na środku pokoju stał pięknie zastawiony stół, dwa nakrycia, czerwone wino, a obok w wiaderku z lodem butelka szampana. Z głośników leciała cicho jakaś romantyczna melodia.
- Podoba Ci się? - usłyszałam za sobą ciepły głos Louisa.
- Jest.. Pięknie. Ale to jakaś dzisiaj specjalna okazja czy jakaś nie wiem rocznica?
- Mary.. Czy od razu musi się coś stać by zjeść kolację z cudowną kobietą?
- No nie, tylko.. Zaskoczyłeś mnie. - to nie było jedyne zaskoczenie tego wieczoru, jak się potem okazało - A gdzie reszta?
- Harry w kuchni, Niall zajmuje się dziś wieczorem Jasonem, Zayn jest z Sam, a Liam ze swoją nową dziewczyną.
- Czyli zgodziła się?
- Tak. Dziś rano i od tamtej pory Liam chodzi cały w skowronkach i gada tylko o niej. Wysłaliśmy ich do kina a potem na kolacje - uśmiechnął się przy ostatnim wyrazie - No, a wracając do nas.. Proszę.
Zaprosił mnie do stołu. Usiedliśmy na przeciwko siebie. Nagle z kuchni, w stroju kelnera wyszedł Harry niosąc dwa talerze. Rozbawił mnie ten widok.
- Jesteście walnięci, obaj. Ale i tak was kocham. - posłałam im ciepły uśmiech. Harry go odwzajemnił, otworzył wino, rozlał do kieliszków i wrócił do kuchni. Zaczęliśmy jeść. Oczywiście nie obyło się bez rozmów, śmiechu, czułych spojrzeń. Po deserze, przy szampanie, bo wino już zdążyliśmy wypić, znów wspominaliśmy dzieciństwo. Wtem Louis wstał, podszedł do mnie i wyciągając rękę spytał:
- Zatańczymy?
Nie mogłam mu odmówić. Wtuleni w siebie poruszaliśmy się w takty powolnej piosenki. Czułam jego cudowne perfumy. Zakochałam się w nich. Przymknęłam oczy i ułożyłam głowę między jego szyją a barkiem.
- Mary? - zaczął nieśmiało.
- Tak?
- Wiesz, dużo myślałem ostatnio o nas, naszych relacjach, przeszłości..
- Lou - podniosłam głowę i spojrzałam w jego jasne oczy - jesteś bardzo ważną osobą w moim życiu. Wiesz, że Cię kocham, a to co się zdarzyło.. Trudno. Należy żyć chwilą. Realizować marzenia, plany..
- Mary, poczekaj, bo się rozpędziłaś - zaśmiał się - a ja chciałem Ci jeszcze o czymś powiedzieć. A raczej zapytać.
Tu puścił mnie z objęć, wyjął z kieszeni małe czerwone pudełeczko, otworzył je i klęknął przede mną. Chwycił moją dłoń i patrząc mi w oczy spytał:
- Mary Diana Colins, wyjdziesz za mnie?
Awww.. Jak slodko! Piszcie co myslicie a ja wam zdradze ze powoli zblizamy sie do konca :( xx

# Od Autorki

Chciałam tylko powiedzieć kilka słów wyjaśnienia. Jeśli chodzi o imaginy to ja nie będę się bawić w jakieś gumki, pigułki i tego typu antykoncepcje. Może byłoby to bardziej realne, ale mnie to jakoś nie rusza i nie będę tego opisywać (próbka mojego 'cudownego' myślenia w ten sposób jest w komentarzu pod imaginem #6).
I prośba: JEŚLI WCHODZISZ I CZYTASZ TO CHOCIAŻ KLIKNIJ W REAKCJE NAJBLIŻSZĄ TWOJEJ. Ja widzę ile jest wejść i to takie troche smutne dla mnie, że jest np 500 wejść i 1 komentarz albo nawet w ogóle żadnego nie ma. Chociaż reakcja..
I dziękuje, że jest już 12 osób, które mnie tu śledzą :**

Dziękuję za uwagę xx

piątek, 8 czerwca 2012

Rozdział 20

Minęły już cztery dni od zabiegu. Dziś mnie wypisują. Chłopcy zaproponowali byśmy razem z Jasonem u nich zamieszkali. I tak mieli za dużo wolnych pokoi, jak to określił Liam. Zgodziłam się, bo co innego mogłam zrobić. Mały przez cały ten czas tak się do nich przywiązał, bardzo dużo czasu z nimi spędzał. Tak więc gdy Louis po mnie przyjechał od razu zawiózł mnie do nich. Jak się okazało, spytanie mnie o pozwolenie na przeprowadzkę było tylko formalnością, bo oni w ciągu tych kilku dni zdążyli przenieść wszystkie nasze rzeczy do nich. Takie spryciule. Każde z nas dostało osobny pokój. Jason miał specjalnie urządzony z przeróżnymi zabawkami, miśkami. Miał nawet małą sztalugę malarską, co mnie zaskoczyło. Jak mi później powiedzieli, mały chce zostać światowej klasy malarzem i już musi zaczynać.
Ja zaś dostałam pokój na końcu korytarza. Był jasny, z dużym łóżkiem, dwa fotele, szafa, biblioteczka i, co było dla mnie dogodne, własna łazienka. Przynajmniej nie musiałam rywalizować o nią z szóstką osobników płci przeciwnej. Duże okno wychodzące na ogród. Tego mi będzie potrzeba - ciszy, spokoju. A dlaczego? Bo jestem w totalnej rozsypce. Mogłam stracić dwie ukochane osoby, zginął ojciec mojego jedynego dziecka, drugie zabiłam, znów brałam narkotyki a zarzekałam się, że już nigdy ich nie wezmę; zginął mój ojciec zostawiając mi niewyobrażalną fortunę. Właśnie. Te pieniądze. Muszę się kogoś poradzić o z tym fantem zrobić. Wzięłam wszystkie dokumenty i poszłam do Liama. On jest najrozsądniejszy z całej piątki. Zapukałam do drzwi.
- Proszę - usłyszałam za nimi. Nacisnęłam klamkę i weszłam do środka.
- Emm. Może przeszkadzam? Jak tak to przyjdę później - już chciałam wyjść, gdyż zobaczyłam go siedzącego na łóżku z jakąś dziewczyną.
- Nie, nie przeszkadzasz. Danielle właśnie wychodzi. Odprowadzę ją tylko i zaraz do Ciebie wracam. - uśmiechnął się do mnie, tak samo dziewczyna w długich kręconych włosach imieniem Danielle. Podałyśmy sobie jeszcze dłoń i wymieniłyśmy uśmiech.
- Mary.
- Danielle. Miło poznać i myślę do zobaczenia.
To powiedziawszy wyszła razem z Liamem, który odprowadził ją do wyjścia. Usiadłam na jego łóżku i zaczęłam przeglądać papiery.
- Co tam masz? - spytał po powrocie, zamykając za sobą drzwi.
- Wydaje się miła. Gdzie ją poznałeś, jesteście razem? Opowiadaj.
- Ojj. Jesteś taka sama jak Louis. Wszystko musi wiedzieć. - spojrzał na mnie od niechcenia jakby na co wyszczerzyłam ząbki. Zaczęliśmy się śmiać z tej sytuacji. - No dobra. Poznaliśmy się ze dwa tygodnie temu w kinie no i tak zaczęliśmy rozmawiać. Umówiliśmy się na kawę. Potem na spacer. I tak się potoczyło. Bardzo ją lubię i ona chyba mnie też.
- No to na co jeszcze czekasz? Jutro do niej dzwonisz, umawiacie się i wiesz. Mówisz o swoich uczuciach i takie tam. Albo lepiej zrób to dziś.
- Dobra, dobra. Najpierw zajmiemy się Twoją sprawą. Co tu masz? - wskazał na papiery. Dałam mu kilka ważniejszych do przeczytania. Przejrzał wszystkie, chwilę się zastanowił.
- Nie znam się na tym. Powinnaś z tym iść do jakiegoś prawnika. On by ci w tym wszystkim pomógł, ogarnął by to.
- A znasz jakiegoś?
- Wiesz, poszukam. Może ktoś z moich znajomych ma albo zna dobrego.
- Dzięki. Sama nie dam sobie z tym rady. - pocałowałam go w policzek, zebrałam rzeczy i wyszłam. Po drodze do swojego pokoju natknęłam się na Louisa.
- Cześć kochanie. - objął mnie w talii i mocno do siebie przytulił.
- Lou... Może poczekaj, aż to zaniosę. - pokazałam mu plik kartek, które ledwo co trzymałam w jednej dłoni.
- Pokaż, co tam masz.. - wziął ode mnie trochę i w drodze do pokoju przejrzał je - Czekaj, czyli z tego wychodzi, że..
- Że mam mnóstwo kasy, która nie wiem gdzie jest i co gorsza nie wiem co z nią zrobić. - opadłam na łóżko. Serio, tak duża kasa to ogromny problem, zwłaszcza dla kogoś, kto do tej pory największą sumą jaką trzymał w rękach było około £700. I do tego jeszcze samochód, dom w Sevilli.. Moje rozmyślania przerwał oczywiście Louis.
- Co Ty wyprawiasz, mój drogi? - usiadł na mnie okrakiem i głupkowato się uśmiechał - O nie! Nie zrobisz tego! Wiesz, że nigdy tego nie lubiłam! - moje krzyki nie pomogły, bo zaczął mnie łaskotać. Śmiałam się w niebogłosy, on przy tym też miał niezły ubaw. Po kilku minutach męczarni udało mi się odwrócić role i teraz ja dominowałam nad nim. Ale niedługo tak było. Podniósł się i siedzieliśmy teraz w dziwnej pozycji - on po turecku, a ja jeszcze na nim. Odgarnął mi kilka kosmyków moich niesfornych kręconych włosów i założył je za ucho, przejechał wewnętrzną stroną dłoni po moim policzku. Patrzyłam na jego spokojną twarz, jego oczy wodziły za dłonią, która teraz zjeżdżała delikatnie po mojej lewej ręce.
- Lou..
- Mhm? - mruknął nie przerywając czynności.
- Zrób to, proszę.
Zatrzymał się. Podniósł głowę do góry i spojrzał w moje oczy. Uśmiechnął się słodko, tak jak to on tylko potrafi.
- Oj! Wiesz, że nie o to mi chodziło! - oburzyłam się i sama zrobiłam to co chciałam. Popchnęłam go na łóżko i zaczęłam całować. Jego dłonie wodziły po moich plecach. W końcu po kilku minutach zeszłam z niego, położyłam się obok i wtuliłam w jego tors.
- Nie wiem co bym zrobiła gdybyś wtedy..
- Nie mówmy już o tym. Już więcej tego nie zrobię. Nie zostawię Cię już nigdy.

Takie o. Może być jak dla mnie. A co wy sądzicie? :**

środa, 6 czerwca 2012

Rozdział 19

- Dlaczego mnie przepraszasz?
- Bo.. Bo.. Bo to Twoje dziecko.
Nie mogłem w to uwierzyć. Jak to - ja miałem być ojcem? Przecież.. No tak. Z Louisem nie spędziła ani jedej nocy, a z Harrym to za wcześnie na wykrycie. Poza nim to tylko ze mną spała. Poczułem jak jedna łza spływa po moim policzku.
- Przepraszam - wyszeptała jeszcze.
- Zostawimy was samych, chodź Louis. - Harry wstał i pociągnął przyjaciela za rękę. Ten trochę się opierał, ale w końcu obaj wyszli. Zająłem puste miejsce po Lou i gapiłem się na swoje buty. Mary przysunęła się bliżej mnie i wyciągęła ręce.
- Chodź tu - podniosłem głowę. Przysunąłem się do łóżka i oparłem głowę na jej barku. Zacząłem płakać. Myśl, że mogłem być ojcem wzbudziła we mnie zbyt duże emocje, które znalazły ujście właśnie we łzach. Przytuliła mnie mocno do siebie, jedną ręką gładząc po włosach. Dla niej to wszystko było o wiele trudniejsze, ale jakoś próbowała się trzymac, co jednak jej nie wyszło, gdyż również zaczęła płakać.
- Przepraszam Cię, przepraszam nas. Gdybym tylko wcześniej wiedziała.. Nigdy by do tego nie doszło..
- Ale poczekaj. Ty nosisz jeszcze to dziecko? - w końcu się odezwałem. Spojrzałem w jej ciemne oczy, które błyszczały od łez. Usta zacisnęła w wąską linię i tylko pokiwała twierdząco głową.
- Ale już niedługo. Lekarz powiedział, że... Że albo urodzi się z licznymi chorobami, albo... - to słowo nie chciało przejść przez jej usta, wiedziałem co ma na myśli. Wzięła głęboki oddech i spokojniej już ciągnęła dalej.
- Dlatego postanowiłam, że.. Że je usunę.
- Co?! Ale..
- Niall, ja nie chcę by ono cierpiało przez całe swoje życie tylko dlatego, że jego matka była tak nieodpowiedzialna..
Zapadła cisza. Patrzyliśmy na siebie, ale nie wiedzieliśmy co powiedzieć. W końcu Mary położyła się do mnie plecami, skuliła się w kłębek i zakryła kołdrą. Obszedłem łóżko dookoła, klęknąłem przy niej. Odkryłem ją trochę. Jej oczy były puste. W głowie miała pewnie mnóstwo myśli, większość pewnie karcących ją samą za jej postępowanie. Ująłem jej policzki w dłonie.
- Jeśli uważasz, że tak będzie lepiej, to ja nie mam tu nic do powiedzenia. Pamiętaj, że Cię kocham. I będę Cię kochał, chociaż nie pochwalam tego pomysłu.
- Boję się..
- Kochanie, będę przy Tobie. I Louis będzie i Harry, Sam, Zayn...
- Nie, nie. Tylko ty i Lou. Nikt więcej. Obiecaj mi.
Spojrzałem w jej oczy, teraz były przepełnione strachem przed najgorszym.
- Obiecuję. - przysunąłem się bliżej i musnąłem jej usta. Tęskniłem za jej delikatnymi ustami. Odwzajemniła pocałunek. Czułem, że uspokoiła się, że miała poczucie bezpieczeństwa.
- Muszę już iść. - oderwałem się od niej, chociaż nie chciałem tego. Wstałem i ruszyłem do drzwi.
- Niall.
- Tak? - obróciłem się do niej.
- Jest z Wami Jason?
- Jest.
- Możesz go przyprowadzić? Tak na chwilkę?
- Jasne.
Wyszedłem na korytarz. Przed salą siedzieli chłopcy, Sam na kolanach Zayna i Jason na kolanach Louisa. Wziąłem go na ręce.
- Chodź. Ktoś chce Cię zobaczyć.
Zaniosłem go do Mary i posadziłem na łóżku.
- Zostawię Was. - to powiedziawszy odszedłem, ale nie mogłem się powstrzymać i stanąłem przy drzwiach, przyglądając się obojgu.
Mary przytuliła mocno do siebie małego. Widziałem srebrne łzy na jej policzkach. Były to jednak łzy szczęścia, że w końcu zobaczyła swój mały skarb. Najpierw on był w szpitalu, teraz ona. Ale już niedługo będą w domu. Zrobię.. Zrobimy wszystko by już więcej ich nie rozdzielać.
- Mamo, a kiedy wrócisz do domu?
- Jeszcze kilka dni, słonko. Kilka dni.. A teraz idź z wujkiem Niallem. - spojrzała na mnie i uśmiechnęła się. Widziałem, że szepta mu coś do ucha. Mały spojrzał na mnie, po czym wrócił wzrokiem do niej i pokręcił głową. Nie chciałem dociekać o co im chodzi. To ich intymna sprawa. Mary przytuliła jeszcze Jasona, ucałowała go i puściła. On podszedł do mnie i chwycił za rękę. Drugą jeszcze jej pomachał.
- Niall - spojrzałem w jej stronę - dziękuję. Przyjdźcie z Lou pojutrze.
- Dobrze. - uśmiechnąłem się do niej i wyszliśmy.
Zabraliśmy się z resztą do domu. Zayn znów dzisiaj nocuje u Sam. Szczerze to powinni razem zamieszkać. Codziennie albo on śpi u niej, albo na odwrót. My w czwórkę w milczeniu weszliśmy do domu i rozeszliśmy się do swoich pokoi. Wtem po jakichś 10 minutach do mojego azylu wszedł Louis.
- Mogę? - spytał nieśmiało. Od tej ostatniej kłótni, przed tym jak trafił do szpitala, mało ze sobą rozmawialiśmy. Zwłaszcza on nie chciał. Teraz jednak sam, z własnej nieprzymuszonej woli przyszedł do mnie.
- Jasne, wchodź. - wskazałem na folet koło siebie by usiadł, co też uczynił.
- Co ona chce zrobić? - spytał po chwili ciszy.
- Usunąć. - odrzekłem głosem pozbawionym jakichkolwiek uczuć.
- Stary, przykro mi.
Nie myślałem, że powie takie słowa.
- Wiem, mnie też jest przykro, ale ona tak postanowiła. Ja nie mam nic w tej sprawie do powiedzenia.
- Niall, masz! Przecież to też Two..
- Nie Louis! Ono nie byłoby szczęśliwe, nie byłoby zdrowe. Niewiadomo czy w ogóle by przeżyło. - zacząłem krzyczeć. Kolejne emocje akumulowane we mnie wyszły na zewnątrz. Skryłem twarz w dłoniach. - Ona się boi i chce tylko nas dwóch przy sobie.
- Dlaczego nas obu?
- Wydaje mi się, że oprócz Jasona tylko nas jeszcze kocha całym swoim sercem.

Kurde, jak sie pisze to nie chce sie przestawac. A jak juz trzeba to nie wiadomo jak i dlatego taka koncowka. Czekamy na nastepny xx