poniedziałek, 30 kwietnia 2012

# Od Autorki

Dzięki za tyle wejść. Prosiłabym Was o pozostawianie komentarzy, albo chociaż o kliknięcie na reakcji po danym rozdziale. To dla mnie na prawdę ważne. Pisanie zajmuje mi około 6-10 godzin łącznie, a komentarz tylko 3 minuty. Ba kliknięcie tylko 3 sekundy. Tak więc proszę.
Obok są trzy ankiety. Bardzo zależy mi na waszej opinii. Według niej będę kierować dalszą akcję bloga :)
Dzięki za uwagę <3

Rozdział 5

Minęło już 1,5 miesiąca od kiedy poznałam chłopaków. Rzadko się z nimi widywałam. Może oni mają napięty grafik, ale ja mam bardziej. Codziennie rozmawiam z Louisem przez telefon. Tych kilka minut, bo nie mogę pozwolić sobie na więcej, gdyż On dzwoni późno wieczorem; daje mi tak niesamowitą radość, że nie potrafię jej nawet opisać słowami. Co wieczór czekam, aż będę mogła usłyszeć jego wesoły głos.
Za oknami śnieg. Nic dziwnego. To przecież połowa grudnia. Jason ma mniej zajęć w szkole, ja na uczelni z resztą też. W pracy jednak dalej wir. Zawsze gdy nadchodzi zima trzeba pracować do późna, bo u nas jest ciepło a nawet czasami gorąco, tak więc klienci chętnie przychodzą by się ogrzać.
Za dwa tygodnie święta. Kolejne święta w Anglii z rodziną Sam. Co roku na Boże Narodzenie jej rodzice przyjeżdżają z Hiszpanii by pobyć trochę z córką i swoją rodziną. My też się do niej zaliczamy. Bardzo jestem im za to wdzięczna.
Pewnego dnia, gdy szłam z Jasonem na spacer do parku spotkaliśmy chłopaków, którzy właśnie wychodzili z domu. Na nasz widok Louis wybiegł przed szereg i rzucił się na mnie. Oboje wylądowaliśmy w zaspie śnieżnej.
- Lou! Ty głupku! Co Ty robisz! - nie mogłam powstrzymać się od śmiechu.
- Tak się za Tobą stęskniłem. Dobrze wiesz, że nie wystarcza mi tylko dźwięk Twojego głosu w słuchawce telefonu.
- No dobra. Takie usprawiedliwienie przyjmuję. - pocałowałam go w nos - A teraz pomóż mi wstać, bo czuję jak mi ciuchy przemakają. - wstał ze mnie i wyciągnął dłoń. Chwyciłam się jej i podciągnął mnie do góry. Przywitałam się z resztą. Gdy podeszłam do Nialla spojrzałam mu w oczy. 'Tęskniłem za Tobą' - to właśnie mówiły. Podeszłam do niego bliżej, oplotłam go rękoma w pasie i wtuliłam się w niego. Objął mnie mocno i pocałował we włosy. Staliśmy tak chwilę, gdy nagle poczułam cios w plecy. Szybko odwróciłam się za siebie. Zayn uczył Jasona jak dobrze rzucić śnieżką i akurat za cel wybrał sobie mnie.
- To więc tak? - krzyknęłam w ich stronę, po czym wzięłam trochę śniegu, ulepiłam kulkę i z całą siłą cisnęłam ją w mulata. Mocno oberwał w ramię. Zrobiłam pozę zwycięzcy, ale za chwilę już uciekałam, bo Zayn, poruszony tym, że oberwał od dziewczyny, zaczął mnie gonić. W pewnym momencie jednak przystanął i obrócił się za siebie. Niall rzucił w niego śnieżką by odciągnąć go ode mnie. Wykorzystałam to i powaliłam Zayna na śnieg. Siedziałam na nim okrakiem.
- I co? Nie trzeba było ze mną zadzierać - wytknęłam mu język.
- Dobra, dobra. Wygrałaś. Ale uważaj - zemszczę się. - zrobił chytry uśmieszek, co wyglądało uroczo. Wstaliśmy i wróciliśmy do reszty.
- Może chcecie z nami iść do parku? - spytałam, bo widziałam jak dobrze bawią się na ulicy. Cała piątka wyraziła bardzo głośno swoją zgodę na ten pomysł. Zayn wziął Jasona na barana a obok nich szedł Liam. Mały złapał dobry kontakt z tym drugim. Ciągle gadali o jakichś bajkach dla dzieci. Za nimi szli i wygłupiali się cały czas Harry z Louisem. Zaczynam się zastanawiać, czy ich nie łączy coś więcej niż tylko przyjaźń. Nasz pochód zamykaliśmy ja i Niall. Szliśmy koło siebie, w ciszy.
- Mary.. - spytał w końcu trochę niepewnie.
- Tak? - spojrzałam na niego.
- Czy Ty i Louis.. Was łączy coś więcej? Ciągle o Tobie mówi, nie przestaje myśleć. Często gubi się w tekstach piosenek, czego nigdy wcześniej nie robił..
Patrzyłam na niego i nie chciałam uwierzyć w to co mówił. Czyżby Louis się we mnie zakochał? Ale przecież jesteśmy przyjaciółmi, zresztą dopiero poznajemy się na nowo. Nie chcę stracić go jako przyjaciela. Niall chwycił moją dłoń, ubraną w żółtą rękawiczkę. Spojrzałam na nią a potem na niego.
- Mary, wiem, że to może głupio zabrzmieć, ale od tamtego dnia kiedy się poznaliśmy, od tego cholernego pocałunku ja też nie mogę przestać o Tobie myśleć.
Patrzył mi głęboko w oczy. Jego usta zbliżały się do moich. Odwróciłam twarz.
-Przepraszam, nie mogę. - wyszeptałam. Musnął lekko mój policzek.
- Rozumiem, czujesz coś do niego.
- Nie, tylko..
- Masz kogoś.. Boże, ale się wygłupiłem - odszedł zasmuony.
- Niall, to nie tak - podbiegłam do niego i chwyciłam za dłoń. Patrzył na oddalających się przyjaciół. - Spójrz na mnie, proszę. - jego oczy były pełne zrezygnowania - Nie mam nikogo. Nigdy nie miałam. Nigdy nie byłam też zakochana. Zaskoczyłeś mnie tym wyznaniem i tym co powiedziałeś o Lou.. Ja po prostu nie jestem gotowa na.. Na bycie z kimś. Zawsze miałam tylko Jasona i Sam..
- Ale teraz masz też nas - objął mnie za biodra i przysunął do siebie. Patrzył mi w oczy. Zaszkliły mu się lekko na moje słowa.
- Mam Was.. - ujęłam jego twarz w dłonie - Mam Ciebie.. Nie chcę Cię zranić, ale.. Najpierw muszę Cię lepiej poznać. Nie mogę od tak zmienić swojego życia po raz kolejny. Jestem tym zmęczona. - słuchał mnie uważnie, jakby chciał dokładnie zapamiętać każde moje słowo - Też coś do Ciebie poczułam, ale muszę się upewnić czy to właśnie Ty jesteś tym jedynym.. - nasze usta znów były niebezpiecznie blisko siebie, położyłam dłoń na jego karku, coś w środku mówiło mi, by go pocałować.
- Niall, chodź tu na chwilę! - Louis krzyknął do nas. Chłopak zaśmiał się cicho.
- Zawsze mi przeszkadzają. Chodź. - pocałował mnie w czoło i chwycił za rękę. Przeszliśmy do nich spokojnym krokiem. W oczach Louisa widziałam lekki zawód.
- Gdzie jest Jason? - spytałam. Chciałam nie uczestniczyć w tej rozmowie.
- Z chłopakami na lodowisku - wskazał mi kierunek, w który od razu się udałam.
Zobaczyłam śliczny obrazek. Zayn i Liam jechali tyłem i ciągnęli za sobą pozostałą dwójkę. Liamowi i Jasonowi nawet nieźle szło. Byłam z niego dumna. Harremu i Zaynowi nie szło już tak dobrze. Harry co chwila się wywracał i pociągał za sobą Zayna. Wypożyczyłam łyżwy i weszłam na lód. Kiedyś trochę jeździłam na rolkach, więc łatwo mi to przychodziło. Pomogłam chłopakom wstać i razem z Zaynem ciągnęliśmy Harrego. We dwójkę jakoś sobie radziliśmy. Jako tako Harry nauczył się jeździć. Ja zaczęłam się ścigać z chłopakami. Dawno tak się nie bawiłam. Nagle mój wzrok natrafił na Nialla i Louisa, którzy stali kilkanaście metrów od nas i wyglądało na to, że się kłócą. Wtem Niall odwrócił się od przyjaciela i ruszył w stronę domu. Lou zaś przyszedł na lodowisko. Podjechałam do niego.
- Louis, coś się stało? Gdzie poszedł Niall?
- Dostał ważny telefon. Musiał już iść. - po mojej minie wywnioskował, że mu nie wierzę, więc szybko zmienił temat - Mary, co powiesz na to byście pojechali ze mną do Doncaster na święta, do mojej rodziny? Ty, ja i Jason.
Zaskoczył mnie. Nie spodziewałam się takiej propozycji.
- Bardzo chętnie, ale muszę o tym pogadać z rodziną Sam. Wiesz, od kiedy się tu przeprowadziłam zawsze spędzałam święta z nimi.
- Nie ma sprawy. Widzę, że dobrze się bawicie, ale robi się już ciemno i zimno. Chodźcie, odprowadzimy Was do domu.

Takie nijakie, ale jakieś jest. Nie podoba mi się końcówka, ale przy każdym rozdziale tak mam. Dziękuje za komentarze i tych 500 wejść :*

niedziela, 29 kwietnia 2012

Rozdział 4

Film skończył się koło 18. Ze względu na porę roku zaprowadziłam Jasona do domu. Mimo iż było ciepło na dworze, to jednak był to środek października, tak więc o tej porze zaczynało się już ściemniać. Z resztą był zmęczony no i rano musiał wcześnie wstać. Pomogłam mu się umyć, przebrać i położyłam go spać. Zajęło mi to około pół godziny. Po tym czasie wróciłam do domu chłopaków. Tam spotkanie przybrało już inny charakter.
Sam w najlepsze rozmawiała z Harrym i Zaynem, Niall siedział przy stole w jadalnii i jadł jakieś ciastko. Nad nim stał Liam i krzyczał na niego, że za dużo je. Louis stał przy wielkich szklanych drzwiach prowadzących do ogrodu. Przeszłam cicho w jego stronę i stanęłam obok niego. Patrzyliśmy się przez okno jakieś 10 minut.
- Nie mogę mu pokazać żadnej słabości. Nie chcę, by widział, jakie to wszystko jest trudne dla mnie. Dlatego nie płaczę przy nim, staram cały czas się uśmiechać. Chcę by miał szczęśliwe dzieciństwo, pomimo tego, iż nie ma ani ojca, ani dziadków. Nie ma nikogo prócz mnie. - powiedziałam spokojnie, patrząc daleko przed siebie.
- Jason jest wielkim szczęściarzem. Ma wspaniałą, piękną i mądrą mamę. Na pewno jest szczęśliwy. Widać to po nim. - objął mnie ramieniem, również patrząc przez szybę. Znów trochę tak staliśmy.
- Ejjj!!! Co wy tak stoicie i gapicie się w ten ciemny ogród? Chodźcie, musimy się lepiej poznać. - Harry podszedł do nas od tyłu i objął za ramiona. My z Louisem spojrzeliśmy na siebie i podążyliśmy za nim. Na stoliku kawowym stało kilka butelek rożnorakiego alkoholu, 6 szklanek i jakieś przekąski.
- Dlaczego ich jest sześć, jak nas jest siemioro? - wskazałam na szklanki.
- Ja nie piję. - odrzekł Liam - Po prostu nie chcę.
- Okay. Rozumiem.
Usiedliśmy na podłodze wokół stolika: Zayn, Sam, Harry, Niall, ja, Louis i Liam. Pierwsza kolejka była spokojna. Gadaliśmy, śmialiśmy się. Kolejne były już częstsze i mocniejsze.
- Hej! A może zagramy w butelkę? - rzucił nagle Harry, na co wszyscy się zgodziliśmy. Przenieśliśmy się całkowicie na podłogę. Wzięliśmy pustą butelkę po winie, którym namiętnie popijałam wódkę. Pierwszy zakręcił oczywiście Harry. Wypadło na Sam.
- Pytanie czy zadanie?
- Zadanie - odpowiedziała z ogromną ciekawością, co dostanie.
- To może na początek... Przeliż się z Mary. - powiedział z tym samym błyskiem w oku jaki miał gdy się nam przedstawiał. Spojrzałyśmy na siebie i szeroko się uśmiechnęłyśmy. Zabrałam butelkę ze środka i podałam ją Lou. Usiadłyśmy z Sam w środku koła, każda na piętach. Ujęłam jej twarz w dłonie, ona wsunęła swoje w moje włosy i przybliżyła do siebie. Delikatnie się pocałowałyśmy. Spojrzałyśmy na facetów. W oczach można było zauważyć, że chcą więcej. Znów popatrzyłyśmy na siebie i pocałowałyśmy się bardziej zachłannie. Nasze wargi zaczęły pocierać się coraz szybciej o siebie, języki pocierały się gwałtownie raz w moich, raz w jej ustach. Kątem oka spojrzałyśmy na chłopaków. Siedzieli z szeroko otwartymi oczami i buziami. Nie spodziewali się tego. Dobrze wiedziałyśmy, że widok nas dwóch całujących się w ten sposób podnieca ich. Poszłyśmy o krok dalej. Zaczęłyśmy cichutko jęczeć, pieszcząc się nawzajem przez materiał sukienek. Pierwszy nie wytrzymał Harry. Wybiegł do łazienki, w której zamknął się na jakieś 5 minut. My skończyłyśmy nasze zadanie delikatnym całusem w policzek, po czym wróciłyśmy na swoje miejsca.
- Co to było? - spytał Lou, który nie mógł uwierzyć w to co stało się kilka chwil wcześniej.
- No miałam się przelizać się z Mary, więc to zrobiłyśmy. - odpowiedziała Sam posyłając mi przy tym oczko.
- Yyyy.. Czy wy jesteście..? - zaczął Liam, ale mu przerwałam.
- Nie, skądże. Jesteśmy przyjaciółkami, robimy czasem takie rzeczy, ale nie jesteśmy ze sobą. Zdecydowanie wolimy facetów.
- Uff.. A już się bałem.. - rzucił Zayn ale zaraz ucichł. Dlaczego on się tym przejął? Zaraz z łazienki wyszedł Harry, ciężko oddychając.
- Ulżyło Ci? - zaśmiała się Sam.
- Pierwszy raz pocałunek dwóch kobiet wywołał u mnie TO.. - usiadł na swoim miejscu i zaparł się z tyłu dłońmi. Uspokajał jeszcze swój oddech.
- Dobra Sam, teraz ty. - podałam jej butelkę. Ona od razu mocno zakręciła. Po kilku chwilach zatrzymała się na Louisie.
- Biorę pytanie.
- Ile centymetrów ma twój...
- Sam, może nie pytaj się o takie rzeczy na pierwszym spotkaniu, okay? - szybko zareagowałam, bo widziałam jak na twarzy Lou rodzi się lekkie zakłopotanie.
- No dobra, niech Ci będzie. To.. Jak długo znasz się z Mary i co Cię z nią łączy, bo nic mi nie chciała powiedzieć. - wytknęła mi język.
- Z Mary znam się - tu spojrzał na mnie - całe życie, z przerwą na te 14 lat rozłąki. Jako małe dzieci byliśmy najlepszymi przyjaciółmi i byliśmy dla siebie pierwszą miłością. Byliśmy nierozłączni, do czasu wypadku, po którym Mary wyjechała do Hiszpanii. Ale teraz znów jest blisko mnie i czuję, że niczego więcej już nie potrzebuję od życia. - mówiąc to patrzył mi prosto w oczy, które zaszły łzami. Przytuliłam go mocno, on wtulił głowę między moją szyję a bark. Reszta wydobyła z siebie ciche 'aww', co było słodkie.
- Dobra, koniec płakania. Kręć - puściłam przyjaciela i otarłam tych kilka łez, które spłynęły mi po policzkach. Butelka znów zawirowała i padło na mnie.
- Zadanie. - Louis zmierzył mnie wzrokiem od włosów aż po palce u stóp, potem popatrzył na wszystkich dookoła. Jego wzrok spoczął na Niallu.
- Zrobisz wszystko? -spytał mnie nie odrywając wzroku od przyjaciela.
- Pewnie.
- Doprowadź Nialla do szaleństwa. Tak, żeby Cię pożądał całym sobą...
Wszyscy spojrzeliśmy się na niego jak na wariata.
- Niall - zwróciłam się do blondyna - zgadzasz się?
- No możesz spróbować - powiedział niepewnie.
- Ona nie musi próbować. Jej każdy ulegnie - dorzuciła się Sam z zawadiackim uśmiechem.
- Co masz na myśli? - spytał Zayn.
- Zaraz zobaczysz.
Wstałam i poprosiłam gestem, by Niall zrobił to samo. Wcześniej ściągnęłam szpilki, więc byłam mniej więcej jego wzrostu. Spojrzałam mu bardzo głęboko w oczy. Zaczęłam zatapiać się w tym błękitnym oceanie. Widać w nim było ciekawość, ale także niepewność. Opuszkami palców przejechałam po jego ustach, zjechałam niżej po szyi na klatke piersiową. Mój wzrok podążał za palcami. Przygryzłam dolną wargę. Jego ciało przeszedł ledwie wyczuwalny dreszcz. Przejechałam dłońmi po jego klacie i brzuchu, najpierw w dół, potem znów w górę. On stał nieruchomo, przyglądał się moim ruchom. Znów spojrzałam mu w oczy. Wzięłam jego dłonie i położyłam je na moich biodrach dając przy tym znak, żeby się nie bał mnie dotykać. Podziałało. Przysunął mnie bliżej siebie. Nasze usta dzieliło teraz kilka centymetrów. Chciał mnie pocałować, wyczułam to. Rozszerzyłam lekko wargi jak do pocałunku, ale nie zrobiłam tego. Gdy ledwie moje usta zetknęły się z jego, uśmiechnęłam się. Nie wiedział, o co chodzi. I właśnie tak miało być. Powoli wsunęłam dłoń w jego włosy i zaczęłam składać delikatne pocałunki poczynając od kącika jego ust, przechodząc przez szyję, a kończąc na obojczyku. Jego dłonie błądziły po moich plecach.
- Czy wykonałam swoje zadanie? - szepnęłam mu do ucha erotycznym głosem.
- Raczej tak, ale musisz spełnić jeszcze jedną rzecz by zadanie było wykonane poprawnie. - ujął mój podbródek i przybliżył moje usta do jego. Czułam jego ciepły, krótki oddech. Był totalnie nakręcony. Złożył delikatny pocałunek na moich ustach. Nagle coś we mnie drgnęło. Spodobało mi się to. Chciałam więcej. Położyłam dłoń na jego karku i wpiłam się w jego usta. Zaczęliśmy pogłębiać pocałunek, robiliśmy to coraz bardziej zachłannie. Trwało to dobrą chwilę gdy wtem oderwałam się od niego całkowicie. Wyszłam z jego objęcia.
- Przepraszam, poniosło mnie trochę. - zakryłam usta dłonią i spuściłam wzrok.
- Boże, czułem się jakbym był na planie pornosa.. - wydusił z siebie Harry.
- Dobra jesteś. Udało Ci się jak rzadko której dziewczynie.. - powiedział Niall, po czym dał nieśmiałego całusa w policzek. - Chciałbym to powtórzyć, ale na osobności - wyszeptał na koniec. Spojrzałam w jego oczy. Znów ta ciekawośc i pożądanie malowało się w nich.
- Może kiedyś, ale musimy się już zbierać. - uśmiechnęła się do niego, po czym zabrałam swoje rzeczy i wyszłam, a Sam zaraz za mną. Gdy byłyśmy przed drzwiami do domu przystanęłam na chwile.
- Co jest? - spytała Sam.
- Wszystko szło po mojej myśli dopóki mnie nie pocałował.
- A co w tym złego?
- To, że On jest inny niż wszyscy inni faceci, z którymi się całowałam i to zaczyna mnie pociągać, a nie chcę tego.

Rozdział jest jaki jest. Końcówka jest do dupy no ale nie wiedziałam jak to zakończyć. W ogóle jest inaczej niż planowałam ale dobra. Zostawiam tak :) Chciałam, żeby było trochę sprośnie ale wyszło jak wyszło. Dalej może będzie tego więcej. Mam nadzieje że się spodobał i proszę o opinię, bo nie wiem czy dalej to ciągnąć.

środa, 18 kwietnia 2012

Rozdział 3


Sobota minęła niepostrzeżenie szybko. W niedzielę rano zadzwoniłam do Louisa, by omówić jedną ważną sprawę.
- Hej Lou! Nie obudziłam Cię?
- Nie, nie. Skąd. Już dawno nie śpię. - kłamczuch z niego okropny. Po tonie jego głosu ewidentnie można było wywnioskować, że wyrwałam go z głębokiego snu.
- Chciałam Cię poprosić o jedną rzecz.
- Jaką?
- Chciałabym by było to normalne spotkanie, bez jakichś niewiadomo jakich wygłupów, alkoholu i tego typu rzeczy. Chcę Ci przedstawić najważniejszą osobę mojego życia i nie chcę by ona czuła się źle. To ma być miłe, kulturalne spotkanie, jasne?
- Spoko, załatwione. - powiedział już bardziej ogarniętym głosem.
- Cieszę się. To za kilka godzin będziemy. Pa.
- Paaaaa. - ziewnął przeraźliwie na koniec.

Punkt 15 stałam pod drzwiami ogromnego białego domu. Zadzwoniłam dzwonkiem. Kilka chwil później drzwi się otworzyły i ujrzałam w nich Louisa. Wyglądał identycznie jak 14 lat temu. Miał na sobie to. Ja zresztą też miałam akcent z tamtego dnia - białą zwiewną sukienkę.
- Cześć. Przyniosłam ciasto. Sama upiekłam.
- Hej, dzięki. A gdzie reszta?
- Sam i Jason zaraz przyjdą. - wtem usłyszeliśmy wesołe okrzyki mojej przyjaciółki - już są - uśmiechnęłam się do Lou i weszłam do środka, a zaraz za mną Sam i Jason. Widok dwójki moich towarzyszów lekko zdziwił Louisa, zwłaszcza Jason.
Sam. Totalne przeciwieństwo mnie. Długowłosa blondynka o błękitnych oczach, przyjaznym uśmiechu, przeciętnej figurze i zgrabnych nogach. Ubrała się w granatową sukienkę.
Jason zaś miał ciemnobrązowe loczki, duże ciemne oczy, gdy się uśmiechał robiły mu się dołeczki, które mnie zawsze urzekały. Dżinsy, szara koszulka i marynarka. Po prostu elegancja sama w sobie.
- Zaraz wszystko Ci opowiem, ale może najpierw wejdziemy dalej, chyba że całe popołudnie mamy spędzić w korytarzu.
- Nie no, jasne. Wchodźcie dalej. Chłopaki! Ogarnijcie się trochę! Już przyszli! - krzyknął w stronę salonu, z którego wyszło czterech przystojniaków. - Zaprowadźcie naszych gości do salonu, a ja skoczę na chwilę do kuchni. - jak powiedział, tak zrobił.
- Witaj, jestem Liam - szatyn wyciągnął do mnie dłoń - Ty pewnie jesteś Mary. Od dwóch dni Louis bez przerwy tylko o Tobie mówi.
- Cześć. Na prawdę? - pokiwał twierdząco głową.
- Ja jestem Niall - uśmiechnął się blondyn.
- Harry Styles - powiedział z ciekawym błyskiem w oku chłopak w lokach.
- Mary Colins - odwzajemniłam spojrzenie, na co on cicho się zaśmiał.
- Zayn - wyciągnął do mnie rękę mulat, którą chętnie uścisnęłam.
- To tak. To jest moja przyjaciółka, Sa..
- Mary, pozwól, że sama się przedstawię - Sam jak zwykle udawała poważną 20-latkę - Samantha Windsor, najlepsza przyjaciółka Mary. - teraz nie wytrzymałam i wybuchłam śmiechem. Ona spojrzała się na mnie i momentalnie zrobiła to samo. Chłopcy nie wiedzieli zbytnio o co chodzi, więc zaczęłam tłumaczyć.
- Sam studiuje prawo i przy każdej możliwej okazji próbuje być poważna, tak jak przystało na przyszłą panią prokurator. Jak widać nie zawsze jej to wychodzi.
- To wszystko wyjaśnia. - powiedział wesoło Louis, który właśnie wszedł do salonu. - A ten młody mężczyzna to pewnie Jason. - popatrzył na niego.
- Tak, to jest Jason. Mój syn.
W salonie zapadła niezręczna cisza. Patrzyłam w oczy Louisa. Były pełne pytań, ma które chciał znać odpowiedzi. Ukucnęłam przed chłopcem i ujęłam jego rączki w swoje.
- Skarbie, posiedzisz tu teraz z Sam i tymi uroczymi chłopakami, a mama pójdzie na chwilę do kuchni, zgoda?
- No pewnie - dał mi buziaka, po czym chwycił Sam za rękę i pociągnął na kanapę. Ja wzięłam Louisa pod rękę i zabrałam do kuchni.
- To.. To jest Twój... Twój syn?! - zaczął mówić, gdy byliśmy już sami.
- Wiem, trudno w to uwierzyć, ale tak. To jest mój syn.
- Ale jak?
Oparłam się o blat i wzięłam głęboki oddech. Wiedziałam, że to będzie trudna dla mnie rozmowa.
- Po tym wypadku 14 lat temu wyjechaliśmy z rodzicami do Hiszpanii. Tam uczęszczałam do prywatnej szkoły. Rodzice robili wszystko bym była szczęśliwa i zapomniała o dawnym życiu. Do czasu. Gdy skończyłam 11 lat, coś zaczęło się psuć. Tata wracał późno w nocy z pracy, mama zaczęła coraz częściej wyjeżdżać na jakieś delegacje. W końcu po czterech latach postanowili się rozwieść. Stwierdzili, że to wszystko nie ma sensu, że ich miłość już dawno wygasła i teraz liczy się tylko kariera zawodowa. Po rozwodzie zamieszkałam z mamą. Nie było już tak jak kiedyś. Często byłam sama w domu, ona się mną w ogóle nie interesowała. Wpadłam w złe towarzystwo, zaczęłam pić, ćpać.. Dzięki Sam wyszłam z tego. Zerwałam z tamtymi ludźmi i z tamtym życiem.  Jednak jakiś czas później, odezwali się dawni kumple od prochów. Chcieli, bym do nich wróciła, bo jak nie to pożałuje. - w tym momencie zaczęłam się rozklejać - Ja próbowałam nie zwracać na nich uwagi, nie reagować na ich zaczepki. Zostałam za to brutalnie pobita i zgwałcona. Znaleziono mnie po kilkunastu godzinach ledwo żywą w jakiejś ciemnej uliczce na skraju miasta. Zabrano mnie do szpitala. Kilka tygodni leżałam podłączona do jakiejś aparatury. Tam okazało się też, że jestem w ciąży.  Powiedziałam o tym matce. A ona zrobiła wtedy coś, czego nie potrafię jej wybaczyć do tej pory. - zacisnęłam dłonie na skraju blatu -  Wyzwała mnie od zdzir i wyrzuciła mnie z domu mówiąc, bym więcej tam nie wracała. Jedyna osoba, która mi wtedy pomogła to Sam. To był czas, gdy skończyłyśmy szkoły i miałyśmy iść do liceum. Postanowiłam wyjechać z Sevilli. Rodzice Sam bardzo mi pomogli. Powiedzieli, że dziadkowie Sam mieszkają w Londynie i że jeśli chcę, to mogę u nich zamieszkać razem z dzieckiem. Skorzystałam z ich propozycji. Sam nie chciała mnie zostawiać i wyjechała razem ze mną. Zamieszkałyśmy tu, zaczęłyśmy tu chodzić do liceum, to znaczy ja rok później, bo akurat wtedy byłam w ciąży z Jasonem. Po jego urodzeniu zaczęłam normalnie żyć. No może nie do końca, bo musiałam być odpowiedzialna nie tylko za siebie, ale też za tego brzdąca. Musiałam szybko dorosnąć. Gdy byłam w szkole, Jasonem opiekowali się dziadkowie Sam. Tak jest do tej pory. Jest dla nich jak ich własny wnuk. Skończyłam liceum, poszłam na studia, znalazłam pracę. Oprócz tego w weekendy i czasami też w tygodniu daję korepetycje z hiszpańskiego, bo przecież biegle się nim posługuję. I tak żyję tu w Londynie, od prawie 5 lat.
Gdy skończyłam mówić zapadła głęboka cisza. Louis chyba analizował to, co do niego powiedziałam. W końcu obudził się z transu, podszedł do mnie i przytulił mocno do siebie.
- Od dziś my też jesteśmy Waszą rodziną. - głos mu się łamał. Nie wytrzymał napięcia i zaczął płakać a ja razem z nim. Tę chwilę przerwał jednak Jason, który właśnie wszedł do kuchni.
- Mamo, chodź. Będziemy oglądać film. - podszedł do mnie i przytulił do mojej nogi. Szybko otarłam łzy i wzięłam go na ręce.
- Idziemy, kochanie. - spojrzałam na Lou. Pozbierał się jakoś. Chwyciłam go za rękę i wróciliśmy do salonu. Usiedliśmy w trójkę na jednej z kanap. Ja koło Louisa a Jason na moich kolanach. Gdy film się zaczął, chłopak szepną mi do ucha jeszcze jedną obietnicę.
- Nie pozwolę nikomu Cię skrzywdzić, już nigdy. Za dużo dla mnie znaczysz. - po czym objął mnie ramieniem, tak, że mogłam poczuć się bezpiecznie.

Ufff.. Udało się jakoś. Liczę na liczne komentarze. Nadal jednak nie zostało jeszcze wszystko powiedziane. Tak więc tajemnic ciąg dalszy. Nadal też nie wiem z kim ma być Mary, waham się pomiędzy całą piątką. Jakaś podpowiedź? :*

wtorek, 17 kwietnia 2012

Rozdział 2


- Lou? - przysunęłam się do niego bliżej.
- Tak też możesz do mnie mówić, zresztą dużo lu...
- Nie o to chodzi. Lou Tomlinson. Chłopiec, który zawsze w niedzielę chodził w szelkach. Mieszkał w domu na przeciwko. Mój najlepszy przyjaciel i pierwsza wielka miłość.
Chłopak zaniemówił. Dopiero teraz  zaczęło do niego docierać, kim tak naprawdę jestem.
- Mary? Mary Colins? Dziewczynka, z którą spędzałem całe dnie na zabawie? Ta sama, która tylko w niedziele wyglądała jak normalna dziewczynka, bo tylko wtedy dawała się namówić na założenie sukienki? Moja najlepsza przyjaciółka i... Pierwsza miłość?..
- O matko... - łzy popłynęły mi po policzkach. Jemu też. Wstałam szybko z fotela, okrążyłam stolik, on zdążył tylko wstać, a ja rzuciłam mu się na szyję. Staliśmy w uścisku dobrych 10 minut. W końcu go puściłam i nie odrywając wzroku od jego twarzy wróciłam na miejsce.
- Jak mogłam się nie domyślić? Nadal masz ten sam cudowny uśmiech.
- Przepraszam, że Cię wcześniej nie poznałem. Zmieniłaś się i to bardzo. Minęło tyle czasu...
- To już 14 lat, od kiedy opuściłam Doncaster.
- Gdzieś Ty się podziewała tyle czasu? Chciałem do Ciebie zadzwonić, odwiedzić Cię, ale rodzice powiedzieli, że to niemożliwe...
- Wyjechaliśmy z kraju. Tęskniłam za Tobą, ale też musiałam szybko o Tobie zapomnieć i zacząć żyć na nowo.
- Ale jak Ty się tu znalazłaś?
- To opowieść raczej na osobne spotkanie. Lepiej opowiedz, co u Ciebie. - chwyciłam go za dłoń.
- Coż... Skończyłem szkołe, poszedłem do X-Factora, wsadzili mnie do grupy z czterema innymi chłopakami, bez których nie mógłbym już teraz żyć. Są dla mnie jak bracia, których nigdy nie miałem. Teraz jesteśmy gwiazdami światowego formatu, wydaliśmy płytę, jeździmy po świecie..
- A co u Twoich rodziców? Pewnie tęsknią za swoim jedynym dzieckiem?
- Rozwiedli się. - powiedział to z takim spokojem.
- Przykro mi - ścisnęłam mocniej jego dłoń.
- Dobrze jest. Na początku było ciężko... A co do tego jedynego dziecka to już nie jestem jedyny. Mam cztery młodsze siostry.
- No to masz ciekawie w domu. - zadzwonił mój telefon - Przepraszam Cię, muszę to odebrać. - Nie ma sprawy. - uśmiechnął się i dopił zimną już herbatę.
- Halo? Dobrze, zaraz będę. Opowiesz mi wszystko w domu, Jason. Też Cię kocham. - rozłączyłam się - Przepraszam Cię, ale muszę już iść. Czekają na mnie w domu.
- Nie ma sprawy. Może Cię odprowadzę?
- Jeśli masz czas, tyle że to na drugim końcu Londynu...
- Teraz tak łatwo nie dam Ci odejść - uśmiechnął się cwaniacko, objął ramieniem i wyszliśmy na ulicę. Złapaliśmy taksówkę, podałam mój adres i pojechaliśmy. Okazało się, że Louis znów mieszka na przeciwko mnie.
- Jak to się stało, że jeszcze się nie spotkaliśmy? - spytał po kilku chwilach.
- Może dlatego, że ja wychodzę bardzo wcześnie rano i wracam bardzo późno w nocy.
- Ale dziś wracasz o normalnej porze. Jest prawie 21.
- Bo dziś mam wolne w pracy.
- A! To wszystko wyjaśnia.
Zaczęliśmy wspominać nasze wspólne dzieciństwo.
- Czekaj! To Ty pierwsza zaczęłaś nazywać mnie 'Lou'. Powiedziałaś, że to będzie do mnie bardziej pasować niż 'Louis', bo to takie za poważne jak dla mnie, i powiedziałaś też, że nikt inny nie może mnie tak nazywać tylko Ty.
- Rany! Ty to jeszcze pamiętasz? - zdziwił mnie tym wspomnieniem.
- Tak, ale po Twoim wyjeździe uznałem, że pozwolę tak do mnie mówić tylko najbliższym przyjaciołom, takim jak Ty.
- Nawet nie wiesz jak tęskniłam za moim Lou. - wtuliłam się w niego. Tak dojechaliśmy do domu. Louis zapłacił za przejazd. Chciałam po połowie, ale on się uparł. Zawsze był uparty. Stanęliśmy przed furtką do średniej wielkości żółtego domu.
- Sama tu mieszkasz?
- Nie, z przyjaciółką z Hiszpanii i jej dziadkami. Prowadzimy raczej spokojny tryb życia. Nie tak jak Ci w tamtym domu. - wskazałam na ogromny biały dom po drugiej stronie ulicy, trochę na lewo od mojego.
- Noo.. To jest mój. To znaczy mój i moich przyjaciół. - skrzywił się. - Na prawdę jesteśmy głośno? - spytał nieśmiało.
- Czasami. Ale teraz wiem, kto tam mieszka i mam do niego numer telefonu, tak więc w każdej chwili mogę zadzwonić i poprosić o to, by byli odrobinę ciszej. - wytknęłam mu język.
- W sumie racja. Może wpadniesz do nas kiedyś. Może jutro? Poznasz resztę.
- Co jest jutro? Sobota? Nie za bardzo. Od rana daję korepetycje, potem zakupy, sprzątanie..  Może w niedzielę, tak jak za dawnych lat?
- Świetnie. Możesz przyjść z przyjaciółką i tym.. Jasonem - tu lekko się zasmucił - jeśli tylko będą chcieli.
- Zapytam się. A o Jasona nie musisz być zazdrosny. Nie jest, że tak powiem, w moim typie. - rozchmurzył się po tych słowach. - To do zobaczenia w niedzielę o 15 u Ciebie, Lou. - przytuliłam go i dałam całusa w policzek, po czym odwróciłam się i ruszyłam do drzwi wejściowych. Zanim weszłam do środka obejrzałam się jeszcze za siebie i zobaczyłam, że on tam jeszcze czeka. Pomachałam mu i weszłam do domu. On, upewniwszy się, że już mnie nie ma, w podskokach wrócił do domu.

Powoli odkrywam karty :) Mam nadzieję, że jest choć trochę ciekawie. Kim jest Jason? Jak Mary znalazła się w Londynie? Co stało się w Hiszpanii? Tego dowiecie się w następnym odcinku :* Jeśli macie jakieś sugestie do tego, jak piszę to walcie prosto z mostu. Przyjmę nawet największą krytykę.

poniedziałek, 16 kwietnia 2012

Rozdział 1

17:38. Minęło już kilka godzin od tego dziwnego spotkania. Zadzwonić czy nie.. Biłam się z myślami. Dobra, raz się żyje. Wzięłam telefon do ręki, znalazłam w kontaktach odpowiedni numer i wcisnęłam 'Połącz'. Nie musiałam długo czekać na odpowiedź.
- Halo? - usłyszałam głos tego tajemniczego nieznajomego.
- Cześć. Poznaliśmy się rano w metrze, pamiętasz? Zapisałeś mi swój numer w gazecie.
- Jak mógłbym zapomnieć taką piękną dziewczynę jak Ty. Czekałem na Twój telefon. - słychać było, że cieszy się z tego telefonu.
- Miło mi to słyszeć. Miałbyś może ochotę się spotkać? - spytałam nieśmiało.
- Nawet nie wiesz, jak bardzo. Może być ta mała kawiarnia na Oxford Street za 15 minut?
- Jasne. Będę punktualnie.
- Świetnie. To do zobaczenia. - rozłączył się. Poczułam w środku jakieś dziwne ciepło po tej krótkiej rozmowie. Byłam bardzo ciekawa tego spotkania, tak więc nie czekając długo szybkim krokiem ruszyłam w umówione miejsce. Dobrze wiedziałam, gdzie to jest. Mała kawiarenka przy jednej z główniejszych ulic Londynu. Przytulne miejsce dla tych, którzy chcą uciec od szybkiego życia jakie prowadzi się w tym mieście.  Uwielbiałam tamto miejsce, często po egzaminach chodziłam tam by się odstresować. Weszłam do środka, nikogo nie było prócz dziewczyny stojącej za ladą. Byłam kilka minut przed czasem, zapłaciłam za duże cappuccino i usiadłam przy 'moim' stoliku w rogu sali. W chwili, gdy podano mi filiżankę, do środka wszedł on. Był ubrany nieco inaczej niż rano. Miał na sobie to. Pomachałam mu. Na mój widok na jego ustach zagościł uśmiech. Zamówił coś i podszedł do mnie. Z grzeczności wstałam i wyciągnęłam do niego rękę.
- Cześć. Jestem Mary Colins.
- Louis Tomlinson, miło Cię poznać - uścisną moją dłoń, po czym usiedliśmy na przeciwko siebie. Wpatrywaliśmy się w siebie do czasu aż kelnerka nie przyniosła filiżanki z herbatą dla Louisa.
-Mam takie dziwne wrażenie, że  skądś Cię znam, ale nie mogę sobie przypomnieć skąd. - zaczęłam.
- Musiałaś mnie pewnie widzieć w telewizji, albo przeczytać o mnie w jakiejś kolorowej gazecie lub w internecie -powiedział to z uwodzicielskim uśmiechem.
- Nie mam czasu na oglądanie telewizji, nie czytam plotkarskich portali ani kolorowych pisemek dla desperatek. Jestem bardzo zapracowanym człowiekiem, każdy dzień mam dopięty na ostatni guzik i raczej nie zajmuję się głupotami - powiedziałam na jednym tchu i wzięłam kilka łyków cappuccino.
- A jednak znalazłaś czas na spotkanie z kimś takim jak ja. - uśmiech nie schodził mu z twarzy. - Może jak poznamy się lepiej to coś Ci się przypomni? - wziął łyk herbaty. - Co powiesz na zabawę 'Pytanie-odpowiedź'?
- Pytaj o co chcesz. - usiadłam wygodniej na fotelu.
- Masz kogoś? - zapytał prosto z mostu, co lekko mnie rozbawiło.
- Nie, raczej nie.
- No to już niedługo to się zmieni. - w jego oczach widać było jakieś dziwne szczęście i radość.
- Sugerujesz coś?
- Nie nic. Po prostu taka piękna dziewczyna, jaką jesteś, na pewno szybko znajdzie kogoś, z kim będzie szczęśliwa.
To, że jestem piękna, słyszę po kilkanaście razy na dzień. Kręcone, kasztanowe włosy ledwo sięgające ramion, duże brązowe oczy, trochę 'słodkich' piegów na twarzy, figura modelki, średnie piersi i taki sam tyłek, no i nieziemsko długie nogi. Wszystkie atuty idealnie podkreślone ubiorem. Jestem uważana przez większość ludzi jako 'chodzący ideał', co często mnie wkurza.
- Myślisz, że teraz nie jestem szczęśliwa?
- Nie to miałem na myśli. Chciałem tylko powiedzieć, że gdyby znalazł się jakiś godny Ciebie facet to pewnie robiłby wszystko, byś była najszczęśliwszą kobietą na świecie.
- To miłe co mówisz. Dawno nie spotkałam takiego kokietera.
- Dobra. Wróćmy może do naszej 'zabawy'. - spuścił speszony nieco oczy, ale zaraz znów spojrzał mi w oczy - Ile masz lat?
- A na ile wyglądam? - spytałam nie chcąc od razu udzielać poprawnej odpowiedzi.
- No, na jakieś 19.
- Wow. Byłeś blisko. 30 grudnia skończę 21 lat.
- Niesamowite. Ja tyle skończę 24 grudnia. - powiedział uradowany - Od urodzenia mieszkasz w Londynie?
- To, jak się tu znalazłam, jest dość skomplikowane. Opowieść na osobne spotkanie. - zaśmiałam się nerwowo. - Urodziłam się w Doncaster.
- Teraz to żartujesz chyba? - widać zszokowały go lekko moje ostatnie słowa.
- Nie, dlaczego? - nie wiedziałam o co mu teraz chodzi.
- Ja też tam się urodziłem i wychowałem. - prawie krzyknął z radości, która go wypełniała.
- No patrz. Jaki ten świat mały. - zaśmialiśmy się oboje. - Mamy tyle samo lat, oboje pochodzimy z Doncaster. Zaraz się okaże, że mieszkaliśmy koło siebie albo chodziliśmy do tego samego przedszkola.
- Ja mieszkałem w takim dużym piętrowym domu z czerwonej cegły. Dookoła dużo drzew...
Nie słuchałam go dalej. Spojrzałam w jego niebieskie oczy i powróciłam nagle pamięciom do zdarzeń sprzed ponad 14 lat.
Lato. Siedmioletnia dziewczynka o długich kasztanowych włosach w białej zwiewnej sukience szła za rękę z chłopcem w jej wieku, ubranym w beżowe spodenki zapinane na szelki i w kolorowej koszuli. Za nimi, w zancznej odległości, ich opiekunowie. Wszyscy dobrze się znali, rodzice tej dwójki to najlepsi przyjaciele z czasów liceum. Ich dzieci razem się wychowywały, razem chodziły do przedszkola, razem też miały iść dalej przez życie. Taki był ich plan, aż do tego dnia.
To miał być zwykły, coniedzielny spacer. Jak zwykle o 15 cała szóstka wybrała się do pobliskiego parku, przez który przepływała rzeka. Dzieci szły z przodu, trzymając się za rączki. Widać było, że darzą się dużą sympatią. Wtem wpadły na pomysł, by pobawić się w berka. Ona klepnęła go w ramię i zaczęła szybko biec przed siebie, śmiejąc się wesoło. On pobiegł zaraz za nią. Biegli tak aż do rzeki, przy której dogonił ją. Jednak tam wydarzyło się nieszczęście. On, chcąc jej oddać, popchnął ją zbyt mocno. Dziewczynka wpadła do głębokiej rzeki i zaczęła się topić. Chłopiec zaczął wołać o pomoc, gdyż sam nie potrafił pływać. Ich rodzice zjawili się tam od razu. Ojciec dziewczynki bez zastanowienia wskoczył do lodowatej wody i wyciągnął na brzeg nieprzytomną córkę. Zabrano ją na pogotowie. Dziewczynka leżała w śpiączce przez ponad tydzień. Gdy wyszła ze szpitala, jej rodzice postanowili wyjechać ze swojego rodzinnego miasta, zrywając wszystkie kontakty, zwłaszcza z rodziną chłopca. Wyjechali do Hiszpanii, tam zaczęli nowe życie. Od tamtego czasu ona i on nigdy więcej się nie spotkali. Aż do dziś...


I jest pierwszy rozdział. Nie chciałam od razu zdradzać przeszłości głównej bohaterki. Chcę to zrobić stopniowo, żeby wywołać jakieś napięcie. Nie wiem jak to wychodzi długościowo na komputerze, bo będę raczej dodawać rozdziały z telefonu. Wiem, trochę wyidealizowałam bohaterkę, ale to tylko wygląd. Dalej nie będzie już tak idealnie :)

piątek, 13 kwietnia 2012

Prolog

Kolejny poranek w metrze z kubkiem ulubionej kawy, notatkami z uczelni i długopisem do kreślenia po nich. Moje jedyne 40 minut dziennie na przygotowanie się na zajęcia. Rozejrzałam się dookoła. Kilka siedzeń ode mnie był staruszek, który codziennie jedzie ze mną tą trasą i wysiada trzy stacje przede mną. W drugim końcu wagonu kobieta z dwójką dzieci, jadą do szkoły znajdującej się koło mojej uczelni. I nikt więcej. To są obrzeża Londynu, niewiele osób jeździ stąd do centrum o tej porze. Zaczęłam zagłębiać się w notatki i sączyć kawę, gdy na przeciwko mnie usiadł chłopak, mniej więcej w moim wieku, trudno stwierdzić. Ma kaptur na głowie. Widać musiał wcześniej biec, bo ciężko i szybko oddycha. Rozgląda się dookoła, jakby kogoś szukał. Upewnił się, że jesteśmy tu tylko w szóstkę i ściągnął kaptur. Trzeba przyznać nawet przystojny, nie pogardziłabym takim. Tylko... dlaczego ma na sobie takie dziwne spodnie? Jakby dopiero wstał z łóżka i wyszedł tylko po gazetę do kiosku. Ale nie mogę teraz się nim zajmować, za niedługo zaczynam zajęcia, a jeszcze się nie przygotowałam na nie. Jednak ten koleś jest strasznie intrygujący. Co jakiś czas spoglądam kątem oka na niego. Zaczął czytać jakąś gazetę, która leżała obok niego. To skupienie malujące się na jego twarzy, w jego oczach... Spojrzał na mnie i zaśmiał się cicho pod nosem. Cholera! Chyba spostrzegł, że przyglądam mu się od kiedy wsiadł.
- Mogę pożyczyć na chwilę długopis? - spytał ni stąd ni zowąd. Z chęcią mu go dałam. - Dzięki.
Zaczął coś pisać na gazecie. Pewnie rozwiązywał jakąś 'krzyżówkę dnia' czy coś w tym stylu. Nagle wstał, złożył gazetę i podał mi ją razem z długopisem, po czym uśmiechnął się i wysiadł. Szybko rozwinęłam ją i przeszukałam całą w poszukiwaniu tej zapisanej strony. Znalazłam, lecz zamiast wypełnionej krzyżówki zobaczyłam jakiś ciąg cyfr i krótki tekst 'Zadzwoń'. Uśmiechnęłam się do siebie. Wpisałam numer do telefonu z podpisem 'Przystojniak z metra'. Nie potrafiłam skupić się już w ogóle na nauce. Ciągle rozmyślałam o tym nieznajomym i nagle przyszła mi do głowy dziwna myśl. Ten uśmiech... Jakbym kiedyś już go gdzieś widziała. Ale to nie mógłby być on. To nie mógłby być ten sam chłopiec, przez którego kilkanaście lat temu diametralnie zmieniło się całe moje życie... A jeśli to prawda?



Po pierwsze - cześć. Dopiero uczę się z tym wszystkim tu obchodzić, ale mam nadzieję, że nie jest źle, jeśli chodzi jak na razie o wygląd. Postaram się o lepszy. Tak więc początek za mną. Jako taki, ale chyba może być. Mam nadzieję, że choć troszkę wciąga. W dalszej części byłoby więcej ciekawego mam nadzieję. Jeśli chcecie, bym to ciągnęła to postarajcie się tak o może 10 komentarzy. 
www.1-thing-can-change-a-direction-of-life.blog.onet.pl  <---- To mój inny blog, na którego zapraszam. Inna zupełnie historia od tej, już dłuższa i wciągająca.