czwartek, 31 maja 2012

Rozdział 16

- Louis!
Usłyszeliśmy krzyki Liama. Spojrzeliśmy po sobie i pobiegliśmy na górę. W drzwiach do pokoju Louisa stał Zayn. Mówił, a raczek krzyczał do telefonu.
- Tak! Proszę przyjechać jak najszybciej. Nie wiem co i ile tego wziął! Błagam, bądźcie tu jak najszybciej!
Podeszłam do niego. Spojrzałam w jego ciemne, przerażone oczy patrzące w głąb pokoju. Skierowałam swój wzrok w tę samą stronę. Louis leżał nie przytomny na podłodze, na prawym nadgarstku miał kilka cięć, z których obficie sączyła się krew. Liam siedział pochylony nad nim. Próbował zatamować krwawienie, jednocześnie starając się go ocucić.
- Louis! Otwórz oczy! Błagam! Powiedz coś! - krzyczał.
Uklęknęłam koło niego.
- Co on najlepszego zrobił?
- Połknął chyba całe to opakowanie - wskazał na małe (ok. 40 pastylek) pudełko po tabletkach - i popił to wódką. Potem musiał się czymś pociąć i stracił przytomność. Przybiegłem tu chwilę po tym, jak upadł, bo zaniepokoiły mnie odgłosy z jego pokoju.
Patrzyłam na twarz Louisa. Był blady. Nie mogłam powstrzymać łez.
- Boże, to przeze mnie! Dlaczego?!
Usłyszeliśmy sygnał karetki na końcu ulicy. Zayn zbiegł na dół by otworzyć drzwi.
- Co jest, kurwa? - z dołu słychać było krzyk zdezorientowanego Harrego. Ratownicy pokierowani przez Zayna weszli na górę. Kazali nam się odsunąć. Sprawdzili Louisowi tętno, podstawowe odruchy, po czym położyli go na noszach.
- Mogę jechać z Wami? - spytałam niepewnie.
- A kim Pani jest dla niego?
Szybko spojrzałam na Nialla. Pokiwał głową bym to powiedziała.
- Jego dziewczyną.
- To proszę z nami. - zeszli na dół, a ja za nimi.
- Pojedziemy za Wami. - powiedział Liam, gdy wsadzali Lou do karetki.
- Trzymaj się - szepnął do mnie jeszcze Niall, po czym wsiadłam do pojazdu i odjechaliśmy na sygnale.

Znowu kolejny dzień pod rząd spędzam w szpitalu. Louis miał płukanie żołądka i ogólną jakąś detoksykację. Udało im się też zatamować potężne krwawienie z nadgarstka. Podobno przecią żyłę, czy tętnicę.. Nie słuchałam dokładnie. Stałam obrócona twarzą do ściany. Niewiele do mnie docierało. W głowie ciągle miałam naszą kłótnię, widok jego całego we krwi, krzyki chłopaków... Leżał teraz pod kroplówką, dalej nieprzytomny, nie wiadomo kiedy się wybudzi. Podobna sytuacja dwa piętra wyżej, gdzie leży Jason.
Miałam tego dość, a telefon, który właśnie dostałam nie ułatwił mi życia.

- Halo?
- Pani Mary Colins?
- Tak.
- Aspirant John Redford. Czy znała Pani Paco Rodrigueza?
- Tak. To znaczy, jak to - znałam? Coś się stało?
- Przykro mi, ale Pan Rodriguez.. nie żyje. Został dziś potrącony przez autobus. Zginął na miejscu. Dzwonimy właśnie po jego znajomych i rodzinie by o tym poinformować.
- Emm.. Dziękuję za wiadomość. - głos totalnie mi się złamał. Łzy leciały strużkami po policzkach.
- Bardzo mi przykro. - rozłączył się.
Oparłam się plecami o ścianę i osunęłam się po niej na ziemię. Dlaczego moje życie jest takie skomplikowane? Dlaczego ja? Dlaczego?!
- Mary! - Sam właśnie przyjechała. Podbiegła do mnie i uklęknęła przede mną. - Mary! Paco..
- Nie żyje. Wiem - szlochałam.
- Byłam na komisariacie i dali mi to.. Dla Ciebie - podała mi czarną torbę. Jego torbę. Zostawiła mnie z nią samą. Poszła zobaczyć co z Louisem. Zajrzałam do środka. Był tam miś, zapewne dla Jasona, przy nim list, portfel, telefon, jakaś książka, trochę papierów, dokumenty...
Postanowiłam otworzyć list.

Cześć Jason! Pewnie mama da Ci ten list za jakiś czas. Nie wiem czy będziemy się widywać czy też nie. To zależy od niej :) Chciałem Ci tylko powiedzieć, że chociaż znam Cię dopiero jeden dzień to kocham Cię całym sercem. Mama nic mi o Tobie nie powiedziała. Odnalazłem ją po latach, bo dopiero wtedy dojrzałem do tego by zrozumieć, że kocham ją najmocniej na świecie. Pomimo tego wszystkiego co spotkało nas oboje. Wierzę, że wybaczy mi kiedyś. Pamiętaj mały, opiekuj się mamą. Kocham Was oboje. Tata Paco

Złożyłam list z powrotem i włożyłam do koperty. Kochał mnie. Zawsze mnie kochał. Tak jak Louis. Od dziecka. Teraz jeden przeze mnie leżał nieprzytomny po próbie samobójczej, drugi zginął przypadkowo na ulicy. Ciąży nade mną jakieś fatum...
Zajrzałam do książki. Oczywiście była po hiszpańsku. W środku były nasze zdjęcia z dzieciństwa i jego teraźniejsze. Uśmiechałam się przez łzy na widok jego wesołego wyrazu twarzy.
W portfelu miał trochę pieniędzy i też kilka zdjęć. Głównie moje. Kiedyś weszliśmy do takiego automatu co robił serię zdjęć. Właśnie te zdjęcia tu miał. Nasze młodzieńcze wygłupy... Już ich nie będzie. Nie dowiem się, jak bardzo mnie kochał, jak mógł pokochać Jasona.
Wzięłam do ręki jeden dokument. Znów ogarnęła mnie fala rozpaczy. Skąd On miał.... Akt zgonu i testament.. Mojego ojca.. Zrobiło mi się słabo przez chwilę. Podpierając się na stojącym obok mnie krześle wstałam, otworzyłam szeroko okno i zaczerpnęłam zimnego powietrza. Trochę mi przeszło. Przymknęłam okno i usiadłam na krześle. Zaczęłam pobieżnie przeglądać wszystkie papiery, jakie były w torbie. Dostał to listem poleconym. Miał mi to osobiście przekazać. Musieli mieć ze sobą jakiś kontakt. Wracając do dokunentów. Z nich wynikało, iż mój ojciec zmarł niecałe 2 miesiące temu i wszystko przepisał nie swojej nowej żonie ani jej dzieciom, nie mojej mamie, tylko... mnie: dom, w którym mieszkałam w Hiszpanii, udziały w jego firmie, ze dwa samochody, oszczędności i wiele innych.  Wszystko warte bagatela 50 milionów euro! Podpis na dole testamentu: 'Zostawiam Ci to jako wynagrodzenie tych wszystkich lat, które Ci zniszczyłem. Pamiętaj, że zawsze Cię kochałem i będę kochał. Tata.'
Tego dla mnie było za wiele. Spakowałam wszystko z powrotem do torby, przewiesiłam ją przez ramię. Poszłam jeszcze zobaczyć się z małym. Nie wiedziałam, kiedy znów go zobaczę. Potrzebowałam się od tego wszystkiego odciąć, przemyśleć na spokojnie swoje życie. Zostawiłam mu misia od Paco oraz karteczkę, że jest to prezent od jego ojca i że niedługo do niego przyjdę. Potem wymknęłam się ze szpitala, by reszta mnie nie zobaczyła. Pojechałam do domu. Spakowałam do dużej torby ciuchy, jakieś najpotrzebniejsze rzeczy, wszystkie oszczędności, jakie miałam przy sobie. Zamówiłam taksówkę. Wahałam się, czy zostawić jakąś wiadomość. W końcu nie zrobiłam tego. Zeszłam na dół. Wsiadłam do taksówki i odjechałam. Bez pożegnania, po cichu...

Nie wiem jak to wyszło. Czy dobrze czy źle. Głównie chodziło mi o to by ona właśnie wyjechała. A to co było przyczyną to jakoś samo tak przychodziło (no oprócz tego autobusu bo on był już ustalony). Przepraszam za literówki, błędy ortograficzne i takie tam. Nie znam się na tym poza tym program w którym to piszę wszystko nie koryguje mi błędów. Dziękuję za liczne przybycia i do następnego xx

poniedziałek, 28 maja 2012

# Od Autorki

Po pierwsze przepraszam dziewczynę, której komentarz przed chwilą skasowałam. Chciałam pozdrowić tą 'uświadomioną muchę', ale wcisnęło mi się skasuj. To było niechcący. Głupi telefon :) A po drugie, wiem. Nie ma jeszcze północy ale już dziękuję za te prawie 900 wejść dzisiaj. Boże! Nie spodziewałabym się nigdy tylu ludzi. Czasami chce mi się z tego powodu płakać. Po prostu dziękuję xxx
PS Myślę nad dodatkowym imaginowym dniem. Byłby to może czwartek lub piątek, ale nad tym się jeszcze zastanowię. A na razie jeszcze raz DZIĘKUJĘ <3 JESTEŚCIE KOCHANE xxx

IMAGINE #4

Ciepłe sobotnie popołudnie. Chmurki na niebie, słońce nawet tak bardzo nie raziło. Typowy majowy dzień. Postanowiliście pójść do zoo, gdyż od czasów dzieciństwa żadne z was tam nie było. Ubrałaś się w jasną zwiewną sukienkę, buty na obcasie. Przynajmniej teraz byłaś jego wzrostu. On jak zawsze - jakaś ciekawa koszulka i spodnie. Wyglądaliście jak para nastolatków. Prawdę mówiąc to nadal nimi byliście. Co z tego, że macie po osiemnaście lat, wasza miłość jest bardzo szczeniacka. Uwielbiacie spędzać razem każdą chwilę waszego życia, okazujecie sobie mnóstwo miłości, zwłaszcza publicznie. Nie widzicie świata poza sobą. Kupiliście wejściówki i zaczęliście przechadzać się po alejkach jednego z londyńskich zoo. Wszędzie dużo dzieci. Często rozmawiacie o tym, jak będzie wyglądać wasza przyszłość. Studia, praca, dom, dzieci.... Wszystko chcecie przeżyć wspólnie. Tak też jest i teraz. Patrzycie na roześmiane buźki dzieci chodzących za rękę ze swoimi rodzicami i wyobrażacie sobie siebie na ich miejscu. To takie słodkie i romantyczne. Liam jednak wszystko psuje...
Weszliście do pawilonu ze zwierzętami mieszkającymi w zimnych rejonach świata. Zrobiło Ci się trochę zimno, zaczęłaś się trząść.
- [T.I], zimno Ci? - pokiwałaś głową na znak, że tak jest. - Chciałabyś się rozgrzać?
- Głupie pytanie. Pewnie że tak!
Rozejrzał się dookoła. 
- Chodź za mną. - pociągnął Cię w nieznanym kierunku.
- Liam, ale tu chyba nie wolno wchodzić - zaśmiałaś się, bo to naprawdę zabawnie wyglądało. Biegłaś małymi kroczkami w swoich szpilkach za nim. Otworzył jakieś drzwi i zaciągnął Cię do środka pomieszczenia. Tam było jeszcze zimniej niż w pawilonie.
- Chcesz bym się rozchoro.. - nie dokończyłaś, bo zamknął Ci usta pocałunkiem. Jego miękkie wargi pieściły teraz twoje. Położyłaś dłonie na jego barkach. On objął cię mocno w talii, przybliżając bardziej do siebie.
- Liam. Nie znałam Cię od tej strony. Zawsze taki spokojny, zabawny. Raz na jakiś czas robisz coś zwariowanego..
- Od teraz będę robił to częściej.
- Znamy się tyle czasu, a Ty nadal mnie zaskakujesz..
- Chcesz się ogrzać? - ponowił pytanie sprzed kilku chwil.
- No jasne. W każdy możliwy sposób. - ostatnie słowa wypowiedziałaś bardzo podniecającym głosem. Zareagował natychmiast. Wpił się w Twoje usta, wasze języki wyprawiały jakieś dzikie tańce. Jego prawa ręka zjechała pod twoją sukienkę i dosięgnęła białych koronkowych fig. Bez wahania zerwał je z Ciebie.
- Liam! - krzyknęłaś rozbawiona jednak jego zachowaniem.
- Nie będą Ci teraz potrzebne, kochanie. - odrzekł z rozbrajającym uśmiechem i przeszedł do całowania twojej szyi. Twoje dłonie dorwały się do jego spodni. Rozpięłaś pasek, rozporek. Spodnie same opadły mu do kostek. Zaczęłaś masować przez materiał bokserek jego już nabrzmiałego penisa.
- Misiu, jesteś gotowa? - wyszeptał między jednym pocałunkiem z drugim.
- Nie każ mi dłużrj czekać...
Opuścił bokserki, chwycił Cię w pasie i podniósł do góry, powoli w ciebie wchodząc. Cała zadrżałaś z podniecenia. Oplotłaś nogi wokół jego bioder, a ręce wokół szyi. Przywarł do Twoich ust, z każdą chwilą przyspieszając ruchy miednicy. Dochodził do końca, obijał się o twój punkt G. To potęgowało orgazm, który zbliżał się. Ogarnęła cię fala niezmiernego gorąca. Przytuliłaś się mocniej do niego. Krzyczałaś w jego ramię, by nikt na zewnątrz tego nie słyszał. Liam miał już czerwone ślady po twoich paznokciach na swoim karku. Ciężko oddychał, jęczał z podniecenia. Zaczęłaś mieć skurcze, on też już dochodził. Wygięłaś się mocno do tyłu w bezdźwięcznyn krzyku. Poczułaś ciepło ogarniające całe twoje ciało. Pchną jeszcze konwulsyjnie kilka razy i usiadł na stoliku obok, ciągle trzymając Cię i będąc w Tobie. Obdarzyłaś go setkami drobnych pocałunków.
- Kocham Cię, wiesz? - wysapał.
- Wiem. Ja też Cię kocham.
Wtem usłyszeliście niby klaskanie. Spojrzałaś w głąb pomieszczenia.
- Liam, czy Ty wiesz, gdzie myśmy weszli?
- Nie. A co, co tam jest?
- Sam zobacz. - wskazałaś palcem na małą postać, która podbiegła do was. Nie mogłaś powstrzymać śmiechu, Liam z resztą też.
- No to zrobiliśmy mu mały pokaz - zaśmiał się.
- Tak! Teraz na pewno ten pingwin jest w pełni uświadomiony.
Stworzonko patrzyło teraz to na Ciebie, to na Liama, co chwila klaskając z radości.

Jest w zoo! Konczylam go w centrum handlowym i probowalam sie nie smiac xD dziekuje za tyle wejsc ostatnio i dzis prosze o tyle samo. Informujcie znajomych, rodzine, kogokolwiek. Bede wdzieczna za komentarze i do nastepnego xx

niedziela, 27 maja 2012

Rozdział 15

Jezu. Powiedzcie, że to był tylko zły sen. Że tego dnia w ogóle nie było.
Otworzyłam oczy. Leżałam w swoim łóżku, w ciuchach z poprzedniego dnia. Nie było tu Jasona. Kurde, czyli to jednak prawda. Spojrzałam na telefon. 20 wiadomości od Louisa i Nialla, 10 połączeń nieodebranych, w tym jakieś nieznane mi numery. Godzina - 10:42. Matko.. Dobrze, że mam od dziś dwa tygodnie wolnego, bo by mnie ze studiów wyrzucili. Poszłam wziąść kąpiel, zjeść śniadanie. Koło 12 postanowiłam odsłuchać pocztę

Niall : Mary, przepraszam za swoje zachowanie. Poniosło mnie, ale to tylko dlatego, że chce dla Ciebie dobrze. Zadzwoń. Kocham Cię.
Louis: Mary. Musimy porozmawiać, wyjaśnić sobie dużo. Znajdź dla mnie chwilę wieczorem. Pa.
Nieznane: Witam. Tu dr Hudson. Jestem prowadzącym Jasona. Chciałem tylko powiedzieć, iż dziś jakąś godzinę temu przyszedł mężczyzna podający się za jego ojca. Nie wpuściliśmy go, bo nie mieliśmy Pani zgody na to. Proszę o pilny kontakt w tej sprawie.

Hmm.. Podsumujmy. Paco musiał się od chłopaków dowiedzieć, że Jason jest w szpitalu. Niall się o mnie troszczy, a Louis nadal jest zły. Pojechałam do szpitala wyjaśnić sprawę z Paco. W drodze zadzwoniłam do niego, by przyjechał tam jeszcze raz. Czekał już tam.
- Podobno byłeś tu rano, ale Cię nie wpuścili. - uśmiechnęłam się do niego. - Ale teraz wejdziesz. - wzięłam go pod rękę i weszliśmy do środka. Doszliśmy do sali małego. Leżał popodłączany do tych maszyn. Był taki bezbronny. Odwróciłam na chwilę wzrok, by się nie rozpłakać.
- Hej, nie płacz. Nie chcę byś płakała. - poczułam jego dłonie na moich ramionach. Otarłam łzy.
- Chodź. Zobaczysz go. - chwyciłam go za rękę. Nie spodziewał się tego, ja zresztą też. Szczerze to nie wiedziałam co robię. Nagle pojawił się znów w moim życiu. Chciałam by poznał swojego syna i na odwrót, tyle że to drugie jest w tej chwili niemożliwe. Usiedliśmy po jednej stronie łóżka.
- Cześć Słoneczko. - ucałowałam Jasona - Przyprowadziłam Ci kogoś. - spojrzałam na Paco. Ten patrzył z miłością i wyrzutami sumienia na małego. - Przywitaj się.
- Czy On mnie słyszy? - kiwnęłam twierdząco głową. Zamienił się ze mną miejscem. - Cześć młody. Nie wiesz kim jestem. Do wczoraj też tego nie wiedziałem, ale od tamtego czasu postaram się by było lepiej. - ujął delikatnie jego małą rączkę - Jestem Twoim tatą.
W tym momencie nie wytrzymałam. Rozkleiłam się totalnie. Aż musiała wyjść na zewnątrz by ochłonąć. Wróciłam po 5 minutach. Paco opowiadał małemu o Hiszpanii. To było urocze. Posiedzieliśmy z nim około 2 godzin. Obiecałam, że jeszcze dziś wrócę do niego z chłopakami, a przynajmniej ich częścią.
Poszliśmy do kawiarni. Chciałam się dowiedzieć o Paco jak najwięcej. Przez te 5 lat dużo się zmieniło. Skończył studia pedagogiczne. Nie spodziewałabym się tego po nim. Nigdy. Ale.. Ludzie się zmieniają jak widać. Powiedział, że dla mnie, to znaczy w ramach poszukiwań mnie przeprowadził się do Londynu, znalazł tu pracę. Zaczęliśmy wspominać jak to było, gdy byliśmy mali. Gdy się poznaliśmy. Chodziliśmy do jednej klasy. Jednak po jakimś czasie wyrzucili go z niej. Kontakt się urwał. Do czasu gdy nie zaczęłam brać prochów. On mi je dostarczał. Znòw z nim przebywałam... Tego tematu jednak nie poruszyliśmy. Oboje chcieliśmy się od tego odciąć. Po naszej długiej rozmowie odprowadził mnie do domu. Chciał wejść do środka, ale miałam jeszcze coś do załatwienia. Pożegnał mnie całusem w policzek. To było całkiem miłe. Umówiliśmy się na telefon. Gdy zniknął za rogiem ulicy, ruszyłam w stronę domu chłopaków. Miałam do pomówienia i z Louisem i z Niallem, a że razem mieszkają, obojga dotyczy ta sprawa, więc załatwię to za jednym razem. Zadzwoniłam do drzwi. Otworzył mi Harry. Uśmiechnął się.
- W końcu ktoś pogodzi tych dwóch dupków. - wpuścił mnie do środka.
- O co Ci chodzi?
- No przecież pokłócili się o ciebie.
- To aż tak? - usiedliśmy na sofie w salonie.
- No a jak. Jesteś oficjalnie z Lou, a pokryjomu chodzisz z Niallem. I te zdjęcia w internecie..
- Gdzie oni są?
- Każdy u siebie. Od wczoraj stamtąd nie wychodzą.
- Mógłbyś ich tu poprosić? - zrobiłam słodką minę. Nie mógł mi odmówić.
- Zgoda, ale tylko ten jeden raz. - wstał i poszedł na górę. Słyszałam krzyki na górze. To nie będzie łatwa rozmowa. Pierwszy zszedł Niall, potem Harry, odgradzając od tego pierwszego Louisa, bo ten chyba by zrzucił go ze złości z tych schodów.
- Siadajcie - wskazałam na sofę na przeciwko mnie - Mamy do pogadania.
- To ja sobie pójdę.. Gdzieś. Nie chcę tego słuchać. - Harry wyszedł z domu. Chłopcy niechętnie usiedli na jednej ciasnej sofie.
- Macie mi coś do powiedzenia?
- Dlaczego mnie okłamałaś? Powiedziałaś, że mnie kochasz..
- Bo Cię kocham, Lou. Ale jego też kocham. Ale ja mam lepsze pytanie - czy Ty mnie kochasz?
- Nad życie...
- To dlaczego nie okazujesz mi tego?! Dziś od was obu dostałam wiadomości. Od Nialla były bardzo troskliwe, od Ciebie przepełnione nienawiścią.. - wstałam z miejsca i krzyczałam na niego.
- A jak inaczej mam się czuć? Ze mną nie spędziłaś ani jednej nocy, a z nim..? - Lou stanął na przeciwko mnie. Dzielił nas tylko stolik kawowy.
- On mnie kocha, troszczy się. Przy nim czuję się bezpieczna, kochana!
- Ale ja też Cię kocham, troszczę się..
- W to wątpię..
- Dlaczego?
- Zwątpiłam w dzień urodzin Zayna, gdy Ty zamiast zostać ze mną wolałeś pójść się zabawić! Widziałeś, że potrzebuję pomocy, ale nie! Wielki pan Tomlinson wolał przyciół niż swoją dziewczynę!
- Gdyby on się nie zgodził to zostałbym z Tobą!
- Tylko dlaczego zamiast od razu powiedzieć, że zostajesz spytałeś się jego?!
Niall siedział i przysłuchiwał się tej kłótni. Cała dygotałam ze złości.
- Mary, uspokój się.. - w końcu odezwał się Niall.
- Nie! Nie będę spokojna! Mój 'chłopak' - wypowiedziałam to słowo z ogromną trudnością, bo łzy zaczęły cisnąć mi się do oczu - ma mnie w dupie. Nie wiem czy mnie kocha szczerze, czy udaje...
- Ja udaje? To Ty mnie oszukujesz!
- Zamknij się, kurwa! Wiedziałeś, że znaczysz dla mnie wiele. Sam kazałeś mi pocałować Nialla podczas gry. Dlaczego? Gdybyś tego nie zrobił to nie byłoby tej rozmowy. Bylibyśmy szczęśliwi....
Łzy spływały po moich policzkach, były połączone z tuszem, który mi się rozmazał. Opadłam na sofę i ukryłam twarz w dłoniach.
- Mary.. Ja.. - Louis mówił smutnym głosem. - Przepraszam. - usiadł koło mnie, ujął moją twarz w swoje dłonie - Wybacz mi.
Spojrzał w moje oczy, przysunął się bliżej i złożył na moich ustach delikatny pocałunek. Odwzajemniłam go, ale.....
- Przepraszam Cię - odsunęłam go od siebie - Po prostu nie mogę - musnęłam jeszcze jego usta i wstałam.
- Ale jak to? - spojrzał na mnie. Chwycił mnie za dłoń. Nie mogłam na niego spojrzeć. - Kochasz go bardziej niż mnie... Jeśli tego chcesz to proszę. Jeśli z nim jesteś szczęśliwsza..
Wstał i już chciał odejść, ale złapałam go jeszcze za ramię. Przytuliłam go mocno.
- Zawsze będę Cię kochać. Jesteś moim najlepszym przyjacielem. - szepnęłam mu jeszcze do ucha.
- Wiem. - puścił mnie i poszedł na górę. Usłyszeliśmy trzask drzwi.
- Mary... - Niall stanął za mną i położył dłoń na moim ramieniu. Obróciłam się do niego. - Nie mu..
- Ciii - przyłożyłam mu palec do ust. - Kocham Cię, dajesz mi szczęście jak nikt inny, przy Tobie czuję się bezpieczna, kochana, potrzebna. Czuję się kimś..
Patrzył na mnie swoimi lazurowymi oczami. Przybliżały się do mnie. Poczułam jego delikatne usta na moich. Ten był inny niż Louisa. Z resztą każdy jego pocałunek był inny i to też sprawiało, że go kochałam.
- Louis! Matko Boska!!!

Noo jakiś jest. Musiałam jakoś wybrnąć z tego i nie wiem czy mi to wyszlo. Dramat na koncu :) Piszcie na dole co moglo sie stac z Louisem, PROSZE!! xx

wtorek, 22 maja 2012

# Od Autorki

Chciałam BAAAAARDZOOO podziękować za te dzisiejsze ponad 200 wejść. To pierwszy raz od kiedy założyłam tego bloga tyle osób weszło jednego dnia. Dziękuję za komentarze pod ostatnim imaginem. Następny będzie na poniedziałek lub coś koło tego :D Jeśli chcecie być informowane o nowych to w komentarzach podajcie nicki z twittera.
Prosiłabym o wypełnienie małej ankietki z boku po prawej stronie dotyczącej imaginów (jeśli czytacie bloga to tej pierwszej też). To pomoże mi w doborze odpowiedniego osobnika do pisania. Ten który będzie miał najwięcej to oczywiście z nim będzie najwięcej :) W komentarzach pod tym postem napiszcie też może w jakiej scenerii np chciałybyście przeczytać imagina. Ostatnio padła propozycja McDonalds no i jest xD Poprzedni był właśnie tam. Tak więc proszę i polecam się na przyszłość xxx

IMAGINE #3

Słyszysz delikatny szum lazurowej wody oceanu, zachodzące słońce muska jeszcze Twoją bladą skórę. Chwytasz garścią jasny piasek i powoli go wysypujesz. Zakochałaś się w tym miejscu, choć jesteś tu dopiero kilka godzin.
Zaraz po tym, jak przylecieliście na wyspę, pojechaliście do wynajętego domku przy prywatnej plaży. Nie czekając chciałaś wykorzystać cudowną pogodę, tak odmienną od tej angielskiej. Przebrałaś się w skąpe bikini, zabrałaś koc, butelkę wody, krem z filtrem, na głowę założyłaś kapelusz a na nos swoje ulubione czarne Ray Bany i tak wyszłaś. Ułożyłaś się wygodnie na złocistym piasku, wysmarowałaś kremem całe ciało, przyglądając się przy tym okolicy. Mieszkaliście w zatoce. Mieliście duży domek, własną plażę, kilkaset metrów dalej widać było niewielki jacht, który Louis pewnie też wynajął na wasze wspólne miesięczne wakacje na Hawajach. Byliście ze sobą już trzy lata, zwiedziłaś z nim tyle niezwykłych miejsc na całym świecie, ale to tu mogłabyś zostać do końca życia u jego boku. Ściągnęłaś górną część kostiumu, położyłaś ją obok na kocu i ułożyłaś się na plecach. Przymknęłaś trochę oczy i rozkoszowałaś się ciepłym słońcem, szumem oceanu, śpiewem ptaków i delikatnym powiewem wiatru. Po jakichś 30 minutach przewróciłaś się na brzuch otwierając przy tym oczy. Podparłaś brodę na dłoniach i patrzyłaś jak Twój mężczyzna krząta się na tarasie waszego królestwa. Uśmiechnęłaś się na ten widok i znów zamknęłaś oczy. Przysnęłaś na chwilę. Śniło Ci się, że Lou siedzi teraz na Twoich nogach i delikatnie masuje Twoje plecy. Było to tak realistyczne jak nigdy. Zaczęłaś mruczeć z zadowolenia. Wtem poczułaś, jak ktoś Cię całuje. Otworzyłaś oczy i obróciłaś się gwałtownie na plecy. To nie był sen. Twój osobisty kochanek na prawdę masował i całował Twoje ciało. Teraz siedział na Tobie okrakiem i przyglądał Ci się z uroczym uśmiechem przyszytym do twarzy. Miał na sobie bermudy, które pomogłaś mu wybrać przed wyjazdem. Widok jego ciała zawsze powodował u Ciebie dreszcze. Sunęłaś dłońmi po jego wyrzeźbionym brzuchu i klatce piersiowej.
- Mógłbym oglądać taki widok codziennie, do końca życia..
- Ja też - przeniosłaś jedną dłoń na jego kark i przyciągnęłaś go do siebie. Jego chłodna klata dotknęła Twoich rozgrzanych od słońca piersi. Przeszedł Cię przyjemny dreszcz. Czułaś jak sutki stają Ci na baczność. Patrzyliście sobie w oczy, po czym przybliżyłaś go jeszcze bardziej do siebie i zatopiłaś usta w namiętnym pocałunku. Był przy tym delikatny, jak zawsze. Zjechałaś trochę niżej i muskałaś wargami jego szyję.
- Tutaj? - spytał szeptem.
- Na to będzie jeszcze czas.. - szepnęłaś między jednym a drugim pocałunkiem.
- Jacht? - zaśmiał się cicho.
- Też nie.. - zjechałaś dłońmu na poziom jego pośladków. Boże! Sama chciałabyś mieć taki tyłek! Zawsze mu go zazdrościłaś, choć on ciągle Ci powtarza, że twój jest o wiele lepszy. Patrząc mu w oczy, przygryzłaś dolną wargę i uszczypnęłaś go tam. 
- Auu ! - krzyknął, co rozbawiło Cię - Jesteś bardzo niegrzeczna, zasługujesz na karę.
- Właśnie na to czekałam. - wyślizgnęłaś się spod niego i ruszyłaś w stronę domku. Patrzył za Tobą, jak idziesz i zmysłowo kręcisz tyłkiem. Robiłaś to specjalnie, wiedziałaś, że to go nakręca jeszcze bardziej na seks. Wiatr rozwiewał nieco Twoje długie włosy opadające na nagie plecy i piersi. Przy drzwiach stanęłaś, oparłaś się o futrynę i spojrzałaś za siebie. Siedział na kocyku i oglądał zachód słońca. Kochałaś go i dlatego nie powiedziałaś mu, że będą to Wasze ostatnie wspólne wakacje, we dwoje...
Wypakowałaś trochę swoich rzeczy i poszłaś wziąć orzeźwiający prysznic. Stałaś pod letnią wodą dosyć długo. Na tyle by on mógł wszystko przygowować. Wyszłaś z łazienki owinięta tylko kremowym ręcznikiem, z delikatnym makijażem, włosy upięte w kok traciły po bokach kosmyki opadające na twoją twarz. Czekał na ciebie w sypialni. Wszędzie było mnóstwo płatków róż, małe świeczki porozkładał po całej podłodze. Jak się postara to potrafi być romantyczny. Stał przy drzwiach w stroju kelnera, to znaczy miał na sobie tylko taki biały fartuszek i czarną muszkę na szyi. W jednej ręce trzymał tacę z dwoma kieliszkami szampana i chusteczką postawioną pomiędzi nimi. Wzięłaś jeden i upiłaś trochę napoju. On zrobił to samo, dalej trzymając tacę. Podniosłaś chusteczkę, by otrzeć usta i ujrzałaś małe czerwone pudełeczko. O mało co nie wypuściłaś kieliszka z dłoni. Louis odstawił oba na bok wraz z tacą, uklęknął przed Tobą i otworzył pudełko.
- [T.I], czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją panią Tomlinson?
Patrzyłaś na niego i nie mogłaś uwierzyć. Mężczyzna Twojego życia właśnie Ci się oświadczył.
- Oczywiście, że tak! - uśmiechałaś się, on jeszcze bardziej. Podałaś mu dłoń, by założył Ci pierścionek. Wstał, chwycił Cię w talii, podniósł i okręcił kilka razy.
- Kocham Cię! - cały czas powtarzał całując Cię w sam środek ust.
- Louuuisss!! - krzyczałaś przez śmiech - Wariacie! Postaw mnie!
Od razu to uczynił, ale nie wypuszczał Cię ze swojego uścisku. Malutkie pocałunki składał na Twojej twarzy, szyi, ramionach. Uwolniłaś go z muszki. On odsunął twarz od Twojego ciała i powoli odwinął ręcznik, którym byłaś okryta. Gdy ujrzał ciało swojej świeżo upieczonej narzeczonej, wypuścił materiał z rąk. Przyglądał Ci się uważnie przygryzając przy tym dolną wargę bardzo mocno. Przybliżyłaś się do niego i rozwiązałaś sznureczek od fartuszka, który również opadł na ziemię. Teraz staliście oboje nadzy na przeciwnko siebie i przyglądaliście się sobie.
- To co, przyszła Pani Tomlinson,  zaczynamy? - spytał w swoim uroczym akcencie, który bardzo Cię podniecał.
- Z chęcią, Panie Tomlinson.. - odrzekłaś głosem przesiąkniętym erotyką. Rozpuścił Twoje włosy tak, że opadły na twe plecy zakrywając je w połowie. Ujął Twoją twarz w dłonie i zaczął całować bez opamiętania. Ty wykorzystując to chwyciłaś jedną ręką jego członka i jeździłaś nią powoli w górę i w dół. Uśmiechnął się, wyczułaś to podczas pocałunku. Przyspieszyłaś. Jego oddech stał się płytszy, oderwał się od twych ust i nie puszczając Cię, patrzył w Twoje oczy. Te jasne, cudowne oczy przepełnione były teraz pożądaniem i radością. Czułaś pod palcami jak krew dopływa do tego organu, zaczyna pulsować. Przestałaś pocierać. W momencie, gdy On miał już szczytować, przerwałaś mu. Pchnął Cię na łóżko i mocno wszedł w Ciebie. Jęknęłaś z bólu.
- Obiecałem, że dostaniesz karę i dotrzymam tego. - szepnął Ci do ucha.
Poruszał się początkowo powoli, chcąc dać Ci dużo przyjemności z tego. Pieścił przy tym Twoje piersi, całował je oraz całe ciało. Lecz Ty zaczełaś go błagać o więcej. Nie musiałaś długo tego robić. Przyspieszył tempo. Przymknęłaś oczy i pojękiwałaś, co jakiś czas wydając z siebie drobny krzyk. On sapał i jęczał Twoje imię. Dobijał mocno do Ciebie a Ty wygięłaś się w łuk. Wreszcie osiągnęliście szczęście. Opadliście na łóżko koło siebie. Leżeliście na plecach, patrzylście się w sufit i łapaliście oddech. Nagle zaczęłaś się śmiać, sama nie wiedziałaś z czego. Spojrzał na Ciebie i dał całusa w policzek.
- A to za co?
- Za to, że jesteś tu ze mną, Kochanie.
Powiedział to z taką słodką miną, że teraz Ty zaczęłaś go całować. Usadził Cię na sobie. Cała zabawa zaczęła się od nowa. Teraz Ty nadawałaś swoje tempo. Wykonywałaś ruchy w przód i w tył, dłonią stymulując łechtaczkę. Twoje jęki wypełniały cały dom. Nie minęło kilka minut i znów nadeszło szczęście, tak jak kilka razy jeszcze tej nocy.

Rano obudziłaś się dość późno, bo koło 11. W łóżku byłaś sama. Louis zostawił Ci liścik.
Kochanie, gdy się obudzisz, pójdź do salonu, tam czeka na Ciebie prezent. xx
Szybko wyszłaś spod kołdry, założyłaś jego białą koszulę wiszącą na fotelu. Ledwo zakrywała Ci tyłek,no ale przecież jesteś tu sama. Powędrowałaś do odpowiedniego pomieszczenia. Tam znalazłaś duże płaskie pudełko przewiązane czerwoną wstążką. Rozwiązałaś ją i zajrzałaś do środka. Była tam krótka biała sukienka, welon i białe szpilki. Znalazłaś też kolejny liścik. Chcę byś założyła to i spotkała się ze mną na plaży o 17. Tylko nie wychodź do tego czasu z domu xx
Intrygujące, ale postanowiłaś działać zgodnie z instrukcją. Zjadłaś śniadanie, odświeżyłaś się, trochę poleniuchowałaś. Była 16, gdy zaczęłaś się szykować. Ubrałaś sukienkę, upięłaś włosy, a w nie wpięłaś welon. Makijaż, buty i równo 17 wyszłaś przed dom. Zaniemówiłaś. Przy samym brzegu morza stał Louis, w białej koszuli i zwiewnych spodniach. Koło niego ksiądz. Przed nimi było kilka krzeseł, na których siedzieli wasi rodzice, rodzeństwo i reszta zespołu. Droga do Twojego wybranka była usłana płatkami róż. Zdjęłaś buty i boso szłaś po piasku do niego. Uśmiechy nie schodziły z waszych twarzy.
Ceremonia była krótka. Od razu powiedzieliście sobie 'Tak', Harry podał wam obrączki i na koniec pocałowaliście się.
- Kocham Cię. Dziękuję Ci za to. - szepnęłaś mu do ucha, gdy go przytulałaś.
- Jesteś moim skarbem, którego nie chcę stracić. - odpowiedział. Po waszym ślubie odbyła się kolacja, po której goście odjechali, a następnego dnia wrócili do domów. Wy obchodziliście miesiąc miodowy w swoim małym świecie.
Tak. Miesiąc. Tyle trwało wasze małżeństwo. Gdy wróciliście do Londynu od razu skierowałaś się na kolejną chemioterapię. Twój organizm jednak jej nie wytrzymał. Odeszłaś, zostawiając go z wspomnieniami. Louis wiedział, że możesz umrzeć, dlatego zrobił to wszystko dla was. Nigdy później nie związał się z nikim innym, gdyż kochał tylko Ciebie.

Wesołe, ekscytujące, smutne, dramatyczne.. Dużo się stało. Szczerze to jestem dumna z tego tekstu. Długo go tworzyłam, chciałam by taki był. Z początku miałam na niego inny pomysł z innym chłopakiem, ale wydaje mi się, że tak jest lepiej.
Od teraz będą IMAGINOWE PONIEDZIAŁKI. Będę starała się pisać imaginy na każdy początek tygodnia. Co o tym sądzicie? :**
Dziękuję za ilość odwiedzin xx

sobota, 19 maja 2012

Rozdział 14

- Kim Pan jest? - spytałam mężczyznę o może 2 lata ode mnie starszego. Siedział na łóżku ze zwieszoną głową, jakby nad czymś rozmyślał. Na dźwięk mojego głosu podniósł ją do góry. Wstał, uśmiechnął się i wyciągnął do mnie rękę. Zmierzyłam go wzrokiem, po czym uścisnęłam ją.
- Pewnie mnie nie pamiętasz - mówił płynnie po hiszpańsku - Paco Rodriguez.
Ścisnęłam mocniej jego dłoń, gdyż powróciło do mnie to zdarzenie sprzed 5 lat.

Ciepłe lipcowe popołudnie zostało właśnie zakłócone. Paco wysłał do mnie wiadomość, że chce się ze mną spotkać. Nie chciałam za bardzo, ale jednak się zgodziłam. Zrobiłam to w tajemnicy przed Sam, której obiecałam, że już nigdy się z nim nie spotkam. Umówiliśmy się w jego dzielnicy, po drugiej stronie miasta. Byłam na miejscu, o konkretnej godzinie. Czekałam pod starym sklepem z winylami, dawno już zamkniętym, zakurzonym i obskórnym. W oddali ujrzałam sylwetki dwóch osób idących w moim kierunku. To był on i jakiś jego kolega. Podeszli do mnie.
- Witaj piękności moja. - Paco chwycił mnie w talii i chciał pocałować, ale szybko obróciłam głowę i zamiast w usta pocałował mnie w policzek. - Grasz niedostępną? Lubię takie.. - szepnął mi do ucha. Wyczułam, że pił. Odsunęłam go od siebie. 
- Myślałam, że będziemy sami. - spojrzałam niechętnie na chłopaka, który stał obok nas oparty o ścianę budynku. Też był wstawiony, bo lekko się chwiał. 
- Mary, przecież znasz Juana..
- Zostaw mnie. - odsunęłam go trochę od siebie, ale nie chciał mnie puścić. - Po co chciałeś się spotkać? 
- Chciałem powspominać z Tobą czasy gdy byłaś z nami. Pamiętasz, jak dobrze się razem bawiliśmy.. - zaczął całować mnie po szyi. 
- Nie. Nie pamiętam i nie chcę. Nie chcę mieć nic wspólnego z dragami, prochami, Tobą i całą tą Twoją ćpającą zgrają małolatów. - zaczęłam się wyrywać, wskutek czego uderzyłam go w twarz bardzo mocno. 
- O nie. Tak nie będziemy się bawić. - złapał się za bolące miejsce - Juan, złap ją za ręce. 
Ten posłusznie wykonał polecenie. Złapał mocno moje ręce od tyłu i zaprowadził do najbliższego zaułku. Paco szedł powoli za nami. Stanął przede mną. Włożył dłoń pod moją sukienkę do moich majtek i zaczął nią napierać do środka mnie. Patrzyłam na niego błagalnie, by tego nie robił. 
- Nie chciałaś po dobroci to teraz dostaniesz karę. - powiedział z szyderczym uśmiechem na twarzy, po czym zerwał moje majtki, spuścił nieco swoje spodnie w dół i chamsko i brutalnie wszedł we mnie. Zaczęłam krzyczeć na cały głos, ale Juan stłumił krzyk kładąc dłoń na moich ustach. Zaczęłam płakać i wyrywać się, ale to nic nie dało. Wtem poczułam, jak koleś za mną też chce mnie przelecieć, bo coś w jego spodniach drgnęło. Kiwnął do Paco, czy mu też pozwoli. Ten tylko odrzekł:
- Bierz tył.
Najpierw nie wiedziałam, o co chodzi, ale później zrozumiałam. Juan wyjął swojego penisa ze spodni i wsadził mi go od tyłu. Teraz obaj mnie posuwali. Myślałam, że odlecę. Zaczęłam tracić czucie w nogach, momentami nie mogłam oddychać. Nic nie robili sobie z tego, że podczas cego tego zdarzenia dostałam 3 orgazmy, każdy tak samo duży. W końcu obaj nie mieli już chyba ochoty ani siły, więc puścili mnie. Ja tym bardziej nie miałam na nic siły, dlatego upadłam na ziemię, ciężko oddychając.
- Niezła byłaś, szmato - powiedział Paco - ale to nie wystarczy.
Po tych słowach kopnął mnie kilka razy z całej siły, jakbym była piłką, po czym odeszli, zostawiając mnie na ziemi wpół przytomną.

- Jak śmiesz tu przychodzić? - mówiłam po hiszpańsku - Po tym, co mi zrobiłeś? Jak zrujnowałeś mi życie?! - zaczęłam krzyczeć.
- Uspokój się - chwycił mnie za ramiona, ale gdy zobaczył w mych oczach strach od razu je puścił - Posłuchaj. Zmieniłem się. Rzuciłem tamto wszystko. Całe to ćpanie, imprezowanie... Chciałem Ci o tym powiedzieć, ale było za późno. Było to jakieś 1,5 roku po naszym ostatnim spotkaniu, jeśli można tak to nazwać. Byłem w Twoim domu, u Twojej matki, ale ona powiedziała mi tylko, że już tam nie mieszkasz i nie chce Cię znać. Szukałem Cię wszędzie, po wszystkich znajomych. To też długo trwało. W końcu dotarłem do rodziców Sam, jakieś dwa miesiące temu. Powiedzieli mi tylko, że mieszkasz teraz w Londynie. Postanowiem Cię tam odszukać. Chodziłem po urzędach, szpitalach, szkołach, aż w końcu gdzieś w jakiejś gazecie znalazłem ogłoszenie, że udzielasz korepetycji. Zapisałem adres i tak tu się znalazłem.
Patrzyłam na niego z obrzydzeniem. Ten gość zrujnował doszczętnie moje życie, a teraz miałabym mu w to uwierzyć? Nie, jeszcze czego.
- Po co to wszystko zrobiłeś?
- Bo zależy mi na Tobie. Zawsze tak było. Kocham Cię - tu chwycił delikatnie moją dłoń. - Wiem, że nie chcesz mnie znać i w ogóle. Ale proszę. Daj mi chociaż szansę na to, że będziemy chociaż znajomymi jeśli nie przyjaciółmi.
- Wyjdź.
- Dobrze - powiedział zrezygnowanym tonem - Na stoliku zostawiłem mój adres i numer telefonu. - pokierował się do drzwi.
- Odprowadzę Cię - dlaczego ja to powiedziałam? Może dlatego, że żal mi się go zrobiło? Nie wiem. W ciszy zeszliśmy na dół, otworzyłam drzwi, a tam..
- Mary, musimy porozmawiać - Louis chciał wepchnąć się do środka, ale gdy zobaczył Paco cofnął się nieco.
- Palancie! Chciałeś wyjaśnień to wchodź a nie stój na mrozie! - krzyczał Niall stojący za nim.
- Chłopaki wchodźcie. Emm... Paco już wychodzi.
- A przepraszam ten to kto? Kolejny z którym sypiasz za moimi plecami?! - Lou podniósł głos.
- Nie i przestańcie krzyczeć. Jest noc.
- Mary, o co chodzi? - wtrącił się po hiszpańsku Paco.
- Nic, po prostu..
- Czekaj, Ty jesteś podobny do Jasona.. - zaczął Niall.
- A Ty skąd znasz hiszpański? - rzuciłam do niego, bo ewidentnie zdziwiło mnie, że zna ten język i nawet się nie pochwalił.
- Po prostu - znam i już.
- Chwila, kto to jest Jason? - spytał Paco patrząc na naszą trójkę - I kim wy jesteście?
- My - jej przyjaciele, a Jason to jej syn..
- A Ty to kto? - spytał się go w twarz Lou.
- Paco.. - był lekko zdezorientowany - czekaj.. Jak to Twój syn?
- Boże! Albo wchodzimy do środka albo zostajemy na dworze? - krzyknęłam by się uspokoić. Spojrzeli na mnie jak na wariatkę i ustalili, że zostajemy na tych cholernym mrozie.
- Dobra, po kolei. Paco, to jest mój chłopak i najlepszy przyjaciel - wskazałam na chłopaków - Jason to jest nasz syn...
- To jest ten sukinsyn, który Cię wtedy zgwałcił? - wyrwał się Niall.
- Tak. - rzekłam stanowczo, by nie ponieść się niepotrzebnym emocjom.
- Ja mu zaraz.. - już rzucał się na niego z pięściami, ale udało mi się go odciągnąć.
- Uspokój się!
- Mary, powiedz mi dlaczego mnie oszukałaś? Mówisz mi, że mnie kochasz, a sypiasz z Nim? - zaczął swoje Lou.
- Wiecie co, kurwa. Dajcie mi wy wszyscy święty spokój. - krzyknęłam na nich i wróciłam się do domu. Miałam ich serdecznie dość. Krzyczeli jeszcze za mną, ale ja tylko raz się odwróciłam, pokazując im przy tym środkowy palec i weszłam do środka. Godzina pierwsza w nocy, a oni chcą jakichś pieprzonych wyjaśnień. Poszłam do pokoju i w ubraniach położyłam się na łóżko i od razu wymęczona zasnęłam.

No jako takie to. W końcówce sama się pogubiłam no ale jest juz prawie 2 w nocy wiec wybaczcie. Prosze o opinie :*

poniedziałek, 14 maja 2012

#2 IMAGINE

Najpierw przeczytaj na dole punkt 2 :)

Od ponad roku pracujesz w maku na kasie. Trzy razy w tygodniu masz nocną zmianę na McDrivie. To był właśnie jeden z takich dni. Godzina 9:55, czyli za 5 minut kończysz zmianę. Nareszcie. Na dworze było niemiłosiernie gorąco. Chciałaś się już przebrać, wyjść stąd, pojechać do domu i wziąść orzeźwiającą kąpiel. Ale nie było Ci to dane. Na ekranie zauważyłaś jeszcze jeden samochód. Podjechał pod okienko.
- Witam! Co.. - spojrzałaś na osobę za kierownicą po czym uśmiechnęłaś się - Cześć Malik.
Od pół roku, przynajmniej raz w tygodniu przyjeżdża podczas Twojej zmiany i z Tobą gada. Dobrze się już przez to poznaliście. Dziś przyjechał w nadzwyczaj dobrym humorze.
- Hej [T.I]. - uśmiechnął się i przeczesał włosy dłonią.
- Słuchaj, nie mam dzisiaj czasu na flirtowanie z Tobą, więc co zamawiasz, bo chce iść do domu.
- Jeśli tak to może... Dwie duże kawy, dwie sałatki i duży kubek pełen lodu - przy tym ostatnim zrobił dziwną minę. W ogóle, po co mu wszystko podwójnie? Nie będę dociekać. Zapłacił.
- Mogę Ci to za chwilę przynieść? Przebiorę się szybko, dam Ci to i będę już mogła iść wreszcie.
- Jasne. Stanę tam. - wskazał na miejsce dla 'Specjalnych zamówień'. Przytaknęłaś. Odjechał, a Ty zmieniłaś się z koleżanką. Przebrałaś się w to, zabrałaś jego zamówienie i wyszłaś. Idąc przez parking widziałaś, jak siedzi oparty o otwarty bagażnik swojego dużego czarnego samochodu, tego z przyciemnianymi szybami. Wyglądał nieziemsko. Biała podkoszulka opinała się na jego wyrzeźbionym torsie, przetarte jasne jeansy opuszczone lekko w kroku ukazywały jego kości miedniczne. Fryzura jak zwykle nienaganna i ten zniewalający uśmiech. Pierwszy raz od kiedy go poznałaś miałaś na niego ochotę. Szłaś powoli, delektując się słońcem i wiatrem, który rozwiewał Twoje długie kasztanowe włosy i powiewał sukienką. Przyglądał Ci się uważnie. Wreszcie do niego dotarłaś, wręczyłaś mu torbę i już chciałaś odejść, gdy złapał Cię za nadgarstek. Spojrzałaś mu w te czekoladowe oczy. Przez Twoje ciało przeszedł dreszcz podniecenia. Jego wzrok rozpalał Cię, było Ci jeszcze bardziej gorąco niż kilka chwil temu, gdy szłaś w pełnym słońcu. Przyciągnął Cię bliżej siebie tak, że Wasze usta dzieliło bardzo niewiele. Czułaś zapach jego słodkich perfum. Mogłabyś nimi oddychać na codzień. Ściągnął Ci marynarkę, odsłaniając tym samym Twoje nagie ramiona oplatane teraz przez ciepłe promienie słoneczne. Położył swoją dłoń na Twoim policzku.
- Chciałem to zrobić od pierwszego dnia kiedy Cię poznałem - to powiedziawszy zatopił swoje usta w Twoich. Z początku niepewnie, lecz gdy wyczuł, że mu się poddajesz, wsunął delikatnie swój język do Twoich ust. Od razu przyssałaś się do niego. Chwycił Cię mocno w pasie i położył na podłodze w bagażniku. Wyjął wszystkie tylnie siedzenia, by było więcej miejsca. Zaplanował wszystko.. Jego ciepły język i spragnione usta wędrowały po Twojej szyi, ramionach. Dojechał wreszcie na dekolt, jednak Twoja sukienka bardzo mu przeszkadzała w dalszym poznawaniu zakamarków Twojego ciała, także jednym ruchem zerwał ją z Ciebie, pozostawiając Cię tylko w białych koronkowych figach i szpilkach. Uniósł się nad Ciebie i uważnie przyglądał Twojemu ciału. Szczupłe ramiona, jędrne piersi z odznaczającymi się wyraźnie twardymi sutkami, płaski brzuch, pełne biorda i nieziemsko długie nogi. Myślał, że właśnie posiadł ideał kobiety. Odrzucił trzymany w ręce materiał sukienki, ściągnął swoją koszulkę i zniżył się, by znów obdarowywać Twoje rozpalone ciało pocałunkami i innymi pieszczotami. Wziął kilka kostek lodu. Jedną z nich przejechał po Twoich spierzchniętych ustach, dalej jadąc nią po szyi. Kolejną ochładzał mostek i brzuch. Jeszcze jedną doprowadzał Cię do szału, gdyż kręcił kółka wokół Twoich sutków, które zaraz potem ssał i przygryzał delikatnie. Wodziłać swoimi rękoma po jego karmelowej skórze. Wydobywałaś z siebie dźwięki, których jeszcze nigdy nie słyszałaś w swoim wykonaniu. Schodził coraz niżej, ściągną Ci szpilki i powoli, z Twoją pomocą pozbyliście się ostatniej części Twojej garderoby. Teraz miał Cię całą. Już chciał się do Ciebie dobrać, posmakować Cię, lecz przytrzymałaś go.
- Teraz Twoja kolej - powiedziałaś lekko zagryzając dolną wargę. Zamieniliście się miejscami. Teraz Ty górowałaś nad nim. Wzięłaś pozostałe kostki lodu. Dwiema schłodziłaś mu klatkę piersiową. Kolejną umięśniony brzuch. On w tym czasie masował Twoje piersi. Zniżyłaś się i zatopiłaś swoje usta w jego w namiętnym pocałunku. Drobnymi muśnięciami warg tworzyłaś drogę od jego ust aż do klamry od paska u spodni. Rozpięłaś ją, rozsunęłaś rozporek i pozwoliłaś mu zdjąć spodnie. Ku Twojemu zaskoczeniu nie miał bielizny.
- Jesteś bardzo niegrzeczny, Malik.
- Oj [T.I].. - chwycił Cie w pasie i obrócił. Znów byłaś pod nim. Bez ostrzeżenia wszedł w Ciebie całą długością swojego członka. Aż krzyknęłaś z bólu, jednak chwilę później był już on przyjemniejszy. Poruszał się płynnie, ciągle w takim samym tempie. Przymknęłaś oczy i rozszerzyłaś usta, by móc lepiej oddychać. Co kilka sekund jednak wydobywałaś z siebie jęki rozkoszy. On leżał na Tobie i przyssał się do Twojej szyi. Wsunęłaś dłoń w jego czarne włosy, co w połączeniu z jękami prowokowało go do dalszego działania. Przyspieszył nieco tempo. Zacisnęłaś oczy i wbijałaś swoje czerwone paznokcie w jego umięśnione plecy. Czuł, że zaraz osiągniesz szczyt, ale nie chciał już kończyć. Zwolnił znów do poprzedniego tempa. Otworzyłaś szeroko oczy i spojrzałaś w jego, nie wiedząc o co chodzi. Już było Ci dobrze, gdy On to przerwał. Wasze usta znów się złączyły.  Wykorzystałaś jego chwilowe zatracenie i powaliłaś go na podłogę. Teraz Ty miałaś nad wszystkim kontrolę. Usiadłaś wygodnie na jego przyrodzeniu i unosiłaś się lekko w górę i w dół. Jego masywne dłonie wodziły po całym Twoim ciele. Zaczęłaś pocierać łechtaczkę palcami, by mieć lepsze doznania. Przyspieszyłaś. Z Twoich ust wydobywały się okrzyki euforii. On również okazywał swoje maksymalne podniecenie poprzez wykrzykiwanie Twojego imienia. Wyczuł on silne skurcze Twoich mięśni co przyspieszyło jego chwilę szczęścia. Objął Cię za biodra i dźwignął się do góry. Chwyciłaś się go kurczowo, krzycząc w niebogłosy. Wykonywał teraz szybkie i krótkie ruchy w Tobie. Kilka chwil, kilka mocniejszych ruchów i oboje osiągnęliście raj. Opadł na podłogę, a Ty na niego. Próbowałaś złapać oddech, lecz było to trudne. On jedną rękę trzymał na Twych plecach, gładząc je przy tym. Drugą sięgnął po torbę.
- Kawy? A może sałatkę? - spytał uśmiechając się przy tym uroczo.
- Zayn.. - wydyszałaś tylko.
- Co? Ja zawsze jestem głodny po se.. - nie dokończył, bo zamknęłaś mu usta pocałunkiem.

1) Jeessstttt!!!!! Cieszmy się, bo 4 dni go pisałam. A z Zaynem to ciężko dobrego napisać. Myślę że ten jest taki przeciętny.

2) Z boku jest ankieta, według niej co tydzień (może!!) będzie jakiś imagin, tylko muszą być jakieś głosy oddane.

3) To specjalnie dla Magdy jest w maku :* tylko zamiast frytek jest salatka bo zdrowsza :P

sobota, 12 maja 2012

Rozdział 13

Z taksówki wypadłam jak burza. Dobrze, że umiałam biegać w szpilkach, bo bym się zabiła. Szybko na recepcji spytałam się, gdzie jest Jason. Powiedziano mi, że jest operowany na drugim piętrze. Pobiegłam do windy. Ze zdenerwowania cały czas wciskałam guzik myśląc, że od tego szybciej przyjedzie. W tym czasie doszedł do mnie Niall, który zapłacił za przejazd i zabrał moją torbę, o której kompletnie zapomniałam. Wsiedliśmy do windy. Gdy drzwi się otworzyły na końcu korytarza ujrzałam Sam siedzącą na krześle pod salą operacyjną.
- Sam! - krzyknęłam. Ona od razu wstała i zaczęła iść w naszą stronę. Zrobiliśmy to samo. Płakała. Przytuliłam ją. Sama też zaczęłam płakać.
- Sam, co się stało? - ujęłam twarz przyjaciółki w dłonie.
- Mary, przepraszam Cię. Powinnam lepiej go pilnować. Ja.. Ja nie chciałam. - płakała jeszcze bardziej.
- Uspokój się! Jak On spadł z tych schodów?!
- No.. Normalnie po nich schodził. W połowie poślizgnął się na jednym stopniu i przeturlał się jakoś po reszcie na sam dół. Leżał nieprzytomny. Na nic nie reagował. Zadzwoniliśmy po pogotowie. Powiedzieli, że może mieć wstrząs mózgu i złamany kręgosłup. Od razu zabrali go na salę operacyjną.
- Nie.. - szepnęłam. Puściłam ją i usiadłam na najbliższym krześle. Schowałam twarz w dłonie.
- Sam, jedź do domu. Ja tu z nią  zostanę. Zadzwonimy jak tylko się skończy. - słyszałam głos Nialla i czyjeś kroki w stronę windy. Po chwili Niall usiadł koło mnie i objął ramieniem. Wtuliłam się w niego i cicho płakałam.
- Wszystko będzie dobrze. Wyjdzie z tego, zobaczysz. - powiedział i pocałował mnie we włosy.

Siedzimy tu już dwie godziny i nic. Nikt zza tych drzwi nie wychodzi. Zaczynam się martwić. Niall zadzwonił do Liama i poinformował go o całym wydarzeniu. Ten odparł, że przyjadą jak tylko wszyscy będą w stanie. Przyniósł mi i sobie potem kawę. Kochany jest. Nagle z sali wyszła jakaś pielęgniarka, a za nią lekarz.
- Przepraszam, jestem mamą Jasona, Mary Colins. Co z nim?
- Państwa syn ma bardzo poważny uraz mózgu, złamał lewą nogę w kilku miejscach oraz rękę. Żebra lekko pocharatały mu płuca, ale nie przebiły ich. No i na szczęście nie złamał kręgosłupa, tak więc powinien wrócić do pełnej sprawności. Jest jednak w śpiączce i teraz musimy czekać, aż się wybudzi.
- Możemy go zobaczyć?
- Oczywiście. Pielęgniarka zaprowadzi Państwa. - uśmiechnął się i odszedł. Podeszła do nas jakaś starsza kobieta i pokierowała do sali, na której leżał mały. Założyliśmy ubrania ochronne i weszliśmy do niego. Był popodłączany do różnych aparatur, obok niego była kroplówka. Prawą rękę miał w gipsie, lewa noga wisiała w powietrzu. Nie mogłam na to patrzeć. Zacisnęłam usta i powstrzymywałam się od płaczu. Młoda pielęgniarka kończąca ustawianie urządzeń spojrzała na nas.
- Niech się Pani nie martwi. Syn wyjdzie z tego. Jeśli siłę odziedziczył po ojcu - tu uśmiechnęła się do Nialla, co go lekko speszyło - to wróci do zdrowia raz dwa. - to powiedziawszy wyszła zostawiając nas w trójkę. Usiedliśmy na krzesłach przy łóżku po obu jego stronach. Złapałam rączkę Jasona, przyłożyłam do ust i pocałowałam.
- Mój Skarb. Nie mogę Cię stracić.
Niall siedział i przyglądał się nam. Rozmyślał nad czymś. Rozumiem go. Uznano go za ojca, nie wiedział jak się zachować, co powiedzieć. Wyciągnęłam do niego drugą dłoń. Chwycił ją mocno. Cieszę się, że jest tu ze mną. Z nami.

Późnym popołudniem przyszli chłopcy. Wyszliśmy się z nimi przywitać.
- Mary.. - Liam jako pierwszy do mnie podszedł i przytulił. Zza jego ramienia ujrzałam Zayna i Harrego, którzy zaraz po nim też mnie objęli.
- Harry, gdzie jest Lou?
- Został w domu. Źle się poczuł.
- Rozumiem. Przepraszam Was, muszę zadzwonić do Toma. - zostawiłam płaszcz, torebkę i przeszłam w głąb korytarza.
- Niall, jak Ona się czuje? - spytał Liam.
- Wiesz, jest trochę roztrzęsiona. Boi się o niego.
- Przynieśliśmy mu miśka - powiedział Harry i pokazał dużego pluszowego misia. - Dasz mu go?
- Pewnie. W ogóle, uznali mnie tu za jego ojca. - zaśmiał się nerwowo przyglądając się maskotce.
- Ale jak to? - zdziwił się Liam - Przecież nawet nie jesteście do siebie podobni.
- Nie wiem, Liam! Głupio się z tym czułem, ale nic nie mówiłem. Ona mnie potrzebowała. Nadal potrzebuje. - spojrzał na chłopaków - Louis jeszcze się leczy po imprezie? Jak było?
- Jak już sam zacząłeś ten temat.. On jest załamany. Wszystko było dobrze dopóki nie wstał i nie zobaczył w internecie zdjęć Twoich i Mary z dzisiejszego poranka. - Liam mówił zdenerwowanym głosem.
- Nie rozumiem. - Niall zaczął udawać zdziwienie.
- Wiesz co, nie udawaj. Wszyscy widzieliśmy Wasze zdjęcia, jak przechadzacie się po Londynie objęci. Nawet było jedno zdjęcie, jak się całujecie - ciągnął Harry.
- Dobra! Kocham ją, tak? I nic tego nie zmieni. Zresztą, jeśli Louis jest tak tym przybity, to trzeba było z nią zostać samemu, a nie. - ściągnął fartuch i wręczył go Liamowi razem z misiem - Sami mu go dajcie - warknął i poszedł.

- Tom, nie przyjdę dziś - mówiłam trochę roztrzęsionym głosem. Stałam przy dużym oknie na końcu korytarza.
- Ale jak to? Źle się czujesz? A może ta cała piątka dała Ci niezły wycisk? - zaśmiał się.
- Tak się składa, że ta cała piątka to moi przyjaciele, w tym chłopak.
- Ten co miał urodziny?
- No właśnie nie.. Ale nie o tym chciałam rozmawiać. Chcę wziąść trochę wolnego.
- Ale Mary? Tak z dnia na dzień? Na dwie godziny przed dzisiejszym występem?
- Tom! - ze zdenerwowania zaczęłam mówić dużo głośniej - Powiedz mi, ile razy od podpisania kontraktu 5 lat temu wzięłam wolne?
- Pfff.. No nie wiem, chyba tylko dwa razy po jednym dniu.
- Dokładnie! Tylko dwa dni na pięć lat! A teraz proszę Cię, potrzebuję trochę czasu. Nie wiem.. Tydzień, może dwa...
- Dobra, możesz iść na urlop na ile chcesz tylko powiedz, po co?
Tu zamilkłam na chwilę. Próbowałam opanować emocje by się nie rozpłakać, jednak to mi się nie udało.
- Jason spadł ze schodów - łkałam - Jest teraz w śpiączce a ja muszę przy nim być.
- Trzeba było od razu mówić. Mary, trzymaj się. Wyjdzie z tego. Jest silny, tak jak Ty. Dzwoń i przyjdź, jak już mały będzie w domu. Cześć. - rozłączył się. Przymknęłam oczy i osunęłam się po szybie. Usiadłam na podłodze, podkuliłam nogi i schowałam w nich głowę.
- Mary.. - usłyszałam głos i kroki Zayna. Kucnął przede mną. - Mary.. - uniósłam moją głowę lekko do góry by na niego spojrzeć - Wiem, że jest Ci teraz ciężko, ale powiedz mi, dlaczego zrobiłaś to Louisowi?
Na jego twarzy widać było częściowe zdenerwowanie i przejęcie całą tą sprawą.
- Ja go kocham, ale chyba nie tak, jak On tego by chciał. Choć gdy jestem blisko niego to czuję, jakby On był całym światem. Ale.. Do Nialla czuję coś więcej. Ja Go potrzebuję. Potrzebuję jego uśmiechu, dotyku, obecności.. Ja.. Nie wiem, co mam teraz zrobić.
- Najlepiej porozmawiaj z Louisem.
- Chyba tak. - otarłam łzy wierzchem dłoni - Przepraszam Cię za ten pocałunek wczoraj. - zaśmiałam się.
- Spoko. Fajny był, ale to jednak nie to samo co z Sam.
- No patrz. W końcu jest w czymś lepsza ode mnie. - teraz to oboje się już śmialiśmy.
- Chodź. Zabierzemy Cię do domu. Pewnie jesteś zmęczona. - wstał i wyciągnął do mnie ręce. Pomógł mi wstać. Podeszliśmy pod salę Jasona. Chciałam go jeszcze raz zobaczyć przed wyjściem. Jednak to, co tam zobaczyłam było przeurocze. Harry i Liam mieli misia i mówili w trójkę do małego.
- A Wy co robicie? - weszłam do nich.
- Gdzieś słyszałem, że ludzie w śpiączce normalnie nas słyszą. Tak więc my i Pan Miś mówimy do Jasona. - wytłumaczył Harry.
- Aha. To teraz Pan Miś zostanie i przypilnuje Jasona, a my jedziemy. Późno już. - rzucił z uśmiechem Zayn. Wzięłam płaszcz, ucałowałam Jasona.
- Wrócę rano, Skarbie - szepnęłam jeszcze do niego i wyszliśmy. W samochodzie czekał już na nas Niall. Usiadłam koło niego i położyłam dłoń na jego udzie. Obrócił się do mnie, objął ramieniem i pocałował. Chłopcy dziwnie się na nas popatrzyli, z jakimś wyrzutem. Całą drogę przemilczeliśmy. Podjechaliśmy pod ich dom. Było już po 21, więc pożegnałam się z nimi i poszłam prosto do domu. Tam czekali na mnie Sam i dziadkowie. Wszystko im opowiedziałam. Już miałam iść na górę, gdy Sam mnie zatrzymała.
- Mary, masz gościa. Jest w Twoim pokoju.
- A kto..
- Po prostu idź. - miała poważną minę. Szybko udałam się do swojego pokoju. Otworzyłam drzwi i ujrzałam go siedzącego na łóżku.

Takie o. Nie wyszedł mi za bardzo, ale coś udało mi się napisać :)

czwartek, 10 maja 2012

#1 IMAGIN

Postanowiłam od czasu do czasu napisać jakiś imagin i go tu wrzucić. Tego napisałam jakiś czas temu, część już go widziała, część nie więc proszę :D Z góry przepraszam za dużą ilość literówek.

Piatek wieczor. Od pol godziny czekasz w klubie na swojego chlopaka. Gapisz sie w swojego drinka i bezcelowo bawisz rurka. Nagle ktos sie do ciebie dosiada. Obracasz glowe z nadzieja, ze to on. Mylilas sie. Zamiast wysokiego blondyna w okularach ujrzalas sredniego wzrostu szatyna. Wszedzie bys go poznala, byl twoim idolem. Nie chciakas wyjsc na jakas zbzikowana psychofanke, wiec opanowanym i cieplym powiedzialas do niego:
-Czesc Louis - Obrocil sie do ciebie i niemo usmiechnal.
- Czesc....
- [T.I]
- Tak, czesc [T.I]
- Co ty w ogole tutaj robisz?
- Przyszedlem ukoronowac dzisiejszy dzien upiciem sie. Za ciebie, ty suko. - uniosl kieliszek wodki i szybko go wypil. Skrzywil sie troche, poprosil barmana o kolejny i poczal tempo patrzec przed siebie
- Yyyy.. Chyba nie rozumiem.
- A czego tu mozna nie rozumiec? Zostawila mnie dla jakiegos studencika prawa! - wypil kolejny kieliszek. Nie chcialo ci sie w to wierzyc. Jak mozna zostawic kogos takiego jak Louis Tomlinson?! Twoje przemyslenia przerwal dzwiek twojego telefonu. Dostalas smsa od swojego chlopaka: 
- Przepraszam cie. Nie przyjde. Spotkalem na swojej drodze cudowna dziewczyne. Z nami koniec. - Patrzylas na ekran telefonu i nie wierzylas w to co tam widnialo. 
- Pieprzony dupek! - krzyknelas, wrzucajac telefon do torebki
- Woow.. Co cie tak zdenerwowalo? Albo raczej kto?
- Taki jeden palant, na ktorego stracilam pol roku mojego zycia
- No to witaj w klubie - usmiechnal sie do ciebie louis i zamowil wam jakies drinki. Zaczeliscie rozmawiac. Obgadywaliscie swoich eks. Bawilo was to cholernie. Drinki znikaly coraz szybciej. Z kazda chwila byliscie coraz bardziej pijani. W pewnym momencie louis polozyl swoja dklon na twoim udzie i zaczal po nim jezdzic, kierujac sie ku gorze. Krecilo cie to. Chwycilas go za jedna z jego szelek, przyciagnelas do siebie i czulym glosem spytalas: 
- To co? U ciebie czy u mnie? - uslyszalas jego cichy smiech
- chodz. Zabiore cie do mojego krolestwa, ksiezniczko - szepnak do twojego ucha. Zaplacil za wszystko, objal cie jedna reka, kladac dkon na twoim biodrze i tak wyszliscie. Zlapaliscie pierwsza lepsza taksowke, usiedliscie z tylu, on podal adres. Zarzucil ci swoja reke przez twoje ramie tak, ze bylas blisko niego. Przez cala droge szeptal ci do ucha bardzo nieprzyzwoite rzeczy. Jego bkiliskosc, cieply oddech, te slowa.. Wszystko to razem powodowalo, iz coraz bardziej sie nakrecalas. Czulas, jak powoli robisz sie wilgotna. Wyjechaliscie na obrzeza londynu. Dom, pod ktory podjechaliscie, byl dobrze strzezony, jednak bedac z louisem przeszlas bez zadnych problemow. Weszliscie do srodka. Nie zdazylas dobrze przejsc przez prog domu, gdy on przyparl cie do sciany i zaczal delikatnie calowac. 
- Louis. - przerwalas mu - jestesmy sami?
- Pewnie tak, ale nie mowmy teraz o tym. Zajmijmy sie przyjemniejszymi rzeczami
Oplotlas swoje rece wokol jego szyi, on wpil sie w twoje usta, objal za biodra i podniosl, polotlas swoje nogi wokol jego pasa. Wasze usta, jakby spragnione czulosci, ocieraly sie o siebie. Wasze jezyki walczyly zaciekle ze soba. Nie przerywajac pocalunku zaniosl cie do kuchni, usadzil na blacie stolu. Oderwal sie od ciebie na chwile, by zrzucic wszystko co znajdowalo sie na stole na podloge, nie zwazajac na to czy cos sie stluklo czy nie. Wrocil z powrotem do ciebie, lecz nie zaczal cie calowac tylko powoli rozbierac. Sciagnal twoja marynarke i rzucil ja niedbale za siebie. Szybko uporal sie tez z twoja bokserka, ktora swoje miejsce znalazla obok marynarki. Popatrzyl na ciebie. Bylas ladna dziewczyna, o jasnej cerze, nienagannej figurze i dlugich nogach. Twoje dlugie wlosy opadaly ci na piersi, ladnie wyeksponowane w koronkowym staniku. Juz chcial go z ciebie zciagnac, ale przytrzymalas go.
- Teraz moja kolej - zamruczalas. Stanelas przed nim. Pomimo iz nie bylas zbyt wysoka to twoje szpilki sprawily iz zrownalas sie z nim. Zdjelas mu szelki z ramion, powoli sciagnelas mu jefo koszulke w paski i rzucilas gdziekolwiek. Przejechalas dlonmi po jego torsie. Bardzo cie pociagla, zwlaszcza ta jego ciemniejsza niz twoja karnacja. Ujelas jego policzki, popatrzylas mu w te jego niebieskie oczy i zacchlannie pocalowalas. On wplotl dlonie w twe geste wlosy. Znow przejechalas dlonmi po jego klacie, brzuchu i dojechalas do rozporka. Zaczelas go rozpinac. Czulas, jak podczas waszego pocalunku on sie usmiecha. Rozpial twoj stanik. Zsunelas mu delikatnie spodnie do kostek. On tobie w ten sam sposob szorty i stringi. Stalas przed nim w samych szpilkach. Rozpalilas go swoim widokiem. Ukleknelas przed nim powoli sciagnelas mu bokserki. Odszedl kawalek w tyl, by zdjac je kompletnie i kopnal je gdzies w kat. Podszedl do ciebie tak, ze jego penis byl bardzo bliskio ciebie. Ujelas go w dlon i spojrzalas na twarz louisa. Malowala sie na niej ciekawosc i pozadanie. Patrzac mu w oczy wolno rozchylilas swe usta i pozwolilas jego koledze wejsc tam. Wzielas go calego i na chwile przystopowalas. Louis cicho jeknal. Wycofalas glowe i powtorzylas te ruchy kilka razy. Twoj jezyk zaczal szybko pracowac wokol jego trzonka. Chlopak zaczal jeczec coraz glosniej. Jedna reka przytrzymal sie stolu, druga gladzil twoje wlosy. Dawalas mu 100% swoich mozliwosci, czulas, ze zaraz dojdzie. Zaczal ciagnac twoje wlosy. Jeszcze kilka szybkich ruchow jezykiem i nie wytrzymal. Wytryskuje sie do ciebie, juz nie jeczac ale krzyczac twoje imie. Jego glosne sapanie i krzyki trwaja dalej do czasu kiedy skonczy. Ledwo mogl zlapac oddech. Wstalas i oblizalas usta usmiechajac sie przy tym do niego. 
- Bylas cudowna! Nigdy wczesniej nie przezylem czegs takiego. - wyszeptal.
- ciesze sie ze to ja bylam ta pierwsza - usmiechnelas sie figlarnie, jezdzac opuszkami palcow po jego klacie. Zlapal cie w talii i usadzil na stole.
- Pozwol, ze teraz ja pomoge ci sie odprezyc - powiedzial i uniosl jedna z twoich nog do gory. Sciagnal szpilke, rzucil ja za siebie. Zaczal delikatnie calowac twoja noge: kostka, lydka, udo. Ty w tym czasie polozylas sie na plecach i zamknelas oczy by lepiej czuc kazde zetkniecie jego warg z twoim cialem. Rozszerzyl ci bardziej nogi i zaczal dobierac sie do twojej vaginy. Calowal i przygryzal twoje wargi, a zaraz potem zaczal jezykiem dawac ci jeszcze wiecej przyjemnosci. Na poczatku cicho pojekiwalas, ale gdy przyspieszyl, twoje jeki zaczely przeradzac sie w krzyki. Wtem poczylas, jak wsadza w ciebie dwa palece i szybko jezdzi nimi w tobie, caly czas bawiac sie jezykiem twoja lechtaczka. Doprowadzal cie do obledu. Twoj oddech stawal sie krotszy i ciezszy. Twoje krzyki wypelnialy caly dom. Wygielas sie w luk i dalas upost emocjom. Louis dokladnie spil kazda krople twego soku. Probowalas uspokoic oddech, on w tym czasie pocalunkami jechal w gore. Dojechal do twoich piersi. Piescil je, ssal i przygryzal twoje sutki. Cala drzalas z podniecenia.
- Louis - zajeczalas erotycznym glosem. Nie musialas dwa razy powtarzac. Wstal z ciebie. 
- Ksiezniczko, czy moglabys zrobic mi przysluge i odwrocic sie do mnie tylem? - powiedzial to takim glosem iz gdyby prosil cie bys skoczyla w przepasc to bys to dla niego zrobila.
Poslusznie wstalas, obrocilas sie do niego plecami i oparlas sie na przedramionach na stole. Zlapal cie za biodra.
- Jestes gotowa na ostra jazde bez trzymanki? - szepnal ci do ucha
- Jak nigdy - w tej chwili poczulas, jak wchodzi w ciebie cala swoja dlugoscia. Jeknelas z bolu, ale byl to przyjemny bol. Rozstawil szerzej twoje nogi by miec lepszy dostep i wszedl w ciebie z duzo wieksza sila, obijajac sie o twoj punkt G. Krzyczalas jego imie, podczas gdy on poruszal sie w tobie szybciej i mocniej, jeczac i sapiac coraz glosniej. Czulas ogarniajaca cie fale przyjemnosci. 
-Louis! Juz prawie...
- Nie! Wytrzymaj jeszcze chwile! - warknal. Przymknelas oczy, zlapalas sie kurczowo stolu, ktory zaczal sie nieznacznie pod toba trzasc. Czulas, ze juz prawie dochodzisz. Tez to zauwazyl.
- Niewaz mi sie dochodzic poki ci nie powiem! - warknal tym razem bardziej szorstko. Louis ciezko oddychal, jeczal twoje imie w swoim slodkim i podniecajacym jeszcze bardziej akcencie i przymknal oczy, dajac z siebie wszystko i cieszac sie z przyjemnosci. Czujesz jego tik penisa w sobie i juz oboje wiecie, ze on zaraz osiagnie szczyt. Kilka mocnych pchniec, Louis krzyczy 'TERAZ!'. Wytryskujecie jednoczesnie, przezywasz najwiekszy orgazm w swoim zyciu. Czujesz cieplo rozchodzace sie po twoim ciele. Jeszcze jedno ostatnie mocne pchniecie przed odjazdem i slyszycie trzask. Ostatkiem sil Louis lapie cie w pasie, przycuaga do siebie i oboje osuwacie sie objeci na podloge. Przed wami lezy polamany stol. Slyszycie donosne oklaski, okrzyki i gwizdy reszty zespołu. Siedzieli na schodach. Wszystko widzieli.

Rozdział 12

Otworzyłam leniwie oczy. Za oknem było jeszcze ciemno, pokój oświetlony był tylko jedną nocną lampką stojącą przy łóżku. Leżeliśmy nadzy, okryci ciepłą kołdrą. On na plecach obejmując mnie jedną ręką, ja leżałam wtulona w niego; jego klatka piersiowa służyła mi za poduszkę. Dostrzegłam zegarek stojący na toaletce. 5:23. Spojrzałam na jego twarz. Spał spokojnie. Wydawał się szczęśliwy. Powróciłam myślą do dzisiejszej nocy. Była taka, jaka powinna być. Namiętna, zmysłowa, a zarazem niewinna. Po tym, co stało się wczoraj wieczorem, po tym moim wyznaniu całej prawdy czułam, jakby zaczął mnie traktować delikatniej, jakby bał się mnie stracić. On sprawia, że czuję się wyjątkowa. Przy nim mogłabym budzić się i zasypiać do końca swoich dni. Z każdą chwilą utwierdzam się w przekonaniu, że to On jest mi pisany. Z każdą sekundą kocham go coraz mocniej.
Złożyłam delikatny pocałunek na jego jasnej skórze, a zaraz za nim jeszcze kilka drobniejszych. Uśmiechnął się i zacisnął mocniej rękę oplatającą moje plecy dając tym samym znak, że też już nie śpi.
- Witaj Skarbie - otworzył jedno oko. - Jak się spało?
- Cudownie. - oparłam się na łokciach i uśmiechnęłam do niego odsłaniając rządek równiutkich  białych ząbków. Zachichotał, otworzył drugie oko i zaczął mi się bacznie przygladać.
- Coś nie tak? - spytałam, bo zaciekawiło mnie to co robił.
- Nie, wszystko w porządku. Podziwiam tylko kobietę, którą kocham i chcę zapamiętać każdy jej szczegół. - przejechał dłonią po moich plecach i wsunął ją w moje włosy, a kciukiem muskając policzek - Urocze są te piegi. - mówiąc to uśmiechnął się tak jak ja przed chwilą.
- Jeju, że też wcześniej tego nie zauważyłam! - powiedziałam to tak  uradowana jak małe dziecko.
- Co?
- Kiedy zdjęli Ci aparat?
- Aaaa to. - podrapał się po głowie - Przedwczoraj.
- Poczekaj, teraz z pełną świadomością muszę wypróbować ten Twój nowy uśmiech.
- Co masz na my.. - niedokończył gdyż zamknęłam mu usta pocałunkiem.
- Kocham Cię - odgarnął kilka krętych kosmyków z mojej twarzy.
- Ja też Cię kocham, Niall. - znów zaczęłam całować jego tors.
- Mary.. - zaśmiał się.
- Tak?
- To łaskocze.
- Na prawdę? - podniosłam się lekko do góry. Na jego twarzy gościł uśmiech, co musiało oznaczać, że tak. - Co robimy z tak pięknie rozpoczętą niedzielą, Romeo? - zmieniłam pozycję i teraz leżałam sobie na nim. Nasze nagie ciała stykały się ze sobą całkowicie. Były rozgrzane od ciepła kołdry, ale i od rosnącego pożądania.
- Do której możemy tu być?
- Hmm... Dziewczyny przeważnie zaczynają sprzątać koło 7. A co?
- No to, Julio, mam dla Ciebie propozycję nie do odrzucenia. Teraz pójdziemy wziąść prysznic, a potem zabieram Cię na śniadanko. Może być?
- Jak najbardziej.
Tak zahipnotyzował mnie swoim spojrzeniem, że dopiero, gdy byliśmy w łazience dotarło do mnie, że wspólny prysznic to także kolejna okazja by uprawiać seks. On oczywiście od razu przeszedł do rzeczy. Gdy tylko puściliśmy wodę, przyparł mnie do ściany i zaczął całować. Złapał mnie pod prawym udem i podniósł moją nogę, nakazując tym samym bym oplotła go nią w pasie, co też odruchowo uczyniłam. Chwilę później czułam go już całego w sobie. Zamknęłam oczy i cicho jęknęłam. Jego bliskość połączona z kroplami letniej wody opadającej na moje ciało doprowadzały mnie do granic możliwości.
- Patrz na mnie - szepnął mi do ucha - Chcę widzieć ten cudowny obłęd w Twoich oczach.
Otworzyłam je i z trudem patrzyłam w ten wyrazisty błękit jego oczu. Z każdą chwilą stawał się on mocniejszy. Chwyciłam go mocno za kark i przyciągnęłam do siebie. Już i tak ciężko oddychaliśmy, a ja dołączyłam jeszcze do tego pocałunki. Wtem przyspieszył.
- Niall.. - pisnęłam. Wbijałam mu paznokcie w skórę zostawiając tym samym czerwone ślady. Poczułam przyjemne ciepło ogarniające całe moje ciało. Rozluźniłam dłoń, On muskał ustami moją szyję. Dotarł potem do moich. Patrzyliśmy sobie w oczy i uśmiechaliśmy się. Potem w 15 minut wykąpaliśmy się i tak koło 6:30 byliśmy gotowi do wyjścia. Na dworze było ciemno i zimno. Ja ubrana tylko tak i płaszczyk. Jednak idąc z Niallem, będąc blisko niego, czułam ciepło. Szliśmy pustymi ulicami Londynu. Gdzieniegdzie tylko spotkaliśmy a to starszą panią, a to gościa z psem. Wtem stanęliśmy przed jakąś francuską kawiarnią. Wyglądała dość sympatycznie. Weszliśmy do niej. W środku, już od wejścia czuć było zapach świeżych croissantów. Można było podejść do stołu, wziąść to co się chciało, a potem zapłacić przy kasie. Ja wzięłam tylko sałatkę, dwa croissanty i dżem, no i dużą kawę. Niall zaś wszystkiego co było zabrał po trochu. Musiał być bardzo głodny :) Usiedliśmy przy stoliku zadraz przy wejściu. Byliśmy tu sami. Nie szczędziliśmy sobie czułości. Ciepłe spojrzenia, uśmiechy, chwytanie za dłoń, czy drobne pocałunki. Wręcz zapomnieliśmy, że jesteśmy w miejscu publicznym. Po śniadaniu ruszyliśmy do domu. Szliśmy powoli. Nie spieszyło nam się. U mnie wszyscy jeszcze śpią, a u Nialla odsypiają pewnie noc. Szliśmy objęci co jakiś czas całując się. Uwielbiam z nim być. Czuję się wtedy jak nastolatka ze swoją pierwszą miłością. Usłyszałam telefon w kieszeni od płaszcza. Wyjęłam go. Sam.
- Sam dzwoni. Coś musiało się stać, bo o tej porze to Ona jeszcze śpi.
- Odbierz.
- Sam, nie śpisz o tej porze? - zaśmiałam się.
- Mary szybko! Jedź do St. Marks Hospital!
- Sam powoli! Co się stało?
- Jason spadł ze schodów!
Jest jakiś dramat. Nie wiem czy jest sens to pisać.

poniedziałek, 7 maja 2012

Rozdział 11

W ciągu tych 2 tygodni spotkałam się z Louisem może ze dwa razy. Nawet nie wiem.. Jestem tak pochłonięta przygotowaniami do występu, że nie mam nawet czasu pobyć z własnym synem, a co dopiero z chłopakiem. Na szczęście znajdujemy chwilę w ciągu dnia, by choć przez tych kilka minut usłyszeć swoje głosy. To w dzień, zaś zawsze późno wieczorem prowadzę z Niallem bardzo nieprzyzwoite rozmowy. Też krótkie, ale za to bardzo zmysłowe. Ten gość nawet przez telefon potrafi doprowadzić mnie do obłędu.
Nadszedł dzień występu. Były to akurat urodziny Zayna. Przypomniałam sobie o tym na jakieś 30 minut przed wyjściem na scenę. Szybko wybrałam jego numer.
- Halo? - usłyszałam jego głos i jakiś szum.
- Cześć Zayn! Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin!
- Oh. Dzięki Mary, że pamiętałaś!
- Przepraszam, że nie mogę być z Wami. Pewnie świętujesz to z chłopakami no i Sam..
- Tak prawdę mówiąc, to z Sam jeszcze dziś nie rozmawiałem. A chłopaki szykują dla mnie jakąś niespodziankę. Ponoć 'męski wieczór'. Nie wiesz nic o tym?
- Nic a nic. Przepraszam Cię, ale zaraz mam występ i muszę się jeszcze przygotować. Jeszcze raz najlepszego.
- Spoko. My też wchodzimy właśnie do jakiegoś klubu. Nawet nie wiem jakiego, bo mam oczy przewiązane opaską - tu się oboje zaśmialiśmy - Jeszcze raz dzięki i powodzenia. - rozłączył się. Dokończyłam makijaż, szybko przypomniałam sobie cały występ.
- Tom! A tak właściwie, to gdzie Ci specjalni będą siedzieć? - krzyknęłam do niego. Podszedł do mnie, chwycił za biodro i podprowadził do sceny.
- Pierwszy rząd, boks zaraz pod sceną. Powinni już być. - wyjrzałam. Wszystkie miejsca były zajęte, prócz tego właśnie.
- A który z nich to ten szczególny? - spytałam oschle.
- Tyle wiem, że ma ciemniejszą karnacje niż pozostali. I pamiętaj - to jego 20 urodziny i mają być niezapomniane.
- Który pokój? - z niechęcią wyciągnęłam rękę.
- 213, tu masz klucz. Baw się dobrze - uśmiechnął się, ale to okropnie i zostawił mnie przy kurtynie.
Nienawidziłam tej części kontraktu, no ale nie miałam innego wyjścia. Na bardzo specjalne okazje, czyli jak ktoś da mnóstwo kasy, mam występować. Ponoć jestem za dobra by występować przed, jak to określił Tom, 'zwykłymi śmiertelnikami'. Dobrze, że tacy 'niezwykli' klienci zdażają się raz na pół roku. Cholernie nienawidzę tego, co robię.

*Niall*

Na 21 mieliśmy być w jakimś klubie. Nawet nie wiem jakim. Wszystko organizowali Harry i Louis, a po nich można spodziewać się wszystkiego. Przewiązali Zaynowi oczy, by nie podglądał. Ten miał z tego niezły ubaw. Z resztą my też. Zachowywał się jak totalny idiota. No ale mniejsza z tym. Mniej więcej 10 minut przed jakimś występem weszliśmy do niepozornego budynku. W środku jednak było już zupełnie inaczej. Ściany były pomalowane na czerwono lub czarno, na nich były jakieś małe lampki dające jednak dużo światła. W koło stało dużo mężczyzn obsługiwanych przez prawie nagie kobiety. Nie miałem złudzeń.
- Harry, czy my jesteśmy w .. - spytałem cicho.
- Burdelu? Tak.
- Choć to raczej klub ze striptizem połączony z burdelem. Czy coś takiego - dołączył się Lou - Ale ten jest ponoć najlepszy w całym Londynie, a nasz kochany Zayn - tu ściągnął mu w końcu z oczu tą cholerną opaskę - Załatwiliśmy dla Ciebie najlepszą dziewczynę, która tu pracuje.
- Ale wiesz. Liczymy po cichu, że się z nami podzielisz - zwrócił się do niego Harry, poruszając znacząco brwiami.
- Jesteście pieprznięci, obaj. - zaśmiał się Zayn - Przecież wiecie, że ja i Sam..
- Sam nie musi o niczym wiedzieć. Z resztą, poprosiłeś już ją o chodzenie? - Lou uwiesił mu się na ramieniu.
- No nie....
- No i widzisz! Problem z głowy. A teraz chodźcie. Zaraz się zacznie pokaz, a my mamy najlepsze miejsca.
Spojrzałem na Liama. Też nie był zadowolony z całego tego pomysłu, ale jak się bawić to na całego.
Weszliśmy do dużej sali. W dziwnym układzie stały jakby boksy? Po prostu - duże kanapy z czerwoną tapicerką, w kształcie litery 'U', a przed każdą stał stolik. Na wprost drzwi była ogromna scena, przysłonięta kurtyną. Większość miejsc była już pozajmowana.  Przeszliśmy przez całą salę i usiedliśmy w pierwszym rzędzie zaraz pod sceną. Od razu jedna z tych bardzo roznegliżowanych dziewczyn podeszła do nas i wzięła od Harrego zamówienie na drinki. Za chwilę wróciła z kilkoma rodzajami alkoholu i postawiła wszystko na stoliku. Liam bardzo mnie zaskoczył, bo powiedział:
- Jeżeli jesteśmy w taki dzień, w takim miejscu to symbolicznie mogę się z Wami napić.
Lou od razu z radością się na niego rzucił. Myślałem, że go udusi. No jeśli dla Liama jest to specjalne wydarzenie, to... Nie mam słów, tylko się napić. Udało nam się w piątkę wypić za Zayna, zanim zgasły wszystkie światła na sali. Zapanowała cisza. Kurtyna podniosła się. Na scenę, na dwóch jej końcach padły białe światła. Ujrzeliśmy dwie piękne dziewczyny siedzące w bardzo seksownej pozycji na czarnych krzesłach. Z głośników zaczęła lecieć wolna melodia, nadająca klimat całemu pomieszczeniu. Nagle osobne pojedyńcze białe światło padło na sam tył sali i oświetlił kolejną, jeszcze ładniejszą od poprzednich dziewczynę. Szczerze to z tych wszystkich, które tu widziałem to ta była najpiękniejsza. Była bardzo skąpo ubrana. Zaczęła iść w takt piosenki. Nie. Ona nie szła, ona tańczyła i to bardzo zmysłowo. Przystawała przy każdym napotkanym stoliku i albo dotykała mężczyzn, albo wykonywała kocie ruchy. Raz położyła się na stole i zaczęła wyginać. Od samego patrzenia zaczęło mi się robić gorąco. Z każdym krokiem zbliżała się do naszego stolika. Dziewczyny na scenie tańczyły zmysłowo wokół krzeseł. Wtem poczułem na swoich barkach Jej dłonie, przejechała delikatnie w dół po mojej klatce piersiowej i szybko w górę. Przeszedł mnie przyjemny dreszcz. Koło mnie siedział Liam; jemu zrobiła to samo. Dalej siedział Zayn, którego ominęła. Potem Lou; schyliła się i pocałowała go w szyję. Aż zachichotał cicho. Na końcu siedział Harry. On to miał szczęście. Usiadła mu na kolanach. Lecz On gdy na nią spojrzał i w ogóle my wszyscy, nie mogliśmy uwierzyć własnym oczom. To była Mary. Już Harry miał coś powiedzieć, ale Ona przyłożyła mu palec do ust, by nic nie mówił i uśmiechnęła się. Wstała i podeszła do Zayna. Usiadła mu okrakiem na kolanach, wsunęła dłoń w jego włosy i pocałowała go namiętnie w usta. Nie wiedzieliśmy, o co chodzi. Zwłaszcza Louis. Siedział z otwartą buzią i gapił się jak Mary liże się z Zaynem. Ten to nawet się w to wciągnął, ujął jej policzek i pogłębiał pocałunek. W Lou aż się gotowało. We mnie z resztą też. Po chwili Ona wstała i śmiejąc się uroczo, wręczyła Zaynowi mały kluczyk z napisem '213' i weszła na scenę. Podeszła do obu dziewczyn. Zaczęły wspólnie tańczyć, dotykać się, po czym pocałowały się. Na koniec zdjęły górną część garderoby, zakryły rękoma piersi i rzuciły staniki w widownię. Ja złapałem od Mary. Spojrzała na mnie, puściła oczko uśmiechając się przy tym dość słodko i dziewczyny zeszły ze sceny. Kurtyna opadła a na sali słychać było oklaski, gwizdy i okrzyki radości. Całość trwała niecałe 30 minut. My byliśmy wstrząśnięci. Wstaliśmy i razem pokierowaliśmy się do pokoju 213. Zayn włożył klucz do zamka i przekręcił go. Otworzyliśmy lekko drzwi. Średniej wielkości pokój, ściany w jasnym kolorze, na środku duże łóżko. Oprócz tego toaletka, barek, stolik i dwa fotele. Na jednym z nich siedziała Mary w błękitnym szlafroku i piła jakiegoś drinka. Szybko weszliśmy do środka i zamknęliśmy drzwi.
- Co to miało być? - krzyknął na nią Louis. Nigdy w stosunku do niej taki nie był.
- Louis, ja jestem profesjonalistką. - mówiła nadzwyczaj spokojnie - Nie mogłam się inaczej zachować. Wiesz, przeżyłam lekki szok, gdy Was z daleka zobaczyłam, ale to jest moja praca. Nie mogę sobie pozwolić na żadną prywatę. Chociaż.. Tego całusa w szyję to dostałeś ode mnie tak poza programem. - zaśmiała się. W ogóle mówiła o tym, jakby to co przed chwilą się stało było najnormalniejszą rzeczą na świecie.
- Usiądźcie - wskazała na łóżko.
- Nie! - warknął Louis.
- Jak chcecie. - mówiąc to rozsiadła się wygodniej w fotelu. Miała bardzo krótki ten szlafrok, gdyż odkrywał on całe jej długie i piękne nogi. - 5 lat temu, gdy tu przyjechałam nikt nie chciał dać mi pracy. Dopiero Tom się ulitował. Najpierw to tu sprzątałam. To nie było przyjemne sprzątać pokoje po tych wszystkich napalonych facetach. - na jej twarzy pojawił się grymas, ale zaraz znikł -  Po kilku miesiącach podpisałam kontrakt. Najpierw byłam kelnerką, potem tak jak Alison i Jessica występowałam jako tło co wieczór. W końcu dostałam 'awans' i sypiałam z tymi wszystkimi facetami. Jednak po każdej nocy dostawałam od każdego jakąś kasę ekstra i pochwały u Toma. Okazało się, że jestem najlepsza w łóżku z tych wszystkich dziewcząt, które tu pracują. Tak więc od jakichś dwóch lat daję występy połączone z nocą tylko raz na jakieś pół roku, bo co tyle przychodzi ktoś, kto płaci mnóstwo kasy i chce niezapomnianej nocy. A co wieczór jestem kelnerką i to mi wystarcza. I tak dostaje za to dużą kasę. Wystarcza na przeżycie. Jakieś pytania? - uśmiechnęła się i upiła trochę z kieliszka.
- Dlaczego nie poszukasz sobie innej pracy? Przecież jesteś mądra, zdolna.. - zaczął Liam, który od natłoku informacji jednak usiadł.
- Nie mogę. Liczyłoby się to z zerwaniem kontraktu, a to z kosztami. Nie, nie.. Muszę go najpierw skończyć. Dopiero potem mogę zacząć coś nowego.
- A ile Ci jeszcze zostało? - spytał Zayn.
- 5 lat. No niecałe.
- Dlaczego aż tyle?
- Gdy tu przyszłam, miałam prawie 16 lat. Byłam młoda, więc mogłam go podpisać na dłuższy okres, tak więc od razu wzięłam 10 lat, nie licząc się z tym, co będzie później.
- Dlaczego mi nie powiedziałaś? - Louis kucnął przed nią, ujął jej dłonie i spoglądał w oczy.
- Gdybym Ci powiedziała, nie chciałbyś mnie znać na pewno. - jej głos zaczął się łamać.
- Co Ty wygadujesz? Przecież..
- Louis! Jestem kurwą! Nikt się z takimi nie zadaje! - krzyczała przez łzy, które ściekały po jej policzkach.
- Nie mów tak o sobie - w końcu się odezwałem.
- A jak mam o sobie mówić? - spojrzała na mnie - Nienawidzę tej pracy, tego miejsca! Nienawidzę siebie za to co robię! - wpadła w jakiś szał, wstała z fotela i podeszła do drzwi i walnęła w nie pięścią, po czym zaczęła płakać. Osunęła się po nich na ziemię. Usiadłem koło niej i objąłem ją. Wtuliła się we mnie.
- Ja nie chcę tak żyć.. - wyszeptała.
- Chodź, zabieramy Cię do domu.
- Nie mogę. Nie teraz. Jeśli dziewczyny zobaczą, że wyszłam po pół godzinie to zaczną mną gardzić, bo wyjdzie na to, że nie sprostałam zadaniu. Mogę wyjść dopiero rano..
- Rano? - zdziwił się Lou.
- Normą u mnie jest, że klient wychodzi koło 5 nad ranem a ja kilka minut po nim. - Mary już się trochę uspokoiła, oparła głowę o moje ramię. - Popsułam Wam wieczór. Przepraszam Zayn. - posłała mu smutne spojrzenie.
- Nie, to moja wina. To był głupi pomysł. - odezwał się w końcu Harry. Leżał na łóżku i gapił się w sufit.
- Idźcie, zabawcie się. Noc jeszcze młoda. - uśmiechnęła się lekko -  Tylko jeden z Was musi tu ze mną zostać. - tu spojrzała na mnie.
- Niall, zostaniesz z nią? - to pytanie padło z ust Louisa. Myślałem, że będzie się wyrywał do tego by z nią zostać a tu prosi mnie...
- Jasne. - uśmiechnąłem się do niego. Podnieśliśmy się z ziemi. Każdy przytulił się z Mary i wyszli. Zostaliśmy sami. Podeszła do dużego okna. Musiała poluzować wiązanie od szlafroka, bo opadł z jednego jej ramienia odsłaniając kawałek swoich nagich pleców. Podszedłem do niej. Delikatnie przejechałem wierzchem dłoni po jej ramieniu.
- Niall.. - obróciła się do mnie, spojrzała w oczy, jej zgrabne dłonie zaczęły rozpinać moją koszulę...

Mam nadzieję, że jako tako udało mi się przełożyć moją wizję na 'papier'. Oczywiście lepiej wyglądało to w mojej głowie. Końcówka.. Bez komentarza, jak zwykle nie wyszła. Ale całość myślę że dobrze.
W komentarzach prosiłabym o jakieś sugestie co może stać się z naszą trójką.. :*