sobota, 28 lipca 2012

Rozdział 28

Rok. 52 tygodnie. 365 dni. 8760 godzin. 525600 minut. 31536000 sekund.
Dokładnie tyle właśnie minęło od naszego pierwszego po tylu latach spotkania. Z tej okazji udaliśmy się do tamtej kawiarenki na Oxford Street. Zamówiliśmy to samo co wtedy i usiedliśmy w tym samym miejscu. Było idealnie. Potem poszliśmy na spacer po Hyde Parku, do kina. Typowa, nastoletnia randka. No zakończenie było tylko nietypowe. Jasonem dziś opiekowali się Harry i ta jego Maya, no i mieli oglądać film. Źle dobrali repertuar, bo włączyli jakiś horror, tak więc można się domyślić, jak to się skończyło. Musieliśmy wrócić wcześniej. Mały bał się i spał tej nocy z nami. Płakał. Próbowaliśmy go jakoś uspokoić, ale nic nie pomagało. Wreszcie koło 4 nad ranem zasnął wyczerpany ciągłym płaczem. My zmęczeni zresztą też. Następny dzień był lekko przymulony. Nic nikomu się nie chciało. Jason omijał Harrego szerokim łukiem, ja go opieprzyłam za to, że źle się nim opiekował, bo kto puszcza sześcioletniemu dziecku "Egzorcystę"?! Jedynie Louis był spokojny. Nie wiem dlaczego. Kurde! Jeśli chce być ojcem to musi na takie rzeczy reagować, nawet jeśli głównym powodem kłótni jest jego najlepszy przyjaciel. W ogóle Louis ostatnio dziwnie się zachowuje. Siedzi sam, przed laptopem i słucha ciągle muzyki. Może tak przygotowuje się do ślubu...
Właśnie. Ślub. Termin - marzec przyszłego roku. Szybko i to bardzo. Udało nam się znaleźć już odpowiednio dużą salę, by pomieściła prawie 300 osób. Skąd ich tyle - nie wiem. Po prostu, jak zaczęliśmy liczyć nasze rodziny, przyjaciół, osoby towarzyszące, dzieci... Wyszło niecałe 300. Muzyka też już jest. Kościół również. Zaproszenia rozesłane. Lista prezentów też. Chociaż tego to raczej nie chciałam, ale matka Louisa się uparła, że to tak tradycyjnie i w ogóle. Nie chciałam się z nią wykłócać o takie bzdety.
Ciężko mi było również przy wyborze sukni ślubnej. Powinnam ubrać kremową, perłową albo coś w tym stylu. Na pewno nie białą, a jednak zdecydowałam się na nią. Długa, zwiewna, prosta, bez ramiączek, z długim trenem. Do tego welon, będzie jeszcze bukiecik świeżych kwiatów, białe szpilki.
Louisowi załatwiliśmy smoking. Podczas przymierzania o mało co nie zemdlałam - tak dobrze w nim wyglądał. Jego mama aż się popłakała. Chłopcy, jako drużbowie z Harrym na czele jako świadkiem, również będą mieli smokingi także nie będą się od siebie za bardzo różnić. Danielle, May i Sam, która będzie moim świadkiem, będą zaś ubrane w eleganckie, zwiewne sukienki na ramiączka w kolorze cytrynowym z dodatkami w bardziej stonowanym kolorze. Jason w garniturze będzie niósł obrączki.
Wszystko ma być jak z bajki. Do ślubu ma nas zawieść limuzyna, w kościele wszystko ma być idealne, a wesela to ma być jedna wielka popijawa. Później noc poślubna i podróż do miejsca, którego Louis, ani żaden z chłopaków nie chce mi zdradzić. Mówią, że to niespodzianka. Nie będę się o to kłócić. Bo przecież w ślubie, czy małżeństwie nie chodzi o całą tą uroczystość, zabawę, prezenty czy podróż. Tu chodzi o połączenie dwóch osób, które się kochają. Połączenia ich na zawsze. Ich miłości wzajemnej.
Szczęśliwie obchodziliśmy wspólnie nasze 22 urodziny. Wcześniej święta, potem Nowy Rok. W międzyczasie również urodziny całej naszej paczki. Walentynki. Wszystko szło dobrze dopóki od daty ślubu nie dzieliły nas 2 tygodnie. Wtedy zaczęła się panika. Czy wszystko pójdzie dobrze? Czy o niczym nie zapomnieliśmy? Czy wszyscy przyjadą? Czy wszystko zapięte jest na ostatni guzik? Do tego wszystkiego Louis ciągle mnie jakby omijał, więcej czasu spędzając z Harrym i tylko z nim. To zrozumiałe.Bał się zapewne tak jak ja i chciał się odstresować razem z przyjacielem. Ja ten czas spędzałam z Sam. Jednak u nas wyglądało to trochę inaczej - my chodziłyśmy na zakupy, spacery z Jasonem, albo dopinałyśmy wszystko co było związane z ceremonią. Oni albo siedzieli do późna w studio albo wychodzili wieczorem i ślad po nich znikał na kilka godzin. Co najdziwniejsze wracali trzeźwi. Wywnioskować można, że nie chodzili do barów ani pubów. Stamtąd zawsze wracali pijani. Gdyby chodzili na dziwki to pierwsza bym o tym wiedziała, bo przecież pracowałam w tej branży tyle lat i kontakty z niektórymi dziewczynami jeszcze mam i nawet część zaprosiłam na ślub, bo pomimo tego czym się zajmują wieczorem czy w nocy, to w dzień to tak samo normalne dziewczyny jak ja. Studiują, mają przyjaciół, rodziny tylko mają krucho z kasą albo pobłądziły w młodości jak ja i teraz za to płacą.To jednak nie zmienia faktu, że oni robili coś, o czym nikt nie miał pojęcia. Obaj stali się bardzo tajemniczy, małomówni, woleli przebywać w swoim i tylko w swoim towarzystwie. May skarżyła się nam nawet, że Harry nie chce się z nią kochać. A jak już to robią to on jest jakiś nieobecny, jakby nie sprawiało to już mu przyjemności takiej jak kiedyś. Ja mogłabym to samo powiedzieć o Louisie. Prawie wcale, a jak już to niechętnie. Może to przez stres? Nie wiem. A odpowiedzi muszę szukać u źródła. Tylko jak to zrobić, jeśli źródło zamknęło się w sobie i nie chce z Tobą o niczym rozmawiać? Ehhh.. Trzeba to przeczekać.


Takie z dupy za przeproszeniem nic. Nie wiem jak wam, ale mnie się nie podoba. Krótki, bo więcej nie umiem wymyślić. I w końcu po tak długim czasie napisany. Jak już pisałam to już powoli koniec. I nie wiem czy będzie jeszcze jeden i epilog, czy dwa i epilog.. Chyba to pierwsze. 
Od 1 sierpnia chcę ruszyć  czymś nowym. Z boku są już adresy i będzie blog albo o Harrym, albo o Niallu, albo jeszcze da się to zmienić xD Zobaczymy xx

wtorek, 24 lipca 2012

# Od Autorki

Właśnie wróciłam z dwutygodniowego wyjazdu nad morze i za cholerę nic nie napisałam. No... Może trochę jednego imagina, ale to i tak mało. Nie mam weny na tego bloga i to mnie męczy, bo chciałabym go zakończyć. Liczę na jakąś drobną pomoc co do pociągnięcia fabuły chociaż na te 4 może 7 rozdziałów :)
Prolog na nowym blogu będzie dopiero 1 sierpnia, dopiero po zakończeniu ankiety. Ankieta musi się zakończyć jednoznacznie, czyli tylko jeden chłopak ma wygrać.

piątek, 6 lipca 2012

Rozdział 27

- Chyba się w Tobie zakochałem.
Staliśmy przed drzwiami do jej domu. Spędziliśmy cały dzień w parku, potem zabrałem ją na kolację i odwiozłem do domu. May jest kobiecą wersją mnie. Prawie dokładną, ale jest.
- Ja w Tobie też, Harry. - pocałowała mnie w policzek - Zadzwoń to umówimy się jeszcze.
Zniknęła za drzwiami. Zadowolony wyszedłem z ogrodu, stanąłem przy samochodzie i zwróciłem się jeszcze raz w stronę domu. Na górze zapaliło się światło w dwóch sąsiednich oknach. Chwilę później z jednego z nich wyjrzała ona. Spojrzała na mnie, ja pomachałem jej, na co w odpowiedzi posłała mi całusa i znów zniknęła. W wybornym humorze wróciłem do domu. Tam wchodząc do salonu napotkałem Louisa siedzącego na kanapie i piszącego coś na laptopie.
- Co tam? - próbowałem mówić normalnie siadając koło niego.
- A co Ty masz taki dobry humor?
- Aaaaa poznałem kogoś.
- Mam nadzieję, że jeszcze z nią nie spałeś.
- Nie bój się. Na to jeszcze będzie czas. Ale jest cudowna. Jest taka jak ja.
- O matko! Chodzi nago, nie wie rano w co się ubrać i jest bezczelna?
- Niee.. Z Tobą to już nie można pogadać od kiedy oświadczyłeś się..
- Misiu.. - usłyszeliśmy na górze głos Mary, a zaraz potem stukot szpilek. Po chwili ujrzeliśmy jej długie smukłe nogi, a dalej całą resztę jej ciała. Była dość skąpo ubrana, bo w bardzo wyciętą bieliznę. - O. Cześć Harry.
- Hej.
- Pozwolisz, że porwę Louisa na górę? - chwyciła chłopaka za rękę.
- Jasne, ja sobie tu posiedzę, muszę przemyśleć wszystko.
- O, to bardzo dobrze. Misiu, pamiętasz jak rozmawialiśmy o rodzeństwie dla Jasona?
- No tak.
- No, to nie ma na co czekać. - poszli razem na górę i zamknęli się w swoim pokoju.
Wziąłem laptop Louisa na kolana. 'Oficjalna lista gości weselnych'. Czyli przygotowania do ślubu ruszają pełną parą. Zacząłem szukać informacji na temat May. Kilka minut i już wiedziałem chyba wszystko co chciałem wiedzieć.
May Smith, 18 lat, urodzona w Londynie, posiada siostrę bliźniaczkę Cristine i starszego o 3 lata brata Freda, od dziecka związana z modelingiem, obecnie jedna z najpopularniejszych brytyjskich modelek.
- No Harry. Twoja przyszła dziewczyna to ideał. - westchnąłem.

*Niall*

Bycie nieszczęśliwie zakochanym nie jest fajne. Zwłaszcza, kiedy osoba, którą kochasz mieszka z Tobą pod jednym dachem i do tego jest związana z Twoim przyjacielem. Nie potrafię kochać nikogo innego. Jeśli ona za niego wyjdzie to nie pozostaje mi nic innego tylko pogodzić się z tym i do końca życia być samemu. Cholera! Nawet Harry spotkał jakąś modelkę na swojej drodze, Zayn oświadczył się Sam, Liam jest szczęśliwy z Danielle. A ja kocham tylko ją. Żeby tak nie cierpieć to mógłbym popełnić samobójstwo, ale wtedy nie mógłbym już oglądać jej pięknego uśmiechu, tych słodkich piegów, usłyszeć jej głosu, spojrzeć w jej oczy...
Louis wie, jak bardzo ją kocham, wie, że zrobiłbym dla niej wszystko, wie, jak mi na niej zależy. On wiedząc to wszystko wbił mi nóż w samo serce - poprosił bym został jego drużbą. Oczywiście Zayn i Liam też nimi będą, a Harry świadkiem, ale... Nas dwóch dzielić będzie tylko Harry, tylko te jego wiecznie nie ułożone loki. Będę musiał stać, blisko nich i patrzeć, jak odbiera mi kobietę mojego życia, moje jedyne szczęście, jedyny powód, dla którego żyję.

Krótki, bo krótki, ale jakiś jest. Nie miałam za bardzo pomysłu, co napisać konkretnie. I zbliżamy się do zakończenia. To już postanowione. Myślę, że do 30 dojadę i będzie epilog.
Obok jest ankieta o nastepnym blogu. Według niej będę tworzyć kolejnego bloga przez najbliższe 2 tygodnie, gdyż wyjeżdżam. Mam nadzieję wrócić z porządną dawką rozdziałów tu, na onecie, nowym projekie i imaginami, z których nie rezygnuję :)