czwartek, 23 sierpnia 2012

# Od Autorki

Chciałam Was wszystkich przeprosić, że tak długo nic nie dodaję, ale nie mam pomysłu na napisanie tego jednego rozdziału. Po prostu poprzednia myśl uciekła mi i teraz muszę wykombinować nową.
Mam napisany imagin. Miałam ich już nie tworzyć, nie wrzucać tutaj, ale jednak coś mnie skłoniło do napisania. Dla mnie jest beznadziejny, nie taki jak poprzednie, choć miejsce jest nietypowe :)
Nowy rozdział tu i na dwóch innych blogach pojawi się chyba przed wakacjami. Postaram się o to :)

piątek, 3 sierpnia 2012

Rozdział 29

To dziś. Dzień, na który tyle czekaliśmy. Upragniony dzień naszego ślubu. Już wczoraj przeniosłam wszystkie potrzebne rzeczy do dziadków Sam. Chłopcy mieli wtedy cały dom dla siebie. Jak ich znam od rana każdy biegał po nim nago i nie wiedział, w co się ubrać, chociaż wszystko mieli już naszykowane przez nas.
Wstałam lewą nogą - zły znak. Ale już tego nie mogę cofnąć. Z tego powodu cały ranek byłam zła, przygnębiona. Nie tknęłam śniadania. Wcisnęłam w siebie tylko małą kanapkę na prośbę 'mamy'. Wypiłyśmy wspólnie kawę - ja, Sam, jej mama i babcia. Cisza panująca przy tym była nie do zniesienia. Ciągle gapiłam się przez kuchenne okno. Wypatrywałam postaci kręcących się po drugiej stronie ulicy przy ogromnym białym domu. Tu spokój, tam chaos. Mało mnie to obchodziło.
Gdy przyszedł czas by już się ubrać, spojrzałam na suknię, buty, inne dodatki.
- Po co ja to robię? - spytałam Sam.
- Z miłości - odpowiedziała, podchodząc i przytulając mnie - Bo kochasz Louisa, prawda? - spojrzała mi w oczy. Wiem, że była w nich niepewność, czułam ją.
- A jeśli on mnie nie kocha?
- Jeśliby Cię nie kochał, to po co by się oświadczał? Po co chciał zostać ojcem Jasona? Po co angażowałby się w przygotowania? Gdyby Cię nie kochał, nie ciągnąłby tego tak długo.
Może Sam miała rację. Przecież powiedziałby mi gdyby coś było nie tak. Podczas jego wieczoru kawalerskiego zadzwonił do mnie by powiedzieć mi, że 'Jest cholernym szczęściarzem, że ma taką mnie, i że nigdy mnie nie opuści ani zdradzi, ani...' No trochę tego było. I mimo to, że by wtedy kompletnie pijany, bo słyszałam to, to wierzę, że to było szczere. Nadal jednak coś nie dawało mi spokoju. To 'coś' siedziało na dnie mojego serca i nazywało się 'Niall Horan'. Ten mały Irlandczyk... Ciągle coś do niego czułam i to coś sprawiało, że nie byłam pewna, czy dobrze robię wychodząc za Louisa.

Sam pomogła mi się wcisnąć w suknię, wpięła welon we włosy, ubrałam buty i wzięłam bukiet do ręki. Spojrzałam w lustro. Jak księżniczka., która zdąża właśnie do szczęśliwego zakończenia... Usłyszałyśmy klakson limuzyny. Wyjrzałam przez okno. Liam wyszedł na chwilę zza kierownicy i pomachał mi. Rodzice i dziadkowie Sam już tam pojechali.
- Chodź. Chyba nie chcesz spóźnić się na swój własny ślub. - zażartowała przyjaciółka. Uśmiech zagościł na moich ustach, lecz tylko na chwilę. Strach. To uczucie teraz wypełniało mnie całą. Bałam się przyszłości, czy sobie poradzimy we dwójkę.
Sam chwyciła moją dłoń i delikatnie mnie pociągnęła w stronę drzwi. Podążyłam za nią, zamykając moją starą sypialnię. Po schodach na dół, koło salonu i kuchni. Patrzyłam na nasze fotografie na ścianach, szafkach, półkach. Byłyśmy takie szczęśliwe. Ja i ona. Potem z Jasonem. Całe dzieciństwo i okres nastoletni przeleciały mi przez głowę. Szłam za Sam jak w transie.Myślami byłam w zupełnie innym świecie, świecie wspomnień. Tych dobrych i tych złych.
- Mary! - 'wybudził' mnie dopiero irlandzki akcent koło mojego ucha.
- Tak Niall?
- Jedziemy. - odparł smutno. Skinęłam głową. Wsiadłam za Sam do pojazdu, były tam już dziewczyny i Jason. Niall usiadł z przodu koło Liama. Zapadła cisza i trwała aż do kościoła. Miałam mętlik w głowie. Czy ja naprawdę dobrze robię? Popatrzyłam na te uśmiechnięte twarze May, Danielle i Sam. Na Jasona... Nigdy nie był tak szczęśliwy jak dziś. Cieszył się, bo teraz naprawdę będzie miał tatę. Będzie go wszystkiego uczył, będą mieli pewnie swoje tajemnice, zachowania, wspólne zajęcia... Jeśli nie robię tego wszystkiego dla siebie, to robię to dla niego.
Zajechaliśmy. Zaproszeni goście wchodzili tłumnie do kościoła, by zająć jak najlepsze miejsce. Moi 'rodzice' czekali przed wejściem razem z Zaynem i Harrym. Liam zaparkował tuż przy schodach. Wszyscy z tyłu wysiedli poza mną. Strach znów mnie ogarnął. Ujrzałam rękę wyciągniętą w moją stronę. Spojrzałam na 'właściciela'. Niall uśmiechnął się zachęcając mnie do wyjścia. Chwyciłam się go, pomógł mi z suknią. Sprzed wejścia usłyszałam 'Ohhh..' co musiało świadczyć o zachwycie najbliższych z powodu mojego wyglądu.
- Pięknie wyglądasz - szepnął mi blondyn do ucha. Nie mogłam się powstrzymać. Musiałam go przytulić i tak też zrobiłam. Delikatnie objął mnie w talii i przyciągnął do siebie. Starałam się nie płakać. Wyszło mi. Puściliśmy się. Razem weszliśmy po schodach. Zostałam obcałowana przez chłopaków, dziewczyny i panią Windsor.
I się zaczęło. Usłyszeliśmy już pierwsze tony marsza weselnego, a raczej jego bardzo długiego wstępu. Pierwszy do środka wszedł Jason, jako że niósł bardzo ważną rzecz, jaką są obrączki. Liam z Danielle, powoli, dystyngowanie szli przed siebie z uśmiechami na twarzach, przy ołtarzu rozdzielili się - Liam w prawo, Dan w lewo. Za nimi Zayn z May. Dlaczego tak? Bo ich połówki są świadkami i będą one szły razem zaraz przede mną. Dalej Niall z moją przyszywaną mamą, którą odprowadził do pierwszej ławki, ucałował jej dłoń w podziękowaniu za towarzystwo i stanął przed Zaynem. Jako ostatni szli Harry i Sam. Mimo iż za sobą nie przepadają, wyglądali jak dwójka najlepszych kumpli. Nawet śmiali się, co rzadko im się zdarza, gdy są razem. Widziałam, jak się rozeszli. Harry przytulił do siebie osobę, za którą później stanął. Louis... Lou Tomlinson. Chłopiec w kolorowej koszulce i spodenkach na szelki stał teraz przed ołtarzem i czekał na mnie. Wzięłam pana Windsora pod rękę. Widział, że jestem niepewna. By dodać mi otuchy i odwagi pocałował mnie we włosy, tak jak to robił mój tata. Chciałabym, żeby był tu teraz ze mną. Może wtedy bym tak się nie bała. Zagrano właściwą melodię. Zrobiliśmy już pierwszy krok. Wszyscy obrócili się do tyłu, te uśmiechnięte twarze, życzące nam szczęścia i miłości. Nie znałam tu chyba 90 procent ludzi, ale odwzajemniałam gest. Spojrzałam na Lou.. Miał iskierki w oczach i niewinny uśmiech. Gdy do niego doszliśmy, przytuliłam mocno mężczyznę prowadzącego mnie do mojego przeznaczenia.
- Cudownie wyglądasz - szepnął mi do ucha narzeczony. Nie odpowiedziałam.

Wszystko szło szybko i prosto. Tak, jak miało być. Wreszcie doszliśmy do słów przysięgi.
- Mary, czy bierzesz sobie tego tu Louisa i ślubujesz mu miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że go nie opuścisz aż do śmierci?
Patrzyłam Louisowi prosto w oczy.
- Tak - odrzekłam cicho. 
- Louisie, czy bierzesz sobie tą tutaj Mary i ślubujesz jej miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że jej nie opuścisz aż do śmierci?
Zacisnął usta, przyglądał mi się z jakimś wyrzutem, spojrzał na swoją matkę i siostry. Nawet obrócił się do tyłu i chyba spojrzał na Harrego lub Nialla, który zamiast stać za tamtym, stanął obok niego. Z powrotem spojrzał mi w oczy, po czym spuścił wzrok. Nabrał powietrza i...
- Nie.

No! Mogą być błędy, jakieś powtórzenia albo głupoty. Nie sprawdzałam, bo już nie mam siły, przepraszam. Z braku inwencji twórczej skleciłam jednak takie coś. W sumie to o to mi chodziło, mniej więcej :) Nie wiem kiedy będzie następny, ale chyba jeszcze w tym tygodniu może uda mi się napisać. Będzie to ostatni, chyba że znajdę jakąś pomoc przy pisaniu :D Można się zgłaszać tutaj albo napiszcie do mnie czy coś ;P

środa, 1 sierpnia 2012

# O nowościach

Na obu adresach jest już po prologu. Nie mogłam się oprzeć napisaniu tego o Niall'u. Po prostu miałam taką wizję na to opowiadanie. Dziś przyszedł pomysł na historię o Harrym. Nie mogę naraz prowadzić więcej niż dwóch blogów. Chociaż... Pisać rozdziały na trzy-cztery blogi? Nie wiem czy bym temu podołała. Do przyszłego wtorku będę czekać z decyzją. Jeśli bardziej podobać się będzie o Harrym, tak jak to jest w ankiecie to będę go ciągnąć. Jeśli nie to będę pisać o Niallu. Ponad to dalej będę pisać opowiadanie i Harrym na onecie, na które zapraszam. No i muszę tutaj zakończyć. A może zrobić furtkę do dalszej części? Lecz chyba po kolejnych tekstach, które już tworzę nie wiem, czy będzie sens dalej pisać. Zobaczymy, a tymczasem zachęcam do czytania na trzech innych adresach i do komentowania tam ;)