poniedziałek, 16 kwietnia 2012

Rozdział 1

17:38. Minęło już kilka godzin od tego dziwnego spotkania. Zadzwonić czy nie.. Biłam się z myślami. Dobra, raz się żyje. Wzięłam telefon do ręki, znalazłam w kontaktach odpowiedni numer i wcisnęłam 'Połącz'. Nie musiałam długo czekać na odpowiedź.
- Halo? - usłyszałam głos tego tajemniczego nieznajomego.
- Cześć. Poznaliśmy się rano w metrze, pamiętasz? Zapisałeś mi swój numer w gazecie.
- Jak mógłbym zapomnieć taką piękną dziewczynę jak Ty. Czekałem na Twój telefon. - słychać było, że cieszy się z tego telefonu.
- Miło mi to słyszeć. Miałbyś może ochotę się spotkać? - spytałam nieśmiało.
- Nawet nie wiesz, jak bardzo. Może być ta mała kawiarnia na Oxford Street za 15 minut?
- Jasne. Będę punktualnie.
- Świetnie. To do zobaczenia. - rozłączył się. Poczułam w środku jakieś dziwne ciepło po tej krótkiej rozmowie. Byłam bardzo ciekawa tego spotkania, tak więc nie czekając długo szybkim krokiem ruszyłam w umówione miejsce. Dobrze wiedziałam, gdzie to jest. Mała kawiarenka przy jednej z główniejszych ulic Londynu. Przytulne miejsce dla tych, którzy chcą uciec od szybkiego życia jakie prowadzi się w tym mieście.  Uwielbiałam tamto miejsce, często po egzaminach chodziłam tam by się odstresować. Weszłam do środka, nikogo nie było prócz dziewczyny stojącej za ladą. Byłam kilka minut przed czasem, zapłaciłam za duże cappuccino i usiadłam przy 'moim' stoliku w rogu sali. W chwili, gdy podano mi filiżankę, do środka wszedł on. Był ubrany nieco inaczej niż rano. Miał na sobie to. Pomachałam mu. Na mój widok na jego ustach zagościł uśmiech. Zamówił coś i podszedł do mnie. Z grzeczności wstałam i wyciągnęłam do niego rękę.
- Cześć. Jestem Mary Colins.
- Louis Tomlinson, miło Cię poznać - uścisną moją dłoń, po czym usiedliśmy na przeciwko siebie. Wpatrywaliśmy się w siebie do czasu aż kelnerka nie przyniosła filiżanki z herbatą dla Louisa.
-Mam takie dziwne wrażenie, że  skądś Cię znam, ale nie mogę sobie przypomnieć skąd. - zaczęłam.
- Musiałaś mnie pewnie widzieć w telewizji, albo przeczytać o mnie w jakiejś kolorowej gazecie lub w internecie -powiedział to z uwodzicielskim uśmiechem.
- Nie mam czasu na oglądanie telewizji, nie czytam plotkarskich portali ani kolorowych pisemek dla desperatek. Jestem bardzo zapracowanym człowiekiem, każdy dzień mam dopięty na ostatni guzik i raczej nie zajmuję się głupotami - powiedziałam na jednym tchu i wzięłam kilka łyków cappuccino.
- A jednak znalazłaś czas na spotkanie z kimś takim jak ja. - uśmiech nie schodził mu z twarzy. - Może jak poznamy się lepiej to coś Ci się przypomni? - wziął łyk herbaty. - Co powiesz na zabawę 'Pytanie-odpowiedź'?
- Pytaj o co chcesz. - usiadłam wygodniej na fotelu.
- Masz kogoś? - zapytał prosto z mostu, co lekko mnie rozbawiło.
- Nie, raczej nie.
- No to już niedługo to się zmieni. - w jego oczach widać było jakieś dziwne szczęście i radość.
- Sugerujesz coś?
- Nie nic. Po prostu taka piękna dziewczyna, jaką jesteś, na pewno szybko znajdzie kogoś, z kim będzie szczęśliwa.
To, że jestem piękna, słyszę po kilkanaście razy na dzień. Kręcone, kasztanowe włosy ledwo sięgające ramion, duże brązowe oczy, trochę 'słodkich' piegów na twarzy, figura modelki, średnie piersi i taki sam tyłek, no i nieziemsko długie nogi. Wszystkie atuty idealnie podkreślone ubiorem. Jestem uważana przez większość ludzi jako 'chodzący ideał', co często mnie wkurza.
- Myślisz, że teraz nie jestem szczęśliwa?
- Nie to miałem na myśli. Chciałem tylko powiedzieć, że gdyby znalazł się jakiś godny Ciebie facet to pewnie robiłby wszystko, byś była najszczęśliwszą kobietą na świecie.
- To miłe co mówisz. Dawno nie spotkałam takiego kokietera.
- Dobra. Wróćmy może do naszej 'zabawy'. - spuścił speszony nieco oczy, ale zaraz znów spojrzał mi w oczy - Ile masz lat?
- A na ile wyglądam? - spytałam nie chcąc od razu udzielać poprawnej odpowiedzi.
- No, na jakieś 19.
- Wow. Byłeś blisko. 30 grudnia skończę 21 lat.
- Niesamowite. Ja tyle skończę 24 grudnia. - powiedział uradowany - Od urodzenia mieszkasz w Londynie?
- To, jak się tu znalazłam, jest dość skomplikowane. Opowieść na osobne spotkanie. - zaśmiałam się nerwowo. - Urodziłam się w Doncaster.
- Teraz to żartujesz chyba? - widać zszokowały go lekko moje ostatnie słowa.
- Nie, dlaczego? - nie wiedziałam o co mu teraz chodzi.
- Ja też tam się urodziłem i wychowałem. - prawie krzyknął z radości, która go wypełniała.
- No patrz. Jaki ten świat mały. - zaśmialiśmy się oboje. - Mamy tyle samo lat, oboje pochodzimy z Doncaster. Zaraz się okaże, że mieszkaliśmy koło siebie albo chodziliśmy do tego samego przedszkola.
- Ja mieszkałem w takim dużym piętrowym domu z czerwonej cegły. Dookoła dużo drzew...
Nie słuchałam go dalej. Spojrzałam w jego niebieskie oczy i powróciłam nagle pamięciom do zdarzeń sprzed ponad 14 lat.
Lato. Siedmioletnia dziewczynka o długich kasztanowych włosach w białej zwiewnej sukience szła za rękę z chłopcem w jej wieku, ubranym w beżowe spodenki zapinane na szelki i w kolorowej koszuli. Za nimi, w zancznej odległości, ich opiekunowie. Wszyscy dobrze się znali, rodzice tej dwójki to najlepsi przyjaciele z czasów liceum. Ich dzieci razem się wychowywały, razem chodziły do przedszkola, razem też miały iść dalej przez życie. Taki był ich plan, aż do tego dnia.
To miał być zwykły, coniedzielny spacer. Jak zwykle o 15 cała szóstka wybrała się do pobliskiego parku, przez który przepływała rzeka. Dzieci szły z przodu, trzymając się za rączki. Widać było, że darzą się dużą sympatią. Wtem wpadły na pomysł, by pobawić się w berka. Ona klepnęła go w ramię i zaczęła szybko biec przed siebie, śmiejąc się wesoło. On pobiegł zaraz za nią. Biegli tak aż do rzeki, przy której dogonił ją. Jednak tam wydarzyło się nieszczęście. On, chcąc jej oddać, popchnął ją zbyt mocno. Dziewczynka wpadła do głębokiej rzeki i zaczęła się topić. Chłopiec zaczął wołać o pomoc, gdyż sam nie potrafił pływać. Ich rodzice zjawili się tam od razu. Ojciec dziewczynki bez zastanowienia wskoczył do lodowatej wody i wyciągnął na brzeg nieprzytomną córkę. Zabrano ją na pogotowie. Dziewczynka leżała w śpiączce przez ponad tydzień. Gdy wyszła ze szpitala, jej rodzice postanowili wyjechać ze swojego rodzinnego miasta, zrywając wszystkie kontakty, zwłaszcza z rodziną chłopca. Wyjechali do Hiszpanii, tam zaczęli nowe życie. Od tamtego czasu ona i on nigdy więcej się nie spotkali. Aż do dziś...


I jest pierwszy rozdział. Nie chciałam od razu zdradzać przeszłości głównej bohaterki. Chcę to zrobić stopniowo, żeby wywołać jakieś napięcie. Nie wiem jak to wychodzi długościowo na komputerze, bo będę raczej dodawać rozdziały z telefonu. Wiem, trochę wyidealizowałam bohaterkę, ale to tylko wygląd. Dalej nie będzie już tak idealnie :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz