wtorek, 17 kwietnia 2012

Rozdział 2


- Lou? - przysunęłam się do niego bliżej.
- Tak też możesz do mnie mówić, zresztą dużo lu...
- Nie o to chodzi. Lou Tomlinson. Chłopiec, który zawsze w niedzielę chodził w szelkach. Mieszkał w domu na przeciwko. Mój najlepszy przyjaciel i pierwsza wielka miłość.
Chłopak zaniemówił. Dopiero teraz  zaczęło do niego docierać, kim tak naprawdę jestem.
- Mary? Mary Colins? Dziewczynka, z którą spędzałem całe dnie na zabawie? Ta sama, która tylko w niedziele wyglądała jak normalna dziewczynka, bo tylko wtedy dawała się namówić na założenie sukienki? Moja najlepsza przyjaciółka i... Pierwsza miłość?..
- O matko... - łzy popłynęły mi po policzkach. Jemu też. Wstałam szybko z fotela, okrążyłam stolik, on zdążył tylko wstać, a ja rzuciłam mu się na szyję. Staliśmy w uścisku dobrych 10 minut. W końcu go puściłam i nie odrywając wzroku od jego twarzy wróciłam na miejsce.
- Jak mogłam się nie domyślić? Nadal masz ten sam cudowny uśmiech.
- Przepraszam, że Cię wcześniej nie poznałem. Zmieniłaś się i to bardzo. Minęło tyle czasu...
- To już 14 lat, od kiedy opuściłam Doncaster.
- Gdzieś Ty się podziewała tyle czasu? Chciałem do Ciebie zadzwonić, odwiedzić Cię, ale rodzice powiedzieli, że to niemożliwe...
- Wyjechaliśmy z kraju. Tęskniłam za Tobą, ale też musiałam szybko o Tobie zapomnieć i zacząć żyć na nowo.
- Ale jak Ty się tu znalazłaś?
- To opowieść raczej na osobne spotkanie. Lepiej opowiedz, co u Ciebie. - chwyciłam go za dłoń.
- Coż... Skończyłem szkołe, poszedłem do X-Factora, wsadzili mnie do grupy z czterema innymi chłopakami, bez których nie mógłbym już teraz żyć. Są dla mnie jak bracia, których nigdy nie miałem. Teraz jesteśmy gwiazdami światowego formatu, wydaliśmy płytę, jeździmy po świecie..
- A co u Twoich rodziców? Pewnie tęsknią za swoim jedynym dzieckiem?
- Rozwiedli się. - powiedział to z takim spokojem.
- Przykro mi - ścisnęłam mocniej jego dłoń.
- Dobrze jest. Na początku było ciężko... A co do tego jedynego dziecka to już nie jestem jedyny. Mam cztery młodsze siostry.
- No to masz ciekawie w domu. - zadzwonił mój telefon - Przepraszam Cię, muszę to odebrać. - Nie ma sprawy. - uśmiechnął się i dopił zimną już herbatę.
- Halo? Dobrze, zaraz będę. Opowiesz mi wszystko w domu, Jason. Też Cię kocham. - rozłączyłam się - Przepraszam Cię, ale muszę już iść. Czekają na mnie w domu.
- Nie ma sprawy. Może Cię odprowadzę?
- Jeśli masz czas, tyle że to na drugim końcu Londynu...
- Teraz tak łatwo nie dam Ci odejść - uśmiechnął się cwaniacko, objął ramieniem i wyszliśmy na ulicę. Złapaliśmy taksówkę, podałam mój adres i pojechaliśmy. Okazało się, że Louis znów mieszka na przeciwko mnie.
- Jak to się stało, że jeszcze się nie spotkaliśmy? - spytał po kilku chwilach.
- Może dlatego, że ja wychodzę bardzo wcześnie rano i wracam bardzo późno w nocy.
- Ale dziś wracasz o normalnej porze. Jest prawie 21.
- Bo dziś mam wolne w pracy.
- A! To wszystko wyjaśnia.
Zaczęliśmy wspominać nasze wspólne dzieciństwo.
- Czekaj! To Ty pierwsza zaczęłaś nazywać mnie 'Lou'. Powiedziałaś, że to będzie do mnie bardziej pasować niż 'Louis', bo to takie za poważne jak dla mnie, i powiedziałaś też, że nikt inny nie może mnie tak nazywać tylko Ty.
- Rany! Ty to jeszcze pamiętasz? - zdziwił mnie tym wspomnieniem.
- Tak, ale po Twoim wyjeździe uznałem, że pozwolę tak do mnie mówić tylko najbliższym przyjaciołom, takim jak Ty.
- Nawet nie wiesz jak tęskniłam za moim Lou. - wtuliłam się w niego. Tak dojechaliśmy do domu. Louis zapłacił za przejazd. Chciałam po połowie, ale on się uparł. Zawsze był uparty. Stanęliśmy przed furtką do średniej wielkości żółtego domu.
- Sama tu mieszkasz?
- Nie, z przyjaciółką z Hiszpanii i jej dziadkami. Prowadzimy raczej spokojny tryb życia. Nie tak jak Ci w tamtym domu. - wskazałam na ogromny biały dom po drugiej stronie ulicy, trochę na lewo od mojego.
- Noo.. To jest mój. To znaczy mój i moich przyjaciół. - skrzywił się. - Na prawdę jesteśmy głośno? - spytał nieśmiało.
- Czasami. Ale teraz wiem, kto tam mieszka i mam do niego numer telefonu, tak więc w każdej chwili mogę zadzwonić i poprosić o to, by byli odrobinę ciszej. - wytknęłam mu język.
- W sumie racja. Może wpadniesz do nas kiedyś. Może jutro? Poznasz resztę.
- Co jest jutro? Sobota? Nie za bardzo. Od rana daję korepetycje, potem zakupy, sprzątanie..  Może w niedzielę, tak jak za dawnych lat?
- Świetnie. Możesz przyjść z przyjaciółką i tym.. Jasonem - tu lekko się zasmucił - jeśli tylko będą chcieli.
- Zapytam się. A o Jasona nie musisz być zazdrosny. Nie jest, że tak powiem, w moim typie. - rozchmurzył się po tych słowach. - To do zobaczenia w niedzielę o 15 u Ciebie, Lou. - przytuliłam go i dałam całusa w policzek, po czym odwróciłam się i ruszyłam do drzwi wejściowych. Zanim weszłam do środka obejrzałam się jeszcze za siebie i zobaczyłam, że on tam jeszcze czeka. Pomachałam mu i weszłam do domu. On, upewniwszy się, że już mnie nie ma, w podskokach wrócił do domu.

Powoli odkrywam karty :) Mam nadzieję, że jest choć trochę ciekawie. Kim jest Jason? Jak Mary znalazła się w Londynie? Co stało się w Hiszpanii? Tego dowiecie się w następnym odcinku :* Jeśli macie jakieś sugestie do tego, jak piszę to walcie prosto z mostu. Przyjmę nawet największą krytykę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz