środa, 18 kwietnia 2012

Rozdział 3


Sobota minęła niepostrzeżenie szybko. W niedzielę rano zadzwoniłam do Louisa, by omówić jedną ważną sprawę.
- Hej Lou! Nie obudziłam Cię?
- Nie, nie. Skąd. Już dawno nie śpię. - kłamczuch z niego okropny. Po tonie jego głosu ewidentnie można było wywnioskować, że wyrwałam go z głębokiego snu.
- Chciałam Cię poprosić o jedną rzecz.
- Jaką?
- Chciałabym by było to normalne spotkanie, bez jakichś niewiadomo jakich wygłupów, alkoholu i tego typu rzeczy. Chcę Ci przedstawić najważniejszą osobę mojego życia i nie chcę by ona czuła się źle. To ma być miłe, kulturalne spotkanie, jasne?
- Spoko, załatwione. - powiedział już bardziej ogarniętym głosem.
- Cieszę się. To za kilka godzin będziemy. Pa.
- Paaaaa. - ziewnął przeraźliwie na koniec.

Punkt 15 stałam pod drzwiami ogromnego białego domu. Zadzwoniłam dzwonkiem. Kilka chwil później drzwi się otworzyły i ujrzałam w nich Louisa. Wyglądał identycznie jak 14 lat temu. Miał na sobie to. Ja zresztą też miałam akcent z tamtego dnia - białą zwiewną sukienkę.
- Cześć. Przyniosłam ciasto. Sama upiekłam.
- Hej, dzięki. A gdzie reszta?
- Sam i Jason zaraz przyjdą. - wtem usłyszeliśmy wesołe okrzyki mojej przyjaciółki - już są - uśmiechnęłam się do Lou i weszłam do środka, a zaraz za mną Sam i Jason. Widok dwójki moich towarzyszów lekko zdziwił Louisa, zwłaszcza Jason.
Sam. Totalne przeciwieństwo mnie. Długowłosa blondynka o błękitnych oczach, przyjaznym uśmiechu, przeciętnej figurze i zgrabnych nogach. Ubrała się w granatową sukienkę.
Jason zaś miał ciemnobrązowe loczki, duże ciemne oczy, gdy się uśmiechał robiły mu się dołeczki, które mnie zawsze urzekały. Dżinsy, szara koszulka i marynarka. Po prostu elegancja sama w sobie.
- Zaraz wszystko Ci opowiem, ale może najpierw wejdziemy dalej, chyba że całe popołudnie mamy spędzić w korytarzu.
- Nie no, jasne. Wchodźcie dalej. Chłopaki! Ogarnijcie się trochę! Już przyszli! - krzyknął w stronę salonu, z którego wyszło czterech przystojniaków. - Zaprowadźcie naszych gości do salonu, a ja skoczę na chwilę do kuchni. - jak powiedział, tak zrobił.
- Witaj, jestem Liam - szatyn wyciągnął do mnie dłoń - Ty pewnie jesteś Mary. Od dwóch dni Louis bez przerwy tylko o Tobie mówi.
- Cześć. Na prawdę? - pokiwał twierdząco głową.
- Ja jestem Niall - uśmiechnął się blondyn.
- Harry Styles - powiedział z ciekawym błyskiem w oku chłopak w lokach.
- Mary Colins - odwzajemniłam spojrzenie, na co on cicho się zaśmiał.
- Zayn - wyciągnął do mnie rękę mulat, którą chętnie uścisnęłam.
- To tak. To jest moja przyjaciółka, Sa..
- Mary, pozwól, że sama się przedstawię - Sam jak zwykle udawała poważną 20-latkę - Samantha Windsor, najlepsza przyjaciółka Mary. - teraz nie wytrzymałam i wybuchłam śmiechem. Ona spojrzała się na mnie i momentalnie zrobiła to samo. Chłopcy nie wiedzieli zbytnio o co chodzi, więc zaczęłam tłumaczyć.
- Sam studiuje prawo i przy każdej możliwej okazji próbuje być poważna, tak jak przystało na przyszłą panią prokurator. Jak widać nie zawsze jej to wychodzi.
- To wszystko wyjaśnia. - powiedział wesoło Louis, który właśnie wszedł do salonu. - A ten młody mężczyzna to pewnie Jason. - popatrzył na niego.
- Tak, to jest Jason. Mój syn.
W salonie zapadła niezręczna cisza. Patrzyłam w oczy Louisa. Były pełne pytań, ma które chciał znać odpowiedzi. Ukucnęłam przed chłopcem i ujęłam jego rączki w swoje.
- Skarbie, posiedzisz tu teraz z Sam i tymi uroczymi chłopakami, a mama pójdzie na chwilę do kuchni, zgoda?
- No pewnie - dał mi buziaka, po czym chwycił Sam za rękę i pociągnął na kanapę. Ja wzięłam Louisa pod rękę i zabrałam do kuchni.
- To.. To jest Twój... Twój syn?! - zaczął mówić, gdy byliśmy już sami.
- Wiem, trudno w to uwierzyć, ale tak. To jest mój syn.
- Ale jak?
Oparłam się o blat i wzięłam głęboki oddech. Wiedziałam, że to będzie trudna dla mnie rozmowa.
- Po tym wypadku 14 lat temu wyjechaliśmy z rodzicami do Hiszpanii. Tam uczęszczałam do prywatnej szkoły. Rodzice robili wszystko bym była szczęśliwa i zapomniała o dawnym życiu. Do czasu. Gdy skończyłam 11 lat, coś zaczęło się psuć. Tata wracał późno w nocy z pracy, mama zaczęła coraz częściej wyjeżdżać na jakieś delegacje. W końcu po czterech latach postanowili się rozwieść. Stwierdzili, że to wszystko nie ma sensu, że ich miłość już dawno wygasła i teraz liczy się tylko kariera zawodowa. Po rozwodzie zamieszkałam z mamą. Nie było już tak jak kiedyś. Często byłam sama w domu, ona się mną w ogóle nie interesowała. Wpadłam w złe towarzystwo, zaczęłam pić, ćpać.. Dzięki Sam wyszłam z tego. Zerwałam z tamtymi ludźmi i z tamtym życiem.  Jednak jakiś czas później, odezwali się dawni kumple od prochów. Chcieli, bym do nich wróciła, bo jak nie to pożałuje. - w tym momencie zaczęłam się rozklejać - Ja próbowałam nie zwracać na nich uwagi, nie reagować na ich zaczepki. Zostałam za to brutalnie pobita i zgwałcona. Znaleziono mnie po kilkunastu godzinach ledwo żywą w jakiejś ciemnej uliczce na skraju miasta. Zabrano mnie do szpitala. Kilka tygodni leżałam podłączona do jakiejś aparatury. Tam okazało się też, że jestem w ciąży.  Powiedziałam o tym matce. A ona zrobiła wtedy coś, czego nie potrafię jej wybaczyć do tej pory. - zacisnęłam dłonie na skraju blatu -  Wyzwała mnie od zdzir i wyrzuciła mnie z domu mówiąc, bym więcej tam nie wracała. Jedyna osoba, która mi wtedy pomogła to Sam. To był czas, gdy skończyłyśmy szkoły i miałyśmy iść do liceum. Postanowiłam wyjechać z Sevilli. Rodzice Sam bardzo mi pomogli. Powiedzieli, że dziadkowie Sam mieszkają w Londynie i że jeśli chcę, to mogę u nich zamieszkać razem z dzieckiem. Skorzystałam z ich propozycji. Sam nie chciała mnie zostawiać i wyjechała razem ze mną. Zamieszkałyśmy tu, zaczęłyśmy tu chodzić do liceum, to znaczy ja rok później, bo akurat wtedy byłam w ciąży z Jasonem. Po jego urodzeniu zaczęłam normalnie żyć. No może nie do końca, bo musiałam być odpowiedzialna nie tylko za siebie, ale też za tego brzdąca. Musiałam szybko dorosnąć. Gdy byłam w szkole, Jasonem opiekowali się dziadkowie Sam. Tak jest do tej pory. Jest dla nich jak ich własny wnuk. Skończyłam liceum, poszłam na studia, znalazłam pracę. Oprócz tego w weekendy i czasami też w tygodniu daję korepetycje z hiszpańskiego, bo przecież biegle się nim posługuję. I tak żyję tu w Londynie, od prawie 5 lat.
Gdy skończyłam mówić zapadła głęboka cisza. Louis chyba analizował to, co do niego powiedziałam. W końcu obudził się z transu, podszedł do mnie i przytulił mocno do siebie.
- Od dziś my też jesteśmy Waszą rodziną. - głos mu się łamał. Nie wytrzymał napięcia i zaczął płakać a ja razem z nim. Tę chwilę przerwał jednak Jason, który właśnie wszedł do kuchni.
- Mamo, chodź. Będziemy oglądać film. - podszedł do mnie i przytulił do mojej nogi. Szybko otarłam łzy i wzięłam go na ręce.
- Idziemy, kochanie. - spojrzałam na Lou. Pozbierał się jakoś. Chwyciłam go za rękę i wróciliśmy do salonu. Usiedliśmy w trójkę na jednej z kanap. Ja koło Louisa a Jason na moich kolanach. Gdy film się zaczął, chłopak szepną mi do ucha jeszcze jedną obietnicę.
- Nie pozwolę nikomu Cię skrzywdzić, już nigdy. Za dużo dla mnie znaczysz. - po czym objął mnie ramieniem, tak, że mogłam poczuć się bezpiecznie.

Ufff.. Udało się jakoś. Liczę na liczne komentarze. Nadal jednak nie zostało jeszcze wszystko powiedziane. Tak więc tajemnic ciąg dalszy. Nadal też nie wiem z kim ma być Mary, waham się pomiędzy całą piątką. Jakaś podpowiedź? :*

2 komentarze: