niedziela, 3 czerwca 2012

Rozdział 17

- Chłopaki, gdzie jest Mary?
Chciałam się jej spytać, jak się czuje, ale gdy wróciłam do miejsca, gdzie siedziała jakieś 30 minut temu jej już tam nie było.
- Była na korytarzu. - odparł Zayn.
- Ale nie ma jej tam.
- Może poszła do Jasona?
- Pójdę sprawdzić. - szybko weszłam do windy i pojechałam kilka pięter wyżej. Przeszłam korytarzem do sali Jasona. Weszłam do środka. Nie było jej. Na stoliku koło łóżka stał misio a pod nin kartka.

Jason. Ten misio jest od Twojego ojca. Chciał Ci go dać osobiście, ale nie było mu to dane. Jeśli to czytasz, albo np Sam to oznacza, że jeszcze nie wróciłam. Za niedługo wrócę. Kocham Cię całym sercem i tata też. Będzie się Tobą opiekował teraz z nieba. Mama xx

- Matko! Co ona znowu wyrabia?! - krzyknęłam w myślach. Szybko wróciłam pod salę Louisa, z której właśnie wyszli chłopcy.
- Nie ma jej! - krzyknęłam.
- Uspokój się Sam. - Zayn złapał mnie za ramiona.
- Może pojechała do domu, albo gdzieś na chwi... - wymieniał Liam.
- Nie! Ona gdzieś wyjechała! - łzy spływały po moich policzkach - Spójrzcie - podałam im list. Liam przeczytał go na głos.
- Czekaj. Co się stało Paco? - spytał Niall, gdy Liam skończył czytać.
- On.. Nie żyje. Wpadł dziś pod autobus. Policja podjechała pod nasz dom, dali mi jego osobiste rzeczy, a ja przywiozłam je Mary. A potem przyszłam do Was...
- I wtedy ostatni raz ją widziałaś?
- Tak. Boję się, że zrobi sobie coś złego. Ona jest do tego zdolna. - wtuliłam się w Zayna dalej płacząc.
- Nie płacz. Znajdziemy ją. - szepnął mulat, przytulając mnie do siebie mocniej i całując we włosy. Pobyliśmy jeszcze w szpitalu kilkanaście minut i pojechaliśmy do domu.
- Zayn, mógłbyś dziś ze mną zostać? - nieśmiało spytałam chłopaka, gdy moim samochodem podwiózł mnie do domu. Byłam tak roztrzęsiona, że nie mogłam nawet prowadzić. Zgasił silnik i spojrzał w moje oczy.
- Jasne, kochanie. - na jego twarzy zagościł ciepły uśmiech. Wysiedliśmy z samochodu. Było już dość późno, koło 12 w nocy. Trzymając go za rękę wprowadziłam go do domu. Weszliśmy na górę do mojego pokoju. Tylko zamknął za sobą drzwi, a ja drżącymi rękoma zaczęłam rozpinać jego koszulę.
- Sam, co Ty robisz?
- Chcę Cię.. - patrzyłam w jego brązowe tęczówki.
- Sam, ja Cię do tego nie zmuszam, nie nalegam na to. Widzę, że jesteś przygnębiona i chcesz tego tylko dlatego, by zapomnieć o sytuacji z Mary. Kocham Cię - pierwszy raz to powiedział, serce mocniej mi zabiło - i chcę by nasz pierwszy raz nie był z musu albo jako odreagowanie jakiegoś wydarzenia.
Jego oczy przepełnione były troską i miłością. Mówił prawdę. Wierzyłaś mu, zgadzałaś się z nim co do tego.
- Ja też Cię kocham i.. I.. - znów się rozpłakałam. Szczerze to rzadko się tak rozklejałam, to do mnie niepodobne robić coś takiego. Poczułam jego silne ramiona oplatające mnie. Wsunęłam dłonie pod jego rozpiętą całkowicie koszulę, kładąc je na jego plecach a głowę przykładając do nagiej klatki piersiowej. Słyszałam miarowe bicie jego serca. Zayn zaczął nucić jakąś melodię. Przymknęłam oczy wsłuchując się nią. Wziął mnie na ręce, położył do łóżka, pomógł przebrać, bo nie byłam w stanie sama tego uczynić. Położył się koło mnie. Pocałował mnie delikatnie a zarazem czule. Chwilę później zasnęliśmy w swoich objęciach.

*Harry*

Minęły już jakieś 3 tygodnie od kiedy zniknęłam Mary. Nie ma po niej śladu. Policja dalej jej szuka, ale bezskutecznie. W tym czasie obaj, Louis i Jason, wybudzili się. Pierwszego wypuścili do domu tydzień temu. Mały jeszcze tam został. Ciągle jest smutny. Codziennie do niego jeździmy by nie czuł się samotny, lecz za każdym razem gdy przekraczamy próg sali, on widząc, że nie ma z nami Mary, zaczyna płakać. Żal mi jest tego malucha.
Dziś znów do niego pojechaliśmy. Mieliśmy zabrać go do domu. Weszliśmy do szpitala, gdy dostałem wiadomość.
- Idźcie. Dojdę do Was. - powiedziałem do reszty i wyszedłem na zewnątrz, by sprawdzić od kogo przyszedł sms.

Przyjedź sam. Nie mów gdzie jedziesz i do kogo. Natychmiast. Inaczej nie wiem co się stanie...

Dalsza część to był adres. Prawdę mówiąc to nie wiedziałem jak zareagować. Z jedej strony powinienem powiedzieć, że Mary się odezwała, ale z drugiej może ona chce ze mną osobiście porozmawiać o całym tym zdarzeniu. Jestem raczej osobą, która niewiele wie w całym tym zamieszaniu romansowym tamtej trójki. Może ma do mnie zaufanie, chociaż nie wiele ze sobą rozmawialiśmy..
Postanowiłem pojechać. Zamówiłem taksówkę, która w kilka minut się zjawiła i zawiozła mnie pod podany przez Mary adres. W międzyczasie zadzwoniłem do Louisa.
- Harry! Gdzie ty jesteś? Miałeś do nas doł..
- Sory, Lou, ale dzwoniła moja mama i muszę jechać natychmiast do domu.
- To czekaj. Pojadę z Tobą.
- Nie. Jestem już w drodzę. Za kilka dni wrócę. Pa.
Rozłączyłem się. Nie lubiłem go okłamywać. Jest moim najlepszym przyjacielem, ale w tej sytuacji chodzi o jego dobro. 'Kilka dni'... Myślę, że tyle zajmie mi namawianie Mary do powrotu do domu.
Nie odjechała zbyt daleko. Zaszyła się w jednej z odleglejszych dzielnic Londynu. Jednej z tych gorszych. Stałem przed wysokim, obskurnym, szarym blokiem mieszkalnym. Rzadko takie spotyka się tutaj w tym mieście. A tu było całe osiedle takich. Wszedłem do środka na klatkę schodową. Zmierzyłem się ze schodami pokonując trzy piętra. Przeszedłem przez długi korytarz, mijając drzwi do mieszkań. 65, 66, 67, 68, 69. To tu - 69. No już lepszego numeru nie mogła sobie wybrać. Zadzwoniłem do drzwi. Zero reakcji. Zapukałem. Też. Chwyciłem za klamkę i nacisnąłem lekko. Było otwarte. Powoli wszedłem do środka, zamykając za sobą drzwi. Niewielkie mieszkanie. Jeden pokój z kuchnią, obok drugi z dużym łóżkiem i łazienka. Wszędzie bałagan - porozrzucane ubrania, butelki, jakieś pudełka, roztrzaskane szkło.
- Ha.. Harry? - usłyszałem jej głos dobiegający z łazienki - Har.. Kurwa! - krzyknęła i zaczęła się nienormalnie śmiać. Szybko poszedłem do niej.
- Boże! Coś Ty ze sobą zrobiła?
Nie mogłem powstrzymać się od krzyku. Wyglądała jak wrak człowieka. Siedziała w wannie, w chyba już zimnej wodzie, w jednej ręce miała kieliszek z czerwonym winem. Mokre włosy, makijaż miała rozmazany. Zaniepokoiły mnie paczki z jakimiś tabletkami leżącymi koło wanny.
- Co to jest? - wziąłem je do ręki. Żadnej nalepki, instrukcji. Nic.
- Nie wiem. Poprosiłam o coś na rozweselenie i chyba działa - była kompletnie pijana, słyszałem to w jej głosie. Śmiała się jak głupia. - Mógłbyś mi je dać? - wyciągnęła rękę w moją stronę.
- Nie. Jesteś pijana, naćpałaś się nawet nie wiesz czego!
- Daj mi to, kurwa! - wypuściła kieliszek z dłoni, roztrzaskał się na kafelkach - Świat mi się zawalił, rozumiesz! Ja nie chcę już żyć w tym popapranym świecie!
- Mary - klęknąłem przy niej - Louis już od tygodnia jest w domu, Jasona dziś też wypuścili. Żyją i potrzebują Ciebie, zwłaszcza mały. Chcesz by stracił matkę, jedyną osobę, która mu została na tym świecie?
Widziałem łzy w jej oczach.
- Nie chcę..
- Chodź - podniosłem się i podałem jej ręcznik. Była jednak zbyt wstawiona by ustać na nogach. Usiadła na krawędzi, tyłem do mnie. Okryłem ją i wziąłem na ręce. Zaniosłem do sypialni i położyłem na łóżku.
- Harry..
- Tak?
- Dziękuję, że przyjechałeś. Jeszcze kilkanaście minut i próbowałabym się utopić. - patrzyła tempo w sufit.
- Już dobrze. - usiadłem koło niej. Podniosła się, spojrzała na mnie i zaczęła mnie całować.
- Co Ty do cholery wyrabiasz! - odsunąłem ją od siebie.
- Wiem, że tego chcesz. Wiem to od pierwszego dnia, gdy się spotkaliśmy. To spojrzenie. Znam je. - znów wpiła się w moje usta. Przez chwilę jeszcze się opierałem, ale w końcu wygrała. Zaczęła mnie rozbierać, co nie trwało długo.
- Zrobisz dla mnie wszystko? - spytała, gdy oboje byliśmy już nadzy. Pod wpływem jej uroku pokiwałem twierdząco głową - Weź to. Będzie ciekawiej. - wyjęła z kieszeni moich spodni paczkę, którą zabrałem z łazienki. Wyjęła dwie pastylki. Jedną sama połknęła, drugą podała mnie. Niepewnie popatrzyłem na małą białą kulkę na mojej dłoni, po czym połknąłem ją.
- Grzeczny chłopiec - znów poczułem jej usta na swoich. Te słowa były ostatnimi, które pamiętam.

Hahahaha :D Ciekawie, ciekawie, ciekawie :) Co będzie dalej? Jakieś pomysły xx

5 komentarzy:

  1. UUuuuuu... zaczyna się dziać... Ale no więc, jako że poprzedni pomysł się przyjął.. to może .. wiesz .. ja nadal będę uparcie błagać Cię o szczęśliwy związek Mary I Lou :) A co do teraz... hmm. pomyslmy.. obudzą się.. Mary będzie żałować. Harry się w niej zakocha? Ehhh i teraz Mary będzie miała problem bo trzech przyjaciół się w niej bujneło xd. AJajaja. Co za życie.. Ale ona wybierze Lou i we trójkę(do czasu) będa tworzyć szczęśliwą rodzinkę:) A potem Mary zajdzie w ciąże i wszyscy będą szczęśliwii :D
    -Iza.xx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawa propozycja. Wezme to pod uwage :D

      Usuń
  2. uuuu, kobieto, jeszcze Hazza do tego? jprdl... ja w przeciwieństwie do poprzedniczki wolę paring Mary&Niall:D A żeby Harry i Lou nie byli samotni, to do akcji wkroczy Larry Stylinson!:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mialam pomysl na larrego ale teraz nie jestem pewna niczego. Moj mozg wytwarza dziwne rozdzialy i jeszcze dziwniejsze imaginy xd aaa.. Imagin bedzie w srodku tygodnia. Po piatkowym nie mam weny i nie zdaze na jutro:(

      Usuń
  3. Okej, na imagin czekamy bardzo niecierpliwie ;d ale na następny rozdział róóównież ;D
    I weśś może lepiej skorzystaj z mojego pomysłu xd. Kocham Mary&Louis :D
    -Iza. xx

    OdpowiedzUsuń