piątek, 8 czerwca 2012

Rozdział 20

Minęły już cztery dni od zabiegu. Dziś mnie wypisują. Chłopcy zaproponowali byśmy razem z Jasonem u nich zamieszkali. I tak mieli za dużo wolnych pokoi, jak to określił Liam. Zgodziłam się, bo co innego mogłam zrobić. Mały przez cały ten czas tak się do nich przywiązał, bardzo dużo czasu z nimi spędzał. Tak więc gdy Louis po mnie przyjechał od razu zawiózł mnie do nich. Jak się okazało, spytanie mnie o pozwolenie na przeprowadzkę było tylko formalnością, bo oni w ciągu tych kilku dni zdążyli przenieść wszystkie nasze rzeczy do nich. Takie spryciule. Każde z nas dostało osobny pokój. Jason miał specjalnie urządzony z przeróżnymi zabawkami, miśkami. Miał nawet małą sztalugę malarską, co mnie zaskoczyło. Jak mi później powiedzieli, mały chce zostać światowej klasy malarzem i już musi zaczynać.
Ja zaś dostałam pokój na końcu korytarza. Był jasny, z dużym łóżkiem, dwa fotele, szafa, biblioteczka i, co było dla mnie dogodne, własna łazienka. Przynajmniej nie musiałam rywalizować o nią z szóstką osobników płci przeciwnej. Duże okno wychodzące na ogród. Tego mi będzie potrzeba - ciszy, spokoju. A dlaczego? Bo jestem w totalnej rozsypce. Mogłam stracić dwie ukochane osoby, zginął ojciec mojego jedynego dziecka, drugie zabiłam, znów brałam narkotyki a zarzekałam się, że już nigdy ich nie wezmę; zginął mój ojciec zostawiając mi niewyobrażalną fortunę. Właśnie. Te pieniądze. Muszę się kogoś poradzić o z tym fantem zrobić. Wzięłam wszystkie dokumenty i poszłam do Liama. On jest najrozsądniejszy z całej piątki. Zapukałam do drzwi.
- Proszę - usłyszałam za nimi. Nacisnęłam klamkę i weszłam do środka.
- Emm. Może przeszkadzam? Jak tak to przyjdę później - już chciałam wyjść, gdyż zobaczyłam go siedzącego na łóżku z jakąś dziewczyną.
- Nie, nie przeszkadzasz. Danielle właśnie wychodzi. Odprowadzę ją tylko i zaraz do Ciebie wracam. - uśmiechnął się do mnie, tak samo dziewczyna w długich kręconych włosach imieniem Danielle. Podałyśmy sobie jeszcze dłoń i wymieniłyśmy uśmiech.
- Mary.
- Danielle. Miło poznać i myślę do zobaczenia.
To powiedziawszy wyszła razem z Liamem, który odprowadził ją do wyjścia. Usiadłam na jego łóżku i zaczęłam przeglądać papiery.
- Co tam masz? - spytał po powrocie, zamykając za sobą drzwi.
- Wydaje się miła. Gdzie ją poznałeś, jesteście razem? Opowiadaj.
- Ojj. Jesteś taka sama jak Louis. Wszystko musi wiedzieć. - spojrzał na mnie od niechcenia jakby na co wyszczerzyłam ząbki. Zaczęliśmy się śmiać z tej sytuacji. - No dobra. Poznaliśmy się ze dwa tygodnie temu w kinie no i tak zaczęliśmy rozmawiać. Umówiliśmy się na kawę. Potem na spacer. I tak się potoczyło. Bardzo ją lubię i ona chyba mnie też.
- No to na co jeszcze czekasz? Jutro do niej dzwonisz, umawiacie się i wiesz. Mówisz o swoich uczuciach i takie tam. Albo lepiej zrób to dziś.
- Dobra, dobra. Najpierw zajmiemy się Twoją sprawą. Co tu masz? - wskazał na papiery. Dałam mu kilka ważniejszych do przeczytania. Przejrzał wszystkie, chwilę się zastanowił.
- Nie znam się na tym. Powinnaś z tym iść do jakiegoś prawnika. On by ci w tym wszystkim pomógł, ogarnął by to.
- A znasz jakiegoś?
- Wiesz, poszukam. Może ktoś z moich znajomych ma albo zna dobrego.
- Dzięki. Sama nie dam sobie z tym rady. - pocałowałam go w policzek, zebrałam rzeczy i wyszłam. Po drodze do swojego pokoju natknęłam się na Louisa.
- Cześć kochanie. - objął mnie w talii i mocno do siebie przytulił.
- Lou... Może poczekaj, aż to zaniosę. - pokazałam mu plik kartek, które ledwo co trzymałam w jednej dłoni.
- Pokaż, co tam masz.. - wziął ode mnie trochę i w drodze do pokoju przejrzał je - Czekaj, czyli z tego wychodzi, że..
- Że mam mnóstwo kasy, która nie wiem gdzie jest i co gorsza nie wiem co z nią zrobić. - opadłam na łóżko. Serio, tak duża kasa to ogromny problem, zwłaszcza dla kogoś, kto do tej pory największą sumą jaką trzymał w rękach było około £700. I do tego jeszcze samochód, dom w Sevilli.. Moje rozmyślania przerwał oczywiście Louis.
- Co Ty wyprawiasz, mój drogi? - usiadł na mnie okrakiem i głupkowato się uśmiechał - O nie! Nie zrobisz tego! Wiesz, że nigdy tego nie lubiłam! - moje krzyki nie pomogły, bo zaczął mnie łaskotać. Śmiałam się w niebogłosy, on przy tym też miał niezły ubaw. Po kilku minutach męczarni udało mi się odwrócić role i teraz ja dominowałam nad nim. Ale niedługo tak było. Podniósł się i siedzieliśmy teraz w dziwnej pozycji - on po turecku, a ja jeszcze na nim. Odgarnął mi kilka kosmyków moich niesfornych kręconych włosów i założył je za ucho, przejechał wewnętrzną stroną dłoni po moim policzku. Patrzyłam na jego spokojną twarz, jego oczy wodziły za dłonią, która teraz zjeżdżała delikatnie po mojej lewej ręce.
- Lou..
- Mhm? - mruknął nie przerywając czynności.
- Zrób to, proszę.
Zatrzymał się. Podniósł głowę do góry i spojrzał w moje oczy. Uśmiechnął się słodko, tak jak to on tylko potrafi.
- Oj! Wiesz, że nie o to mi chodziło! - oburzyłam się i sama zrobiłam to co chciałam. Popchnęłam go na łóżko i zaczęłam całować. Jego dłonie wodziły po moich plecach. W końcu po kilku minutach zeszłam z niego, położyłam się obok i wtuliłam w jego tors.
- Nie wiem co bym zrobiła gdybyś wtedy..
- Nie mówmy już o tym. Już więcej tego nie zrobię. Nie zostawię Cię już nigdy.

Takie o. Może być jak dla mnie. A co wy sądzicie? :**

2 komentarze:

  1. Świetne :)Kocham twoje rozdziały :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Mary&Lou <3 Uwielbiam :D
    -Iza. xx

    OdpowiedzUsuń