środa, 6 czerwca 2012

Rozdział 19

- Dlaczego mnie przepraszasz?
- Bo.. Bo.. Bo to Twoje dziecko.
Nie mogłem w to uwierzyć. Jak to - ja miałem być ojcem? Przecież.. No tak. Z Louisem nie spędziła ani jedej nocy, a z Harrym to za wcześnie na wykrycie. Poza nim to tylko ze mną spała. Poczułem jak jedna łza spływa po moim policzku.
- Przepraszam - wyszeptała jeszcze.
- Zostawimy was samych, chodź Louis. - Harry wstał i pociągnął przyjaciela za rękę. Ten trochę się opierał, ale w końcu obaj wyszli. Zająłem puste miejsce po Lou i gapiłem się na swoje buty. Mary przysunęła się bliżej mnie i wyciągęła ręce.
- Chodź tu - podniosłem głowę. Przysunąłem się do łóżka i oparłem głowę na jej barku. Zacząłem płakać. Myśl, że mogłem być ojcem wzbudziła we mnie zbyt duże emocje, które znalazły ujście właśnie we łzach. Przytuliła mnie mocno do siebie, jedną ręką gładząc po włosach. Dla niej to wszystko było o wiele trudniejsze, ale jakoś próbowała się trzymac, co jednak jej nie wyszło, gdyż również zaczęła płakać.
- Przepraszam Cię, przepraszam nas. Gdybym tylko wcześniej wiedziała.. Nigdy by do tego nie doszło..
- Ale poczekaj. Ty nosisz jeszcze to dziecko? - w końcu się odezwałem. Spojrzałem w jej ciemne oczy, które błyszczały od łez. Usta zacisnęła w wąską linię i tylko pokiwała twierdząco głową.
- Ale już niedługo. Lekarz powiedział, że... Że albo urodzi się z licznymi chorobami, albo... - to słowo nie chciało przejść przez jej usta, wiedziałem co ma na myśli. Wzięła głęboki oddech i spokojniej już ciągnęła dalej.
- Dlatego postanowiłam, że.. Że je usunę.
- Co?! Ale..
- Niall, ja nie chcę by ono cierpiało przez całe swoje życie tylko dlatego, że jego matka była tak nieodpowiedzialna..
Zapadła cisza. Patrzyliśmy na siebie, ale nie wiedzieliśmy co powiedzieć. W końcu Mary położyła się do mnie plecami, skuliła się w kłębek i zakryła kołdrą. Obszedłem łóżko dookoła, klęknąłem przy niej. Odkryłem ją trochę. Jej oczy były puste. W głowie miała pewnie mnóstwo myśli, większość pewnie karcących ją samą za jej postępowanie. Ująłem jej policzki w dłonie.
- Jeśli uważasz, że tak będzie lepiej, to ja nie mam tu nic do powiedzenia. Pamiętaj, że Cię kocham. I będę Cię kochał, chociaż nie pochwalam tego pomysłu.
- Boję się..
- Kochanie, będę przy Tobie. I Louis będzie i Harry, Sam, Zayn...
- Nie, nie. Tylko ty i Lou. Nikt więcej. Obiecaj mi.
Spojrzałem w jej oczy, teraz były przepełnione strachem przed najgorszym.
- Obiecuję. - przysunąłem się bliżej i musnąłem jej usta. Tęskniłem za jej delikatnymi ustami. Odwzajemniła pocałunek. Czułem, że uspokoiła się, że miała poczucie bezpieczeństwa.
- Muszę już iść. - oderwałem się od niej, chociaż nie chciałem tego. Wstałem i ruszyłem do drzwi.
- Niall.
- Tak? - obróciłem się do niej.
- Jest z Wami Jason?
- Jest.
- Możesz go przyprowadzić? Tak na chwilkę?
- Jasne.
Wyszedłem na korytarz. Przed salą siedzieli chłopcy, Sam na kolanach Zayna i Jason na kolanach Louisa. Wziąłem go na ręce.
- Chodź. Ktoś chce Cię zobaczyć.
Zaniosłem go do Mary i posadziłem na łóżku.
- Zostawię Was. - to powiedziawszy odszedłem, ale nie mogłem się powstrzymać i stanąłem przy drzwiach, przyglądając się obojgu.
Mary przytuliła mocno do siebie małego. Widziałem srebrne łzy na jej policzkach. Były to jednak łzy szczęścia, że w końcu zobaczyła swój mały skarb. Najpierw on był w szpitalu, teraz ona. Ale już niedługo będą w domu. Zrobię.. Zrobimy wszystko by już więcej ich nie rozdzielać.
- Mamo, a kiedy wrócisz do domu?
- Jeszcze kilka dni, słonko. Kilka dni.. A teraz idź z wujkiem Niallem. - spojrzała na mnie i uśmiechnęła się. Widziałem, że szepta mu coś do ucha. Mały spojrzał na mnie, po czym wrócił wzrokiem do niej i pokręcił głową. Nie chciałem dociekać o co im chodzi. To ich intymna sprawa. Mary przytuliła jeszcze Jasona, ucałowała go i puściła. On podszedł do mnie i chwycił za rękę. Drugą jeszcze jej pomachał.
- Niall - spojrzałem w jej stronę - dziękuję. Przyjdźcie z Lou pojutrze.
- Dobrze. - uśmiechnąłem się do niej i wyszliśmy.
Zabraliśmy się z resztą do domu. Zayn znów dzisiaj nocuje u Sam. Szczerze to powinni razem zamieszkać. Codziennie albo on śpi u niej, albo na odwrót. My w czwórkę w milczeniu weszliśmy do domu i rozeszliśmy się do swoich pokoi. Wtem po jakichś 10 minutach do mojego azylu wszedł Louis.
- Mogę? - spytał nieśmiało. Od tej ostatniej kłótni, przed tym jak trafił do szpitala, mało ze sobą rozmawialiśmy. Zwłaszcza on nie chciał. Teraz jednak sam, z własnej nieprzymuszonej woli przyszedł do mnie.
- Jasne, wchodź. - wskazałem na folet koło siebie by usiadł, co też uczynił.
- Co ona chce zrobić? - spytał po chwili ciszy.
- Usunąć. - odrzekłem głosem pozbawionym jakichkolwiek uczuć.
- Stary, przykro mi.
Nie myślałem, że powie takie słowa.
- Wiem, mnie też jest przykro, ale ona tak postanowiła. Ja nie mam nic w tej sprawie do powiedzenia.
- Niall, masz! Przecież to też Two..
- Nie Louis! Ono nie byłoby szczęśliwe, nie byłoby zdrowe. Niewiadomo czy w ogóle by przeżyło. - zacząłem krzyczeć. Kolejne emocje akumulowane we mnie wyszły na zewnątrz. Skryłem twarz w dłoniach. - Ona się boi i chce tylko nas dwóch przy sobie.
- Dlaczego nas obu?
- Wydaje mi się, że oprócz Jasona tylko nas jeszcze kocha całym swoim sercem.

Kurde, jak sie pisze to nie chce sie przestawac. A jak juz trzeba to nie wiadomo jak i dlatego taka koncowka. Czekamy na nastepny xx

6 komentarzy:

  1. Bosskie :) Czekam na kolejne choć troszkę smutne ale i tak są genialne !!

    OdpowiedzUsuń
  2. Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział. Podoba mi się jak piszesz.
    Przy okazji zapraszam na moje opowiadanie
    http://whichiamsupposedtochoose.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. tak teraz to do mnie dotarło.. nikt się nie przejął jeszcze tym, o czym Mary szeptała Jasonowi? taka kluczowa rzecz..

    OdpowiedzUsuń
  4. ohh.. uwielbiam ^^ :*
    -Iza. xx

    OdpowiedzUsuń