sobota, 30 czerwca 2012

Rozdział 26

Dlaczego ja zawsze muszę się wszędzie spóźniać? Na uczelnię, na randkę z Zaynem, na spotkania, teraz do pracy... Na następne święta chcę dostać gigantyczny budzik albo jakieś urządzenie zatrzymujące czas.
Praca, praca... Nie nazwałabym tak raczej opieki nad dzieckiem. Rodzice w firmie, dziadkowie daleko i jakakolwiek inna rodzina też, tak więc zdani są na opiekunkę, a że są wakacje jeszcze no i muszę trochę zarobić na kolejny rok studiów.. Nie mam wyboru. Zresztą lubię tą pracę. 10 godzin jestem w pięknym, dużym domu, w bogatej dzielnicy, zajmuję się tylko Molly. Ona i tak przez większość czasu bawi się sama albo z ich pieskiem. Ja ją muszę tylko nadzorować by nie zrobiła sobie krzywdy. Jest słonecznie, więc wykorzystuję to i opalam się za darmo w ich ogrodzie, nad basenem. Żyć, nie umierać.
A wracając do pieniędzy. Nie mogę pozwalać Zaynowi cały czas za mnie płacić. To, że jest moim chłopakiem nie może oznaczać, że płaci nawet za durną paczkę gumy do żucia. Czasami to jest chore. Wiem, że chce mnie porozpieszczać, miłe to jest, ale do pewnego stopnia. Muszę z nim dziś o tym porozmawiać.

*Zayn*

- Liam, pożycz mi dziś samochód.
- Ale po co?
- Chciałbym dzisiaj zabrać Sam w jedno miejsce i...
- Rozumiem. Chcesz jej zrobić niespodziankę?
- Coś w tym rodzaju. To co, pożyczysz, czy mam iść do Louisa?
- Nie no, trzymaj. - rzucił mi kluczyki. - Tylko żeby wrócił w jednym kawałku.
- Nie martw się i dzięki - szybko wybiegłem z domu i od razu pojechałem po Sam.

*Harry*

Nudy, nudy i jeszcze raz nudy. Nie dość, że cały czas jest gorąco to jeszcze nie mam co robić. Zayn gdzieś pojechał, Niall siedzi ciągle w swoim pokoju i nie chce z niego wyjść, Louis bawi się z Jasonem, Liam z Danielle, Sam w pracy, Mary też... Nie ma tak.
Wsiadłem do samochodu i pojechałem do centrum. Pochodziłem po Oxford Street, kupiłem kawę na wynos i pokierowałem się do Hyde Parku. Usiadłem sobie na trawie niedaleko stawu. Patrzyłem na pływające po nim kaczki. Wtem ktoś koło mnie usiadł. Kątem oka spojrzałem na tą osobę. Ładna brunetka o długich nogach. Tyle udało mi się dostrzec. Siedzieliśmy w milczeniu jakieś 15 minut i...
- Cześć - oboje naraz odwróciliśmy się do siebie i powiedzieliśmy to słowo, po czym wybuchliśmy śmiechem. Miała urzekający śmiech.
- Ty pierwsza.
- Jestem May. - z uśmiechem na twarzy wyciągnęła do mnie dłoń.
- Harry - odwzajemniłem gest. Miała delikatne dłonie i ciepły głos. Jej hipnotyzujące zielone oczy.. Nie mogłem oderwać od nich wzroku.
- Harry, Harry! - po chwili dopiero spostrzegłem, że to ona do mne mówi.
- Tak?
- Wiem, że w ogóle się nie znamy i to może Ci się wydać głupie albo zbyt nachalne... - słodko się tłumaczyła.
- May, mów śmiało, o co... - nie dokończyłem, bo pocałowała mnie. Zacząłem się uśmiechać, bo było to miłe. Ona chyba inaczej to odebrała, gdyż odsunęła się ode mnie.
- Przepraszam - odrzekła cicho spuszczając głowę.
- Hey, nic takiego się nie stało. Chodź - stałem i wyciągnąłem ku niej rękę, by pomóc jej wstać - przejdziemy się, poznamy się lepiej, ale teraz pozwól, że ja zrobię jedną rzecz.
- Jaką? - przysunąłem ją blisko siebie i pocałowałem. To już nie było niewinne tylko tak na poważnie. Głębokie, pełne emocji... Chyba zakochałem się w tej dziewczynie.

*Sam*

- Zayn? A co Ty tutaj robisz?
Chłopak czekał na mnie pod rezydencją. Siedział oparty o maskę samochodu Liama. Pewnie go pożyczył.
- Czekam na Ciebie, kochanie. - podszedł do mnie i pocałował w policzek. - A teraz porywam Cię. - uśmiechnął się i poruszał brwiami.
- No dobra... - odpowiedziałam, chociaż szczerze nie podobał mi się ten pomysł. Usiadłam koło niego i pojechaliśmy. Podróż, jeśli można tak to nazwać, trwała pół godziny. Wyjechaliśmy na obrzeża Londynu. Zatrzymał się przy jednej z restauracji. Była mała i dość przytulna. Dostaliśmy stolik w rogu sali. Usiedliśmy naprzeciw siebie. Zayn już wcześniej wszystko zamówił, czyli zaplanował ten wieczór. Z tą myślą bałam się coraz bardziej, co też on wykombinował.
Czerwone wino, danie główne, deser. Do tego przygrywał obok nas skrzypek przecudną melodię. Wtem kelner przyniósł jeszcze jedno nakrycie, po czym zostawił nas samych, grajek też.
- A co tu jest? - spytałam z ciekawością. On nic nie odpowiedział tylko podniósł pokrywkę. Dosłownie szczęka mi opadła.
Na srebrnej tacy leżały płatki róż, a na środku stało małe czerwone pudełeczko. Spojrzałam na Zayna. Uśmiechał się nieśmiało. Wziął je, uklęknął przede mną i spytał.
- Samantho Windsor, czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją żoną? - otworzył pudełko, w którym znajdował się przepiękny pierścionek.
- Zayn, ja nie... - tyle wydusiłam z siebie. Musiał to źle odebrać, bo posmutniał. Wstał i stanął do mnie plecami. Chwyciłam go za ramię i obróciłam do siebie. Miał łzy w oczach.
- Przepraszam - ujęłam jego twarz w dłonie - chciałam powidzieć, że nie wiem co powiedzieć - zaśmialiśmy się oboje na tą pogmatwaną kombinację słów - Oczywiście, że zostanę Twoją żoną. - na te słowa przytulił mnie mocno.
- Poczekaj - wyjął z powrotem pierścionek i nałożył mi go na palec.
- Wiesz, że Cię kocham?
- Nigdy w to nie wątpiłem, Sam.


Chyba może być. Dla mnie to taki nijakie. Ale sami ocencie. A co sie dalej wydarzy? Czekam na podpowiedzi, bo to wy współtworzycie to opowiadanie :)

4 komentarze:

  1. fajnyyy ;DDD

    czekam na kolejny rozdział :3 i zapraszam do mnie ;p

    OdpowiedzUsuń
  2. Mrs Stylinson or Styles
    koooocham <3 teraz cuś z Hazzą please ^^

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetne:)oooo Harry się zakocha :)

    OdpowiedzUsuń
  4. czy Niall znalazł sobie dziewczyne (jesli tak to jak to sie dalej potoczylo) i zwiazek Mary z Lou :)

    OdpowiedzUsuń