wtorek, 12 czerwca 2012

Rozdział 23

- Louis do cholery! Gdzie jest moja niebieska sukienka?
- Jaka znowu sukienka i dlaczego to ja mam akurat wiedzieć? - mruknął nie podnosząc się z łóżka. Jak zostawiłam go godzinę temu, tak dalej leżał na nim rozwalony.
- Jezu no! Ta moja ulubiona! I powinieneś wiedzieć, bo to ty ostatnio robiłeś 'porządki' w mojej szafie przynosząc część swoich ciuchów i wsadzając je tam. A tak w ogóle to dlaczego Ty jeszcze leżysz? Wstawaj! Wieczorem lecimy do Hiszpanii, a ty jeszcze nie gotowy!
Jednym szybkim ruchem zciągnęłam z niego kołdrę.
- Kobieto! Daj spać! Jest 7 rano. I oddaj kołdrę, bo zimno...
- Zimno? Mam świetny pomysł jak Cię rozgrzać... - weszłam na łóżko i na czworaka, jak kotka, przysunęłam się do niego. Usiadłam na nim okrakiem. Ten już nie marudził tylko podniósł się i zaczął mnie całować.
- Chodź - szepnęłam. Wzięłam go za rękę. On oczywiście tak się do mnie przykleił, że o przerywaniu całowania nie było mowy. Dopiero po chwili, gdy już udało mi się zwlec go z łóżka, oderwał swoje usta od moich i objął mnie od tyłu w talii.
- Kotku, a gdzie ty mnie prowadzisz?
- Do łazienki.
- Mmmm... Tam jeszcze tego nie robiliśmy.
- Misiu, idziesz wziąść ciepłą kąpiel.
- Ale z Tobą?
- Nie. Za karę idziesz sam. - usłyszałam za sobą ciche 'łeee' - I nie marudź. Dziś jedziemy na wakacje i będziesz mógł robić to ze mną gdzie i kiedy będziesz chciał, zgoda?
- No pewnie - dał mi szybkiego całusa i pognał czym prędzej do łazienki.
Tak... W końcu lipiec. Możemy jechać na wakacje. Wszyscy razem. Cała dziewiątka. Miesiąc w cieplutkiej Sevilli. Słońce, morze, plaża i... Praca przy remoncie domu. No może nie fizyczna, ale trzeba będzie wszystkiego przypilnować. Byłam tam jakiś czas temu na weekend, sama; spotkałam się z firmą remontową, kupiłam materiały. Trzy tygodnie i dom ma być jak nowy. Mam przynajmniej taką nadzieję.
Po długich poszukiwaniach znalazłam moją sukienkę. Nie wiem w jaki sposób znalazła się ona w pokoju Louisa pod stertą jego koszulek w paski. Dopakowałam walizkę i byłam już prawie gotowa. W tej chwili Lou wyszedł z łazienki w ręczniku, z jeszcze mokrymi włosami, powykręcanymi we wszystkie strony.
- Szybki jesteś. - podeszłam i cmoknęłam go w policzek.
- Bo tęskniłem za moim skarbem - mruknął mi do ucha.
- Ooo... Jakie to słodkie. Ale teraz idź, pakuj się, a ja pójdę sprawdzić jak idzie reszcie.
Wyszłam na korytarz, a tam chaos. Harry latał w te i z powrotem szukając jakichś spodenek czy koszulek... Sam chyba już nie wiedział czego szuka. Niall wykłócał się z Liamem o to, który z nich weźmie jakąś tam walizkę. Zayn zamknął się nie wiem po co w łazience, do której dobijał się Jason. Tego ostatniego wzięłam na ręce i zaniosłam do swojej by nie musiał czekać aż nasza 'pięknisia' raczy opuścić swoje królestwo. Poszłam do jego pokoju i dopakowałam mu walizkę. Jak na 6-letniego już chłopca to miał bagaż równy wielkościowo mojemu i był wypełniony po brzegi. Gdy jednak przejrzałam, co on tam napakował... Po prostu ręce rozłożyć. Tona jakiś miśków, zabawek, oczywiście farby, pędzle. Część rzeczy wyjęłam, a w ich miejsce dorzuciłam trochę ubrań. Suma sumarum wagowo nic się nie zmieniło. Zniosłam bagaże jego i swój na dół. Za mną zszedł Lou ze swoim.
- Czy te ciamajdy w końcu się uporały z pakowaniem?
- No, w sumie to... Nie. Chociaż Harry znalazł już wszystko, czego potrzebował. Teraz wszystko ładnie składa. Wiesz, tak w kostkę i w ogóle. Czy Sam ma jakąś wolną walizkę?
- Nie wiem. A czemu pytasz?
- Bo chłopcy dalej wykłócają się o tą srebrną... - skrzywił się trochę mówiąc to.
- Yghh... - pobiegłam na górę wściekła. A w takim stanie nikt ani nic mnie nie powstrzyma przed niczym. - Liam! Niall! Przestańcie się do cholery kłócić! Liam bierze walizkę i sprawa załatwiona. I bez żadnego 'ale', Niall!
Patrzyli na mnie jak na wariatkę, ale wzięli do siebie moje słowa. W milczeniu rozeszli się do pokoi w celu dalszego pakowania.
- Mary! Możesz mi pomóc? - usłyszałam błagalny głos Harrego. Weszłam do jego pokoju i to, co zobaczyłam... Moja reakcja - walnęłam się otwartą dłonią w czoło.
- Harry, powiedz. Po co Ci tyle tego? - wycedziłam. Na jego łóżku stały trzy stosy po dziesięć koszulek, koszul i tego rodzaju ubrań; cztery pary dżinsów, pięć albo i więcej par butów i do tego mnóstwo jakichś dupereli.
- No co? Jedziemy na miesiąc, tak? Więc trzeba być przygotowanym na wszystko. - mówił to tak spokojnie.
- Harry. Po pierwsze, tam jest cholernie gorąco. Po drugie, będziesz mógł chodzić nawet po mieście bez koszuli. Jak chcesz to nawet nago. Po trzecie, jak Ci czegoś zabraknie to sobie kupisz. Tak więc zredukuj tą sterte ciuchów sam albo ja to za Ciebie zrobię, bez konsultacji z Tobą. - miałam w sobie tyle złości, że o mało co się na niego nie rzuciłam. Patrzył na mnie ze strachem w oczach. Szybko wziął się za pakowanie już tylko połowy z tego, co chciał pierwotnie zabrać. Wyszłam na korytarz. Przechodząc koło łazienki wyszedł z niej Zayn.
- Mary, dobrze wyglądam?
- Dajcie mi wy wszyscy święty spokój! Nie! - krzyknęłam mu prosto w twarz, zbiegłam po schodach, złapałam za torebkę i wyszłam trzaskając drzwiami. Wsiadłam do swojego samochodu i odjechałam.

*Louis*

- Co jej się stało? - poszedłem na górę. Pierwszą osobą, którą spotkałem był Zayn.
- Nie wiem. Ja się tylko spytałem jak wyglądam a ona na mnie naskoczyła, zeszła na dół i trzasnęła drzwiami.
- Końcówkę to ja znam. Byłem jej świadkiem. Tylko co ją tak rozwścieczyło?
- Chyba sam powinieneś wiedzieć - włączył się do dyskusji Niall, niosąc ze sobą dużą czarną torbę - Przecież to Ty jesteś jej narzeczonym. Znacie się od zawsze...
- Wiesz co, przestań już. Dogryzasz mi teraz tylko dlatego, że to za mnie wyjdzie a nie za Ciebie. I boli Cię to. Mały irlandczyku od siedmiu boleści.
- Tylko mnie nie obrażaj - zagroził mi poważnem gestem dłoni i surowym wzrokiem. Teraz to się go przestraszyłem.
- Ej! Spokój, chłopaki! - pomiędzy nas wszedł Zayn. Blondyn, nie spuszczając ze mnie wzroku doszedł do schodów i zanim po nich zszedł, mrukną ledwo dosłyszalne:
- A to czy wyjdzie za Ciebie to się jeszcze okaże.
- Co on miał na myśli?
- Nie wiem, Lou, ale on nie da tak łatwo za wygraną. - to powiedziawszy Zayn skierował się do swojego pokoju.
Poczułem, że ktoś ciągnie mnie z tyłu za koszulkę. Odwróciłem się. Za mną stał Jason ze smutną miną. Kucnąłem przed nim.
- Hej mały. Co jest?
- Gdzie pojechała mama?
- Sam chciałbym to wiedzieć.
- Ale wróci? Nie tak jak ostatnio po miesiącu tylko dziś, prawda? - smutek w oczach tego dziecka rozrywał mi serce. Widziałem małe słone krople spływające po jego policzkach. Wstałem, wziąłem go na ręce i mocno przytuliłem.
- Wróci dzisiaj. Cała i zdrowa. - oplótł swoje małe rączki wokół mojej szyi. Pokochałem go jakby był moim własnym synem. Zawsze jak miał problem to przychodził do mnie. A nawet jak go nie miał to przychodził pogadać albo pobawić się, choć od tego to raczej jest Liam, ale od kiedy spotyka się z Danielle to jakoś mało jest go w domu.
- Chodź. Zjemy drugie śniadanie.
Zniosłem go na dół. Już się trochę uspokoił. Posadziłem go na krześle. Zrobiłem nam ciepłe kakao i na totalną osłodę życia tosty z nutellą. Usiadłem koło niego i opowiadając jakieś śmieszne historyjki, pałaszowaliśmy słodkości.

*Mary*

Potrzebowałam się odstresować. Po trzydziestominutowej przejażdżce po obrzeżach Londynu, uspokoiłam się i mogłam wrócić do domu. Zaparkowałam. Wstąpiłam jeszcze do Sam by przypomnieć jej o tym, że zbiórka u nas o 16. Jednak troszkę się spóźniłam, bo akurat był u niej już Zayn, wszystko jej powiedział i teraz byli zajęci sobą. Nie przeszkadzając im więcej poszłam do domu. Wchodząc usłyszałam wesołe śmiechy dochodzące z kuchnii. Od razu poznałam do kogo one należą - do moich dwóch skarbów. Po cichu weszłam do niej. Widok jaki zastałam był przekomiczny - obaj cali umazani w nutelli i jeszcze do tego cały czas się śmiali i wygłupiali. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Wreszcie Louis poszedł po rozum do głowy i zaczął wycierać brudną buźkę Jasona. Małemu niezbyt to się spodobało, ale przynajmniej był już w miarę czysty. Siedzieli naprzeciw siebie i wymieniali uśmiechy. Wtem padło zdanie, które zmieniło całkowicie dotychczasowe myślenie Louisa.
- Chciałbym, żebyś był moim tatą - Jason mówił to z takim przekonaniem i radością. Louis zaś zaniemówił. Wtedy ja wkroczyłam do akcji.
- No, moi panowie, obaj musicie się wykąpać. Jeszcze raz. Najpierw pan - wzięłam małego na ręce - a pan, panie Tomlinson, poczeka tutaj na mnie na specjalną sesję połączoną z rozmową, bez której, jak widzę, się nie obędzie. - musnęłam jego górną wargę, wysmarowaną kremem czekoladowym - Słodki jesteś. - puściłam mu oczko i poszłam z Jasonem na górę. Lou zaś nadal siedział przy stole i analizował wypowiedź tego małego, ale dojrzałego, jak na swój wiek, dziecka.

*Louis*

- Louis! Chodź! Teraz Twoja kolej! - usłyszałem z góry wołanie Mary. Powoli wstałem i poszedłem na górę do jej pokoju, bo stamtąd dochodził jej głos. Stanąłem w drzwiach łazienki i znów zaniemówiłem. Okna zaciemnione, kilka świec na podłodze i szafkach, wszędzie roznosił się różany zapach. Duża wanna była wypełniona ciepłą wodą z ogromną ilością piany, a w niej była Ona. Mokre włosy zebrane z tyłu, oczy odbijały światło świec...
- Będziesz tak stał, czy się przyłączysz? - spytała tak kuszącym głosem, że nie mogłem się oprzeć.
- Ile mamy czasu? - spytałem wchodząc i siadając naprzeciw niej.
- Do wyjścia cztery godziny, czyli jakieś dwie i pół na pobycie trochę razem. - te ostatnie słowa wypowiedziała tak niezwykłym tonem głosu, że aż przeszły mnie przyjemne dreszcze. Usiadła okrakiem na moich kolanach, splotła ręce na mojej szyi i patrzyła głęboko w oczy. Kochałem ją. Za to, że była nieprzewidywalna, odważna, kochająca, silna, niewinna, szalona... Mógłbym tak wymieniać i wymieniać w nieskończoność. Objąłem ją delikatnie i przyciągnąłem bliżej siebie. Ona, jak to miała w zwyczaju, zrobiła coś zwariowanego i mnie osobiśce bardzo podniecającego. Wodziła ustami po mojej twarzy, składając drobne pocałunki na niej. Wreszcie spotkała na swojej drodze moje usta. Droczyła się ze mną. Gdy chciałem ją pocałować, ona ciągle mi uciekała; miała prześliczny uśmiech.
- Chwila. Panie Tomlinson, czy zgadza się Pan zostać oficjalnie ojcem mojego dziecka? - jej rozbawiony głos niósł się echem po łazience. Na to pytanie była tylko jedna odpowiedź. Przytuliłem ją do siebie i szepnąłem cicho do ucha:
- Nawet nie wiesz, jak bardzo tego pragnę.

Matko.. Za słodko.. Za bardzo. To nie w moim stylu xD Nie wiem czemu takie sa. Musi sie to zmienic :D Pozdrawiam :*

7 komentarzy:

  1. Cudny rozdział ;D dobry jest ! nie za słodki ! ;]

    OdpowiedzUsuń
  2. o, i tu się zgodzę, za słodko;p chociaż przy tej groźbie Niall'a aż mnie dreszcze przeszły...z radości;D
    'cause I ship Miall<3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pierwotnie miał być krótszy. ta wanna miała być w następnym rozdziale, ale w końcu zrobiłam dłuuższy rozdział :) Miall <3

      Usuń
  3. Ooooo boże jak cuudownie! :DDDDDDDDD
    Tyyyyy!!! nawet mi się nie waż coś zmieniać, ma być jak jest! koniec kropka :D tak jak jest jest wręcz idealnie
    Uwielbiam to :d wchodzę tu coodziennie ;d
    Uwielbiam(znowu) <3
    Kocham Mary&Lou <3
    Ciebie też za to że tak wspaniale piszesz ^^
    -Iza. xx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak dokładnie to nie wiem jak się to potoczy... Nie wiem jaki będę miała nastrój np jutro. Może być że nie wiem prześpi się z recepcjonistą w hotelu xD albo co gorszego albo znów będzie za słodko.. nie... chyba muszę sobie zrobić przerwę od tego i zająć się onetem :P www.1-thing-can-change-a-direction-of-life.blog.onet.pl :D już 32 rozdziały <3

      Usuń
  4. Hmm powiem tak. Pisanie rozdzialow o 1:30 nie jest dobrym pomyslem. Wtedy przychodza do glowy najbardziej zboczone albo przeslodzone sceny i pote nie chce mi sie tego zmieniac. Tak wiec uwaga, bo bedzie sie dzialo... :D uhu uhu <3

    OdpowiedzUsuń
  5. wcale nie za słodkie! wspaniałe :D normalnie aż wzruszające, że oni tak się kochają i wgl. Jestem z Ciebie dumna :D czekam na kolejny rozdział ;*

    OdpowiedzUsuń