wtorek, 1 maja 2012

Rozdział 6

Całą noc nie spałam. Dobrze, że dziś sobota, bo bym nie wstała rano na zajęcia. Ciągle chodziły mi po głowie słowa Nialla, ale też to co ja mówiłam. W ogóle, co ja za pierdoły gadałam?! Może to przez to, że On był blisko. Te jego oczy, silny uścisk, pewny a zarazem delikatny... Mary, kurwa, weź się w garść! Rozmyślasz o kolesiu którego ledwo co znasz.. Louis też nie lepszy.. Może i znam go całe życie, ale ta duża przerwa.. Tak na prawdę to podczas niej byśmy się najlepiej poznali, a tak.. Zaczynamy od nowa. Tyle, że On chyba serio się we mnie zakochał, a ja nie chcę go zranić.. Zobaczymy co będzie. Na razie jedziemy z nim na święta. Dobrze, że państwo Windsor przyjeżdżają kilka dni wcześniej to pobędą trochę z Jasonem... Matko, co ja robię? Muszę w końcu zwlec się z tego łóżka, bo zaczynam w nim świrować..
Zeszłam na dół. Jason i Sam siedzieli w jadalni i jedli płatki. Dosiadłam się do nich. Ktoś, kto nas nie zna pomyślałby, że jesteśmy rodzeństwem. Tak też się zachowywaliśmy. Śmialiśmy się, wygłupialiśmy.. Dwie zwariowane siostry i młodszy kochany braciszek.
Po południu byłam umówiona z Louisem w centrum. Mieliśmy kupować prezenty świąteczne.
O 15 spotkaliśmy się w jednym z największych centrów handlowych w Londynie. Nie obyło się bez przeszkód. Najpierw spóźniłam się na metro, on utknął w korku, potem gdy się już spotkaliśmy napadł na nas tłum fanek. Jakoś im uciekliśmy. Nie jestem przyzwyczajona do tego i chyba nigdy nie będę. Po tych incydentach spokojnie mogliśmy zrobić świąteczne zakupy. Louis kupował prezenty dla swoich sióstr oraz mamy. Ja kupiłam coś rodzicom Sam, jej dziadkom, oczywiście jej samej no i mojemu kochanemu szkrabowi. Widać było różnicę po między moimi a jego zakupami. Nic dziwnego. On może pozwolić sobie na wszystko. Ja kupowałam symboliczne rzeczy. Gdy Louis wszedł do jednego ze sklepów, ja usłyszałam w torebce dźwięk mojego telefonu. Udało mi się go z niej wygrzebać. NIALL.
- Cześć- odebałam.
- Hej Mary. Jesteście jeszcze na zakupach?
- Tak, a co?
- To poczekaj na mnie tam przy wejściu. Za 5 minut będę. Tylko nie mów nic Louisowi, zgoda?
- Zgoda - powiedziałam i rozłączył się. Co mu się stało? Mówił w pośpiechu, nie powiedział o co chodzi. Louis wyszedł ze sklepu i musiał zauważyć, że rozmyślam o tym telefonie, bo spytał:
- Coś nie tak?
- Nie, wszystko w porządku tylko.. Muszę załatwić jedną rzecz.
- To poczekaj, pójdę z Tobą.
- Nie, nie. Nie trzeba. Poradzę sobie. Spotkajmy się tu za pół godziny, ok? - uśmiechnęłam się i nie czekając na odpowiedź szybko pokierowałam się w stronę wejścia. On już tam był, czekał niecierpliwie. Podeszłam do niego co go bardzo ucieszyło.
- Cześć. Coś się stało? Jak rozmawialiśmy byłeś bardzo tajemniczy..
- To pewnie dlatego, że spieszyłem się tu do Ciebie. Musimy pogadać.
- Mogliśmy to zrobić w domu.
- Nie, tam nie mogliśmy. Z resztą nie wytrzymałbym. Chodź ze mną - chwycił moją dłoń i poprowadził mnie w stronę toalet. Stanęliśmy w korytarzu przed drzwiami z tymi głupimi znaczkami, których nigdy nie umiem rozróżnić.
- Tu nam nikt nie przeszkodzi - obrócił się jeszcze szybko za siebie, po czym uśmiechnął się tajemniczo. - Wiesz co, jeśli chcesz by nikt nam na prawdę nie przeszkadzał... - teraz ja chwyciłam go za rękę i zaciągnęłam do, o dziwo trafiłam, męskiej toalety. Nikogo tam nie było. Tam nigdy nikogo nie ma. Postawiłam siatki na podłodze koło umywalki i zwróciłam się do blondyna. On rozpiął kurtkę. Chyba mu się zrobiło ciepło, ale od czego?
- Tu możemy spokojnie pogadać. Tak więc, o co cho... - nie dokończyłam, gdyż on ujął moją twarz w swoje dłonie i delikatnie pocałował. Kurde, ten gość ma na mnie jakiś dziwny wpływ. W ogóle rozsiewa jakąś taką aurę. Jest jak magnes, który przyciąga wszystko. Wsadziłam dłonie pod jego kurtkę i ułożyłam je na jego milutkim w dotyku kremowym swetrze. On czując, że się nie opieram, poszedł o krok dalej. Zaczął całować coraz śmielej, pogłębiał pocałunek coraz bardziej. Czułam narastające pożądanie. Doszliśmy do tego samego momentu, co za pierwszym razem, gdy całowaliśmy się dla zabawy. Oderwałam swoje usta od jego na kilka centymetrów i spojrzałam mu w oczy.
- Chcesz tego tak samo bardzo jak ja? - wyszeptałam. W jego oczach pojawiły się iskierki. Uśmiechnął się i znów mnie pocałował. Zaczął rozpinać mój płaszcz.
- Ale tutaj, na prawdę? - znów przerwałam.
- Czemu nie, z Tobą zrobiłbym to wszędzie, nawet tu.
- No to pospieszmy się. Za 15 minut muszę wrócić do Louisa.
Na dźwięk tego imienia, w Nialla wstąpił jakiś demon. Podszedł do drzwi i zamknął je na klucz. Skąd On go miał? Nie ważne. Szybko ściągnęłam szalik i płaszcz. On swoją kurtkę. Nawzajem ściągaliśmy sobie spodnie. W pośpiechu nie jest to takie łatwe. Gdy już się z nimi uporaliśmy, Niall przyparł mnie do ściany i zaczął namiętnie całować. Czułam, jak rośnie napięcie w jego bokserkach. Oplotłam ręce wokół jego szyi, On złapał mnie pod udami, prawie przy pośladkach, podniósł mnie i usadził na blacie pomiędzy umywalkami. Szybko ściągnęliśmy bieliznę i bez żadnych ceregieli wszedł we mnie. Myślałam, że odpłynę. Złapałam się najbliższego kranu i mocno go trzymałam. On poruszał się coraz szybciej. Moje początkowe ciche jęki przerodziły się w krzyki. On z podniecenia zaczął krzyczeć moje imię, co nakręcało mnie coraz bardziej. Nie obchodziło nas to, czy ktoś nas słyszy. Liczyliśmy się teraz tylko ja i On. Czułam, że zaraz nie wytrzymam. Zauważył to.
- Wstrzymaj się jeszcze - wydyszał. Puściłam kran, podniosłam się nieco i przywarłam do niego. Głowę położyłam na jego barku, jedną rękę wsunęłam we włosy, drugą położyłam gdzieś na plecach i ścislałam kurczowo jego sweter. Miał na tyle siły, że objął mnie jedną ręką i podniósł. Wtedy oplotłam nogi wokół jego bioder. Przyspieszył tempo i dodatkowo wolną ręką drażnił moją łechtaczkę. Doprowadzał mnie tym do obłędu.
- NIALL!!! - krzyczałam na cały głos.
- Jeszcze chwile, proszę - wysyczał. Zacisnęłam mocniej oczy. Poczułam tik jego kolegi we mnie i usłyszałam jego szept - Już....
W tym samym momencie oboje  osiągnęliśmy szczyt rozkoszy. Nigdy wcześniej nie doznałam tak dużego orgazmu. Jeszcze kilka mocnych pchnięć i osunęliśmy się na podłogę, ciężko oddychając. Patrzyliśmy sobie w oczy.
- Zaplanowałeś to wszystko.. - zaśmiałam się, na co On tylko się uśmiechnął i odchylił głowę w tył, by móc jeszcze odetchnąć. Delikatnie popchnęłam go na podłogę tak, że On na niej leżał a ja siedziałam na nim. Pochyliłam się nad chłopakiem. Uśmiechał się.
- To było cudowne - wyszeptałam i musnęłam jego usta.
- Musimy się zbierać. Pożyczyłem klucz tylko na pół godziny. - wstaliśmy i zaczęliśmy się ubierać. Zanim wyszliśmy pocałowaliśmy się jeszcze namiętnie.
Wyszliśmy stamtąd jak gdyby nigdy nic.
- Nikt nie może się o tym dowiedzieć. To będzie nasz mały sekret. - szepną zanim się rozstaliśmy. Popatrzyłam, jak wychodzi na ten mróz.
- Mary! Tu jesteś! Miałaś być 5 minut temu - usłyszałam wesoły głos Lou. Podszedł do mnie i mnie przytulił. Boże, co ja zrobiłam...

Tak więc.. Zaczyna być ostro i tak ma być. Taki miałam pomysł na to opowiadanie. Ale to jeszcze nie wszystko na co stać moją wyobraźnie :D Proszę o opinie, albo chociaż reakcje :*

2 komentarze:

  1. ż etak powiem: ło kurde o.O gorrrąco;p

    OdpowiedzUsuń
  2. woow, ciekawi mnie co będzie dalej. :P

    OdpowiedzUsuń