czwartek, 10 maja 2012

Rozdział 12

Otworzyłam leniwie oczy. Za oknem było jeszcze ciemno, pokój oświetlony był tylko jedną nocną lampką stojącą przy łóżku. Leżeliśmy nadzy, okryci ciepłą kołdrą. On na plecach obejmując mnie jedną ręką, ja leżałam wtulona w niego; jego klatka piersiowa służyła mi za poduszkę. Dostrzegłam zegarek stojący na toaletce. 5:23. Spojrzałam na jego twarz. Spał spokojnie. Wydawał się szczęśliwy. Powróciłam myślą do dzisiejszej nocy. Była taka, jaka powinna być. Namiętna, zmysłowa, a zarazem niewinna. Po tym, co stało się wczoraj wieczorem, po tym moim wyznaniu całej prawdy czułam, jakby zaczął mnie traktować delikatniej, jakby bał się mnie stracić. On sprawia, że czuję się wyjątkowa. Przy nim mogłabym budzić się i zasypiać do końca swoich dni. Z każdą chwilą utwierdzam się w przekonaniu, że to On jest mi pisany. Z każdą sekundą kocham go coraz mocniej.
Złożyłam delikatny pocałunek na jego jasnej skórze, a zaraz za nim jeszcze kilka drobniejszych. Uśmiechnął się i zacisnął mocniej rękę oplatającą moje plecy dając tym samym znak, że też już nie śpi.
- Witaj Skarbie - otworzył jedno oko. - Jak się spało?
- Cudownie. - oparłam się na łokciach i uśmiechnęłam do niego odsłaniając rządek równiutkich  białych ząbków. Zachichotał, otworzył drugie oko i zaczął mi się bacznie przygladać.
- Coś nie tak? - spytałam, bo zaciekawiło mnie to co robił.
- Nie, wszystko w porządku. Podziwiam tylko kobietę, którą kocham i chcę zapamiętać każdy jej szczegół. - przejechał dłonią po moich plecach i wsunął ją w moje włosy, a kciukiem muskając policzek - Urocze są te piegi. - mówiąc to uśmiechnął się tak jak ja przed chwilą.
- Jeju, że też wcześniej tego nie zauważyłam! - powiedziałam to tak  uradowana jak małe dziecko.
- Co?
- Kiedy zdjęli Ci aparat?
- Aaaa to. - podrapał się po głowie - Przedwczoraj.
- Poczekaj, teraz z pełną świadomością muszę wypróbować ten Twój nowy uśmiech.
- Co masz na my.. - niedokończył gdyż zamknęłam mu usta pocałunkiem.
- Kocham Cię - odgarnął kilka krętych kosmyków z mojej twarzy.
- Ja też Cię kocham, Niall. - znów zaczęłam całować jego tors.
- Mary.. - zaśmiał się.
- Tak?
- To łaskocze.
- Na prawdę? - podniosłam się lekko do góry. Na jego twarzy gościł uśmiech, co musiało oznaczać, że tak. - Co robimy z tak pięknie rozpoczętą niedzielą, Romeo? - zmieniłam pozycję i teraz leżałam sobie na nim. Nasze nagie ciała stykały się ze sobą całkowicie. Były rozgrzane od ciepła kołdry, ale i od rosnącego pożądania.
- Do której możemy tu być?
- Hmm... Dziewczyny przeważnie zaczynają sprzątać koło 7. A co?
- No to, Julio, mam dla Ciebie propozycję nie do odrzucenia. Teraz pójdziemy wziąść prysznic, a potem zabieram Cię na śniadanko. Może być?
- Jak najbardziej.
Tak zahipnotyzował mnie swoim spojrzeniem, że dopiero, gdy byliśmy w łazience dotarło do mnie, że wspólny prysznic to także kolejna okazja by uprawiać seks. On oczywiście od razu przeszedł do rzeczy. Gdy tylko puściliśmy wodę, przyparł mnie do ściany i zaczął całować. Złapał mnie pod prawym udem i podniósł moją nogę, nakazując tym samym bym oplotła go nią w pasie, co też odruchowo uczyniłam. Chwilę później czułam go już całego w sobie. Zamknęłam oczy i cicho jęknęłam. Jego bliskość połączona z kroplami letniej wody opadającej na moje ciało doprowadzały mnie do granic możliwości.
- Patrz na mnie - szepnął mi do ucha - Chcę widzieć ten cudowny obłęd w Twoich oczach.
Otworzyłam je i z trudem patrzyłam w ten wyrazisty błękit jego oczu. Z każdą chwilą stawał się on mocniejszy. Chwyciłam go mocno za kark i przyciągnęłam do siebie. Już i tak ciężko oddychaliśmy, a ja dołączyłam jeszcze do tego pocałunki. Wtem przyspieszył.
- Niall.. - pisnęłam. Wbijałam mu paznokcie w skórę zostawiając tym samym czerwone ślady. Poczułam przyjemne ciepło ogarniające całe moje ciało. Rozluźniłam dłoń, On muskał ustami moją szyję. Dotarł potem do moich. Patrzyliśmy sobie w oczy i uśmiechaliśmy się. Potem w 15 minut wykąpaliśmy się i tak koło 6:30 byliśmy gotowi do wyjścia. Na dworze było ciemno i zimno. Ja ubrana tylko tak i płaszczyk. Jednak idąc z Niallem, będąc blisko niego, czułam ciepło. Szliśmy pustymi ulicami Londynu. Gdzieniegdzie tylko spotkaliśmy a to starszą panią, a to gościa z psem. Wtem stanęliśmy przed jakąś francuską kawiarnią. Wyglądała dość sympatycznie. Weszliśmy do niej. W środku, już od wejścia czuć było zapach świeżych croissantów. Można było podejść do stołu, wziąść to co się chciało, a potem zapłacić przy kasie. Ja wzięłam tylko sałatkę, dwa croissanty i dżem, no i dużą kawę. Niall zaś wszystkiego co było zabrał po trochu. Musiał być bardzo głodny :) Usiedliśmy przy stoliku zadraz przy wejściu. Byliśmy tu sami. Nie szczędziliśmy sobie czułości. Ciepłe spojrzenia, uśmiechy, chwytanie za dłoń, czy drobne pocałunki. Wręcz zapomnieliśmy, że jesteśmy w miejscu publicznym. Po śniadaniu ruszyliśmy do domu. Szliśmy powoli. Nie spieszyło nam się. U mnie wszyscy jeszcze śpią, a u Nialla odsypiają pewnie noc. Szliśmy objęci co jakiś czas całując się. Uwielbiam z nim być. Czuję się wtedy jak nastolatka ze swoją pierwszą miłością. Usłyszałam telefon w kieszeni od płaszcza. Wyjęłam go. Sam.
- Sam dzwoni. Coś musiało się stać, bo o tej porze to Ona jeszcze śpi.
- Odbierz.
- Sam, nie śpisz o tej porze? - zaśmiałam się.
- Mary szybko! Jedź do St. Marks Hospital!
- Sam powoli! Co się stało?
- Jason spadł ze schodów!
Jest jakiś dramat. Nie wiem czy jest sens to pisać.

2 komentarze: