środa, 2 maja 2012

Rozdział 7

Podsumujmy wydarzenia ostatnich kilku dni.
Po pierwsze - odbyłam rozmowę z Niallem, podczas której dowiedziałam się, że i On i Lou coś do mnie czują.
Po drugie - palnełam jakąś bzdurę, że ja do niego też coś czuję, tyle że sama nie wiem, czy to jest tylko jakiś pociąg fizyczny czy prawdziwa miłość.. Tego drugiego tak na prawdę nigdy nie przeżyłam, więc nie wiem czym to się objawia.
Dalej.. Przespałam się.. Nie, to złe określenie. Hmm.. Może po prostu - uprawiałam z Nim, jak dla mnie, niezobowiązujący seks. Taaa, i to jeszcze w łazience w centrum handlowym. Ale nie było tak źle. Nawet spodobało mi się jak mnie tam traktował. Nigdy nie pomyślałabym, że taki gość, jak On: cichy, spokojny, w miarę ułożony, jest zdolny do bycia tak dzikim, a zarazem męskim.. I to jest chyba właśnie ta rzecz, która mnie tak do niego przyciąga. Szczerze to mogłabym to robić z Nim codziennie, o ile zawsze, no może prawie zawsze, tak by się zachowywał.
Jezu.. Koniec tego rozmyślania, bo jeszcze dojdę do wniosku, że powinnam z nim być i znajdę na to mnóstwo argumentów za....
Zaczęłam się pakować, bo wieczorem mamy wyjechać z Louisem do Doncaster. Szczerze to trochę boję się tam jechać. Jego rodzice, z tego co pamiętam, zawsze byli dla mnie mili, bardzo chcieli bym w przyszłości była z ich synem. Życie jak widać chciało inaczej...
18. Jason czeka w kuchni już ubrany, ja też. Duża walizka stoi pod drzwiami. Słyszymy dzwonem do drzwi. Mały wystrzelił do nich jak z procy. Otworzył powoli i ostrożnie drzwi tak jak go uczyłam.
- Cześć mały! Gotowy na podróż? - wesoły głos przyjaciela niósł się po całym domu.
- Taak! - Jason czekał na tą chwile cały tydzień od kiedy mu powiedziałam. Do kuchni gdzie czekałam razem z całą rodziną wszedł Lou trzymając Jasona na rękach. Posadził go na krześle i przywitał się ze wszystkimi.
- To co, zbieramy się. Przed nami długa droga. - przyznałam mu racje. Doncaster jest przynajmniej 5 godzin jazdy samochodem. Pożegnaliśmy się, życzyliśmy wesołych świąt i wyszliśmy. Louis spakował naszą walizkę do bagażnika, a ja przymocowałam na tylnym siedzeniu fotelik dziecięcy.
- Kurcze, masz wprawę. Jakbyś robiła to codziennie. - Lou stanął koło mnie i skrzyżował ręce na klatce piersiowej.
- Bo robię to prawie codziennie. Mogę ja pierwsza prowadzić? Nie znoszę autostrad. - na to pytanie zrobił bardzo zdziwioną minę.
- Yyy.. Jak to prowadzić? Masz prawko?
- No jasne! Od 16 roku życia. Zrobiłam je zaraz po urodzeniu Jasona. Byłam nawet lepsza od Sam, bo ja zdałam za pierwszym a ona dopiero za trzecim razem. To jak będzie? - wyciągnęłam rękę w jego stronę. Sięgnął do kieszeni.
- No dobra. Przekonajmy się na co Cię stać. - podał mi kluczyki. - Ale zanim wyruszymy chodźcie ze mną jeszcze na chwilę. - zrobił tajemniczą minę. Wzięłam Jasona za rękę i poszliśmy za Louisem, jak się okazało do domu jego i chłopaków. Weszliśmy do środka. Pozostała czwórka siedziała w salonie i chyba właśnie czekała na nas. Gdy weszliśmy wszyscy wstali i zaczęliśmy składać sobie świąteczne życzenia. Jak się okazało reszta leci samolotami do swoich domów, tylko Louis jedzie samochodem. Wszyscy zgodnie stwierdziliśmy, że skoro wyjeżdżamy to prezenty damy sobie po świętach, a przed Nowym Rokiem. Wtedy wszyscy mamy być już z powrotem tu w Londynie. Zanim wyszliśmy, Niall wziął mnie na stronę.
- Będę za Tobą tęsknił - powiedział odgarniając kilka kosmyków moich niesfornych loków i zakładając je za moje lewe ucho.
- Ja za Tobą też - uśmiechnęłam się niemo i musnęłam delikatnie jego usta. Nie wiem dlaczego to zrobiłam. Może dlatego, że zrobiło mi się Go żal, albo na prawdę zaczynam coś do niego czuć. Przytuliłam go jeszcze mocno i już musiałam wychodzić. Spojrzałam jeszcze ostatni raz za nim. Miał smutek wymalowany w oczach. Serce mi się ściskało na ten widok. Czułam, jak łzy zaczynają cisnąć mi się do oczu, ale powstrzymałam je. Wsiedliśmy do samochodu i odjechaliśmy.
Równo w połowie drogi zamieniliśmy się z Louisem. On przecież bardziej zna tą okolicę, ja to bym się zgubiła i jeszcze trafiła do innego miasta. Przystanęłam na stacji benzynowej. On zatankował samochód, ja poszłam zapłacić i dodatkowo kupiłam kawę, by nie zasnął za kierownicą. Mały od początku drogi spał, więc go nie budziliśmy.
- Na prawdę świetnie jeździsz. Jestem pod wrażeniem. - powiedział, gdy podałam mu kubek.
- Dzięki. To miłe usłyszeć to w końcu od jakiegoś faceta. Większość, gdy widzi kobietę za kierownicą tylko ją krytykuje.
- Ja taki nie jestem.
- I za to właśnie Cię lubię.
Wypiliśmy kawę i ruszyliśmy w dalszą drogę. Było koło 12 w nocy, gdy zajechaliśmy pod dom państwa Tomlinson. Wysiadłam z samochodu i pierwsze co, to spojrzałam na dom na przeciwko. Nic się nie zmienił. Ciemno czerwona cegła, białe drzwi i okiennice, duże drzewo przed nim, biały płotek i tego samego koloru furtka. Takim go zapamiętałam i taki pozostał. W jednym oknie na piętrze pali się jeszcze ledwo widoczne światło. Tam była sypialnia moich rodziców. Po policzku spłynęła mi jedna łza. Poczułam czyjąś dłoń na ramieniu. Obróciłam się. Louis też patrzył na ten dom. Przytuliłam się mocno do niego.
- Już dobrze. - uspokoił mnie trochę - Chodź, pewnie jesteś zmęczona.
Wzięliśmy większość bagaży i podeszliśmy do drzwi. Zadzwonił. Otworzyła nam jego matka. Na widok syna bardzo się ucieszyła, lecz za chwilę spojrzała na mnie.
- Louis mówił, że przyjedzie z koleżanką. Wejdźcie. - zanieśliśmy bagaże na górę do pokoi i zeszliśmy jeszcze na chwilę do samochodu. Lou wziął resztę prezentów. Mógł je spokojnie położyć pod choinką, bo jego siostry już spały. Ja zaś wzięłam Jasona na ręce i zamknęłam samochód. Przechodziłam koło kuchni gdy pani Tomlinson do nas podeszła.
- A ten aniołek to pewnie Twój brat? - spytała z uśmiechem, gładząc małego po głowie.
- Nie. To jest mój syn - powiedziałam spokojnie. Ona spojrzała na mnie. Już wiem po kim Louis ma to dziwne pytające spojrzenie - Zaraz Pani wszystko opowiem tylko zaniosę go do łóżka. - szybko weszłam na górę, przebrałam go i położyłam spać. Schodząc na dół słyszałam dość głośną rozmowę Louisa z jego matką.
- Kim Ona w ogóle jest? Gdzie Ty ją poznałeś?
- Mamo..
- I do dziecko! Wiesz w ogóle kto jest Jego ojcem?!
- Mamo, pamiętasz tych ludzi, co 14 lat temu wyprowadzili się z naprzeciwka?
- Nie wspominaj mi o nich! Zachowali się okropnie w stosunku do nas..
- Mamo, to jest ich..
- Córka. - dokończyłam za niego. Oboje na mnie spojrzeli. - Mary Colins, miło mi poznać.

Nie wiem co tu napisałam, ale końcówka jak dla mnie jest dobra. W koñcu... Nadal się waham z kim ma być Mary bo to trudna dziewczyna. Sama nie wie czego chce... Trzeba jej trochę pomóc :) Klikajcie, komentujcie, proszę :* <3

1 komentarz:

  1. jak ju mówiłam, wyczuwam konflikt między Mary a mamą Lou;D i czekam na następny!:)

    OdpowiedzUsuń