sobota, 12 maja 2012

Rozdział 13

Z taksówki wypadłam jak burza. Dobrze, że umiałam biegać w szpilkach, bo bym się zabiła. Szybko na recepcji spytałam się, gdzie jest Jason. Powiedziano mi, że jest operowany na drugim piętrze. Pobiegłam do windy. Ze zdenerwowania cały czas wciskałam guzik myśląc, że od tego szybciej przyjedzie. W tym czasie doszedł do mnie Niall, który zapłacił za przejazd i zabrał moją torbę, o której kompletnie zapomniałam. Wsiedliśmy do windy. Gdy drzwi się otworzyły na końcu korytarza ujrzałam Sam siedzącą na krześle pod salą operacyjną.
- Sam! - krzyknęłam. Ona od razu wstała i zaczęła iść w naszą stronę. Zrobiliśmy to samo. Płakała. Przytuliłam ją. Sama też zaczęłam płakać.
- Sam, co się stało? - ujęłam twarz przyjaciółki w dłonie.
- Mary, przepraszam Cię. Powinnam lepiej go pilnować. Ja.. Ja nie chciałam. - płakała jeszcze bardziej.
- Uspokój się! Jak On spadł z tych schodów?!
- No.. Normalnie po nich schodził. W połowie poślizgnął się na jednym stopniu i przeturlał się jakoś po reszcie na sam dół. Leżał nieprzytomny. Na nic nie reagował. Zadzwoniliśmy po pogotowie. Powiedzieli, że może mieć wstrząs mózgu i złamany kręgosłup. Od razu zabrali go na salę operacyjną.
- Nie.. - szepnęłam. Puściłam ją i usiadłam na najbliższym krześle. Schowałam twarz w dłonie.
- Sam, jedź do domu. Ja tu z nią  zostanę. Zadzwonimy jak tylko się skończy. - słyszałam głos Nialla i czyjeś kroki w stronę windy. Po chwili Niall usiadł koło mnie i objął ramieniem. Wtuliłam się w niego i cicho płakałam.
- Wszystko będzie dobrze. Wyjdzie z tego, zobaczysz. - powiedział i pocałował mnie we włosy.

Siedzimy tu już dwie godziny i nic. Nikt zza tych drzwi nie wychodzi. Zaczynam się martwić. Niall zadzwonił do Liama i poinformował go o całym wydarzeniu. Ten odparł, że przyjadą jak tylko wszyscy będą w stanie. Przyniósł mi i sobie potem kawę. Kochany jest. Nagle z sali wyszła jakaś pielęgniarka, a za nią lekarz.
- Przepraszam, jestem mamą Jasona, Mary Colins. Co z nim?
- Państwa syn ma bardzo poważny uraz mózgu, złamał lewą nogę w kilku miejscach oraz rękę. Żebra lekko pocharatały mu płuca, ale nie przebiły ich. No i na szczęście nie złamał kręgosłupa, tak więc powinien wrócić do pełnej sprawności. Jest jednak w śpiączce i teraz musimy czekać, aż się wybudzi.
- Możemy go zobaczyć?
- Oczywiście. Pielęgniarka zaprowadzi Państwa. - uśmiechnął się i odszedł. Podeszła do nas jakaś starsza kobieta i pokierowała do sali, na której leżał mały. Założyliśmy ubrania ochronne i weszliśmy do niego. Był popodłączany do różnych aparatur, obok niego była kroplówka. Prawą rękę miał w gipsie, lewa noga wisiała w powietrzu. Nie mogłam na to patrzeć. Zacisnęłam usta i powstrzymywałam się od płaczu. Młoda pielęgniarka kończąca ustawianie urządzeń spojrzała na nas.
- Niech się Pani nie martwi. Syn wyjdzie z tego. Jeśli siłę odziedziczył po ojcu - tu uśmiechnęła się do Nialla, co go lekko speszyło - to wróci do zdrowia raz dwa. - to powiedziawszy wyszła zostawiając nas w trójkę. Usiedliśmy na krzesłach przy łóżku po obu jego stronach. Złapałam rączkę Jasona, przyłożyłam do ust i pocałowałam.
- Mój Skarb. Nie mogę Cię stracić.
Niall siedział i przyglądał się nam. Rozmyślał nad czymś. Rozumiem go. Uznano go za ojca, nie wiedział jak się zachować, co powiedzieć. Wyciągnęłam do niego drugą dłoń. Chwycił ją mocno. Cieszę się, że jest tu ze mną. Z nami.

Późnym popołudniem przyszli chłopcy. Wyszliśmy się z nimi przywitać.
- Mary.. - Liam jako pierwszy do mnie podszedł i przytulił. Zza jego ramienia ujrzałam Zayna i Harrego, którzy zaraz po nim też mnie objęli.
- Harry, gdzie jest Lou?
- Został w domu. Źle się poczuł.
- Rozumiem. Przepraszam Was, muszę zadzwonić do Toma. - zostawiłam płaszcz, torebkę i przeszłam w głąb korytarza.
- Niall, jak Ona się czuje? - spytał Liam.
- Wiesz, jest trochę roztrzęsiona. Boi się o niego.
- Przynieśliśmy mu miśka - powiedział Harry i pokazał dużego pluszowego misia. - Dasz mu go?
- Pewnie. W ogóle, uznali mnie tu za jego ojca. - zaśmiał się nerwowo przyglądając się maskotce.
- Ale jak to? - zdziwił się Liam - Przecież nawet nie jesteście do siebie podobni.
- Nie wiem, Liam! Głupio się z tym czułem, ale nic nie mówiłem. Ona mnie potrzebowała. Nadal potrzebuje. - spojrzał na chłopaków - Louis jeszcze się leczy po imprezie? Jak było?
- Jak już sam zacząłeś ten temat.. On jest załamany. Wszystko było dobrze dopóki nie wstał i nie zobaczył w internecie zdjęć Twoich i Mary z dzisiejszego poranka. - Liam mówił zdenerwowanym głosem.
- Nie rozumiem. - Niall zaczął udawać zdziwienie.
- Wiesz co, nie udawaj. Wszyscy widzieliśmy Wasze zdjęcia, jak przechadzacie się po Londynie objęci. Nawet było jedno zdjęcie, jak się całujecie - ciągnął Harry.
- Dobra! Kocham ją, tak? I nic tego nie zmieni. Zresztą, jeśli Louis jest tak tym przybity, to trzeba było z nią zostać samemu, a nie. - ściągnął fartuch i wręczył go Liamowi razem z misiem - Sami mu go dajcie - warknął i poszedł.

- Tom, nie przyjdę dziś - mówiłam trochę roztrzęsionym głosem. Stałam przy dużym oknie na końcu korytarza.
- Ale jak to? Źle się czujesz? A może ta cała piątka dała Ci niezły wycisk? - zaśmiał się.
- Tak się składa, że ta cała piątka to moi przyjaciele, w tym chłopak.
- Ten co miał urodziny?
- No właśnie nie.. Ale nie o tym chciałam rozmawiać. Chcę wziąść trochę wolnego.
- Ale Mary? Tak z dnia na dzień? Na dwie godziny przed dzisiejszym występem?
- Tom! - ze zdenerwowania zaczęłam mówić dużo głośniej - Powiedz mi, ile razy od podpisania kontraktu 5 lat temu wzięłam wolne?
- Pfff.. No nie wiem, chyba tylko dwa razy po jednym dniu.
- Dokładnie! Tylko dwa dni na pięć lat! A teraz proszę Cię, potrzebuję trochę czasu. Nie wiem.. Tydzień, może dwa...
- Dobra, możesz iść na urlop na ile chcesz tylko powiedz, po co?
Tu zamilkłam na chwilę. Próbowałam opanować emocje by się nie rozpłakać, jednak to mi się nie udało.
- Jason spadł ze schodów - łkałam - Jest teraz w śpiączce a ja muszę przy nim być.
- Trzeba było od razu mówić. Mary, trzymaj się. Wyjdzie z tego. Jest silny, tak jak Ty. Dzwoń i przyjdź, jak już mały będzie w domu. Cześć. - rozłączył się. Przymknęłam oczy i osunęłam się po szybie. Usiadłam na podłodze, podkuliłam nogi i schowałam w nich głowę.
- Mary.. - usłyszałam głos i kroki Zayna. Kucnął przede mną. - Mary.. - uniósłam moją głowę lekko do góry by na niego spojrzeć - Wiem, że jest Ci teraz ciężko, ale powiedz mi, dlaczego zrobiłaś to Louisowi?
Na jego twarzy widać było częściowe zdenerwowanie i przejęcie całą tą sprawą.
- Ja go kocham, ale chyba nie tak, jak On tego by chciał. Choć gdy jestem blisko niego to czuję, jakby On był całym światem. Ale.. Do Nialla czuję coś więcej. Ja Go potrzebuję. Potrzebuję jego uśmiechu, dotyku, obecności.. Ja.. Nie wiem, co mam teraz zrobić.
- Najlepiej porozmawiaj z Louisem.
- Chyba tak. - otarłam łzy wierzchem dłoni - Przepraszam Cię za ten pocałunek wczoraj. - zaśmiałam się.
- Spoko. Fajny był, ale to jednak nie to samo co z Sam.
- No patrz. W końcu jest w czymś lepsza ode mnie. - teraz to oboje się już śmialiśmy.
- Chodź. Zabierzemy Cię do domu. Pewnie jesteś zmęczona. - wstał i wyciągnął do mnie ręce. Pomógł mi wstać. Podeszliśmy pod salę Jasona. Chciałam go jeszcze raz zobaczyć przed wyjściem. Jednak to, co tam zobaczyłam było przeurocze. Harry i Liam mieli misia i mówili w trójkę do małego.
- A Wy co robicie? - weszłam do nich.
- Gdzieś słyszałem, że ludzie w śpiączce normalnie nas słyszą. Tak więc my i Pan Miś mówimy do Jasona. - wytłumaczył Harry.
- Aha. To teraz Pan Miś zostanie i przypilnuje Jasona, a my jedziemy. Późno już. - rzucił z uśmiechem Zayn. Wzięłam płaszcz, ucałowałam Jasona.
- Wrócę rano, Skarbie - szepnęłam jeszcze do niego i wyszliśmy. W samochodzie czekał już na nas Niall. Usiadłam koło niego i położyłam dłoń na jego udzie. Obrócił się do mnie, objął ramieniem i pocałował. Chłopcy dziwnie się na nas popatrzyli, z jakimś wyrzutem. Całą drogę przemilczeliśmy. Podjechaliśmy pod ich dom. Było już po 21, więc pożegnałam się z nimi i poszłam prosto do domu. Tam czekali na mnie Sam i dziadkowie. Wszystko im opowiedziałam. Już miałam iść na górę, gdy Sam mnie zatrzymała.
- Mary, masz gościa. Jest w Twoim pokoju.
- A kto..
- Po prostu idź. - miała poważną minę. Szybko udałam się do swojego pokoju. Otworzyłam drzwi i ujrzałam go siedzącego na łóżku.

Takie o. Nie wyszedł mi za bardzo, ale coś udało mi się napisać :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz