sobota, 19 maja 2012

Rozdział 14

- Kim Pan jest? - spytałam mężczyznę o może 2 lata ode mnie starszego. Siedział na łóżku ze zwieszoną głową, jakby nad czymś rozmyślał. Na dźwięk mojego głosu podniósł ją do góry. Wstał, uśmiechnął się i wyciągnął do mnie rękę. Zmierzyłam go wzrokiem, po czym uścisnęłam ją.
- Pewnie mnie nie pamiętasz - mówił płynnie po hiszpańsku - Paco Rodriguez.
Ścisnęłam mocniej jego dłoń, gdyż powróciło do mnie to zdarzenie sprzed 5 lat.

Ciepłe lipcowe popołudnie zostało właśnie zakłócone. Paco wysłał do mnie wiadomość, że chce się ze mną spotkać. Nie chciałam za bardzo, ale jednak się zgodziłam. Zrobiłam to w tajemnicy przed Sam, której obiecałam, że już nigdy się z nim nie spotkam. Umówiliśmy się w jego dzielnicy, po drugiej stronie miasta. Byłam na miejscu, o konkretnej godzinie. Czekałam pod starym sklepem z winylami, dawno już zamkniętym, zakurzonym i obskórnym. W oddali ujrzałam sylwetki dwóch osób idących w moim kierunku. To był on i jakiś jego kolega. Podeszli do mnie.
- Witaj piękności moja. - Paco chwycił mnie w talii i chciał pocałować, ale szybko obróciłam głowę i zamiast w usta pocałował mnie w policzek. - Grasz niedostępną? Lubię takie.. - szepnął mi do ucha. Wyczułam, że pił. Odsunęłam go od siebie. 
- Myślałam, że będziemy sami. - spojrzałam niechętnie na chłopaka, który stał obok nas oparty o ścianę budynku. Też był wstawiony, bo lekko się chwiał. 
- Mary, przecież znasz Juana..
- Zostaw mnie. - odsunęłam go trochę od siebie, ale nie chciał mnie puścić. - Po co chciałeś się spotkać? 
- Chciałem powspominać z Tobą czasy gdy byłaś z nami. Pamiętasz, jak dobrze się razem bawiliśmy.. - zaczął całować mnie po szyi. 
- Nie. Nie pamiętam i nie chcę. Nie chcę mieć nic wspólnego z dragami, prochami, Tobą i całą tą Twoją ćpającą zgrają małolatów. - zaczęłam się wyrywać, wskutek czego uderzyłam go w twarz bardzo mocno. 
- O nie. Tak nie będziemy się bawić. - złapał się za bolące miejsce - Juan, złap ją za ręce. 
Ten posłusznie wykonał polecenie. Złapał mocno moje ręce od tyłu i zaprowadził do najbliższego zaułku. Paco szedł powoli za nami. Stanął przede mną. Włożył dłoń pod moją sukienkę do moich majtek i zaczął nią napierać do środka mnie. Patrzyłam na niego błagalnie, by tego nie robił. 
- Nie chciałaś po dobroci to teraz dostaniesz karę. - powiedział z szyderczym uśmiechem na twarzy, po czym zerwał moje majtki, spuścił nieco swoje spodnie w dół i chamsko i brutalnie wszedł we mnie. Zaczęłam krzyczeć na cały głos, ale Juan stłumił krzyk kładąc dłoń na moich ustach. Zaczęłam płakać i wyrywać się, ale to nic nie dało. Wtem poczułam, jak koleś za mną też chce mnie przelecieć, bo coś w jego spodniach drgnęło. Kiwnął do Paco, czy mu też pozwoli. Ten tylko odrzekł:
- Bierz tył.
Najpierw nie wiedziałam, o co chodzi, ale później zrozumiałam. Juan wyjął swojego penisa ze spodni i wsadził mi go od tyłu. Teraz obaj mnie posuwali. Myślałam, że odlecę. Zaczęłam tracić czucie w nogach, momentami nie mogłam oddychać. Nic nie robili sobie z tego, że podczas cego tego zdarzenia dostałam 3 orgazmy, każdy tak samo duży. W końcu obaj nie mieli już chyba ochoty ani siły, więc puścili mnie. Ja tym bardziej nie miałam na nic siły, dlatego upadłam na ziemię, ciężko oddychając.
- Niezła byłaś, szmato - powiedział Paco - ale to nie wystarczy.
Po tych słowach kopnął mnie kilka razy z całej siły, jakbym była piłką, po czym odeszli, zostawiając mnie na ziemi wpół przytomną.

- Jak śmiesz tu przychodzić? - mówiłam po hiszpańsku - Po tym, co mi zrobiłeś? Jak zrujnowałeś mi życie?! - zaczęłam krzyczeć.
- Uspokój się - chwycił mnie za ramiona, ale gdy zobaczył w mych oczach strach od razu je puścił - Posłuchaj. Zmieniłem się. Rzuciłem tamto wszystko. Całe to ćpanie, imprezowanie... Chciałem Ci o tym powiedzieć, ale było za późno. Było to jakieś 1,5 roku po naszym ostatnim spotkaniu, jeśli można tak to nazwać. Byłem w Twoim domu, u Twojej matki, ale ona powiedziała mi tylko, że już tam nie mieszkasz i nie chce Cię znać. Szukałem Cię wszędzie, po wszystkich znajomych. To też długo trwało. W końcu dotarłem do rodziców Sam, jakieś dwa miesiące temu. Powiedzieli mi tylko, że mieszkasz teraz w Londynie. Postanowiem Cię tam odszukać. Chodziłem po urzędach, szpitalach, szkołach, aż w końcu gdzieś w jakiejś gazecie znalazłem ogłoszenie, że udzielasz korepetycji. Zapisałem adres i tak tu się znalazłem.
Patrzyłam na niego z obrzydzeniem. Ten gość zrujnował doszczętnie moje życie, a teraz miałabym mu w to uwierzyć? Nie, jeszcze czego.
- Po co to wszystko zrobiłeś?
- Bo zależy mi na Tobie. Zawsze tak było. Kocham Cię - tu chwycił delikatnie moją dłoń. - Wiem, że nie chcesz mnie znać i w ogóle. Ale proszę. Daj mi chociaż szansę na to, że będziemy chociaż znajomymi jeśli nie przyjaciółmi.
- Wyjdź.
- Dobrze - powiedział zrezygnowanym tonem - Na stoliku zostawiłem mój adres i numer telefonu. - pokierował się do drzwi.
- Odprowadzę Cię - dlaczego ja to powiedziałam? Może dlatego, że żal mi się go zrobiło? Nie wiem. W ciszy zeszliśmy na dół, otworzyłam drzwi, a tam..
- Mary, musimy porozmawiać - Louis chciał wepchnąć się do środka, ale gdy zobaczył Paco cofnął się nieco.
- Palancie! Chciałeś wyjaśnień to wchodź a nie stój na mrozie! - krzyczał Niall stojący za nim.
- Chłopaki wchodźcie. Emm... Paco już wychodzi.
- A przepraszam ten to kto? Kolejny z którym sypiasz za moimi plecami?! - Lou podniósł głos.
- Nie i przestańcie krzyczeć. Jest noc.
- Mary, o co chodzi? - wtrącił się po hiszpańsku Paco.
- Nic, po prostu..
- Czekaj, Ty jesteś podobny do Jasona.. - zaczął Niall.
- A Ty skąd znasz hiszpański? - rzuciłam do niego, bo ewidentnie zdziwiło mnie, że zna ten język i nawet się nie pochwalił.
- Po prostu - znam i już.
- Chwila, kto to jest Jason? - spytał Paco patrząc na naszą trójkę - I kim wy jesteście?
- My - jej przyjaciele, a Jason to jej syn..
- A Ty to kto? - spytał się go w twarz Lou.
- Paco.. - był lekko zdezorientowany - czekaj.. Jak to Twój syn?
- Boże! Albo wchodzimy do środka albo zostajemy na dworze? - krzyknęłam by się uspokoić. Spojrzeli na mnie jak na wariatkę i ustalili, że zostajemy na tych cholernym mrozie.
- Dobra, po kolei. Paco, to jest mój chłopak i najlepszy przyjaciel - wskazałam na chłopaków - Jason to jest nasz syn...
- To jest ten sukinsyn, który Cię wtedy zgwałcił? - wyrwał się Niall.
- Tak. - rzekłam stanowczo, by nie ponieść się niepotrzebnym emocjom.
- Ja mu zaraz.. - już rzucał się na niego z pięściami, ale udało mi się go odciągnąć.
- Uspokój się!
- Mary, powiedz mi dlaczego mnie oszukałaś? Mówisz mi, że mnie kochasz, a sypiasz z Nim? - zaczął swoje Lou.
- Wiecie co, kurwa. Dajcie mi wy wszyscy święty spokój. - krzyknęłam na nich i wróciłam się do domu. Miałam ich serdecznie dość. Krzyczeli jeszcze za mną, ale ja tylko raz się odwróciłam, pokazując im przy tym środkowy palec i weszłam do środka. Godzina pierwsza w nocy, a oni chcą jakichś pieprzonych wyjaśnień. Poszłam do pokoju i w ubraniach położyłam się na łóżko i od razu wymęczona zasnęłam.

No jako takie to. W końcówce sama się pogubiłam no ale jest juz prawie 2 w nocy wiec wybaczcie. Prosze o opinie :*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz